Nowa twarz na muzycznej scenie – wywiad z Natalią Moskal

In Muzyka, Wywiady

Nowa twarz na muzycznej scenie – wywiad z Natalią Moskal

Pochodząca z Lublina Natalia Moskal to nowa twarz która pojawia się na polskiej scenie muzycznej. Natalia debiutuje swoim pierwszym albumem SONGS OF MYSELF”. Album utrzymany jest w brzmieniach elektronicznych lat 80 i 90 . Autorką wszystkich tekstów na płycie jest Natalia.  W naszym wywiadzie zdradziła skąd czerpie inspiracje do pisania piosenek oraz kto jest jej ulubionym kompozytorem muzyki filmowej ale i nie tylko więcej ciekawostek które zdradziła nam Natalia przeczytacie w naszym wywiadzie .

 

Nowa twarz na muzycznej scenie muzyki elektronicznej – wywiad z Natalią Moskal

Jak zaczęła się Twoja przygoda z muzyką?

Miałam 7 lat. W mojej szkole podstawowej odbywał się konkurs piosenki angielskiej i moja mama powiedziała, że powinnam wystąpić. Wybrałyśmy wspólnie piosenkę „Can you feel the love tonight” Eltona Johna, jest to piosenka z bajki „Król Lew.” Bałam się, ale zaryzykowałam. Z pluszowym lwem pod pachą, którego babcia przysłała mi z USA wyszłam na scenę i uczucie, które mi wtedy towarzyszyło sprawiło, że od tamtego czasu chciałam śpiewać.

Wiem, że to trudne pytanie, ale jestem ciekaw twojej odpowiedzi. Kto jest twoim ulubionym producentem, kompozytorem bądź piosenkarzem , piosenkarką ? I dlaczego on (lub ona)?

Z polskich producentów bardzo lubię braci Dziedzic, nie tylko dlatego, że miałam szansę z nimi pracować, ale też ze względu na ich estetykę. Płyta „Składam się z ciągłych powtórzeń” Rojka, którą wyprodukował właśnie Bartosz Dziedzic, brzmiała w moich słuchawkach przez wiele miesięcy od dnia premiery. Lubię też produkcje Keva Foxa oraz Bogdana Kondrackiego odpowiedzialnego za płyty Dawida Podsiadło. Z artystów i wokalistów… nie sposób wszystkich wymienić. Lubię silne żeńskie wokale – Whitney Houston, Aretha Franklin, Beyonce, Christina Aguilera czy Alicia Keys. Ale często też słucham muzyki afroamerykańkiej, jazzu, bluesa. Kiedyś byłam uzależniona od Raya Charlesa!

Pamiętasz swoj pierwszy raz na scenie ?

To był właśnie ten pierwszy raz z Królem Lwem. Mam nawet zdjęcie z tego dnia. Na buzi widać przerażenie, ale pamiętam, że bardzo mi się spodobało na tej scenie 🙂

SONGS OF MYSELF”  to tytuł Twojej debiutanckiej płyty . Jak oceniasz swój debiut?

Jestem z niego zadowolona i jestem też dumna z mojego zespołu za to, że pomogli mi doprowadzić to do końca, a nagrane instrumenty brzmią naprawdę profesjonalnie. Cieszę się też, że dałam się trochę poprowadzić producentowi tej płyty, Łukaszowi Maronowi, za rękę w kwestii brzmień i aranżacji. Ta płyta jest taka jaka powinna być, udało się nam ją zrobi tak, jak chcieliśmy 🙂

Za aranżację i produkcje płyty  odpowiada Łukasz Maron jak współpracuje się z

Łukaszem ?

Jak w każdej współpracy, zawsze są wzloty i upadki. Jesteśmy z Łukaszem dwiema kompletnie różnymi osobami, różnimy się prawie pod każdym względem, ale zgadzamy się w kwestiach muzycznych i to chyba jest najważniejsze. Nie ma tak naprawdę różnic w kwestiach artystycznych, produkcje Łukasza mi się podobają, dlatego ta współpraca była możliwa a efekty mnie zadowalają (bo nie mogę wypowiadać się za Łukasza).

W 2014 roku rozpoczęłaś  współpracę z Bartoszem Dziedzicem. Kompozytorem i producentem płyt. Jak przecięły się Wasze muzyczne drogi?

Wtedy jeszcze poniekąd opiekowała się mną pewna agencja artystyczna, która już nie istnieje. Szukaliśmy razem rozwiązań na mój pierwszy krok w muzycznym świecie, oni skontaktowali się z Bartoszem, a on zgodził się wziąć mnie pod swoje skrzydła. Później pracowałam też z jego bratem, Markiem, który wyprodukował i skomponował trzy piosenki na mojej epce „Anguana.” Bracia Dziedzic to jedne z najbardziej niezwykłych osób, jakie kiedykolwiek poznałam i mam nadzieję, że nasze muzyczne drogi się jeszcze spotkają. Bardzo dobrze wspominam, a nawet tęsknię za czasem, kiedy popijałam z Bartkiem herbatę z Czułym Barbarzyńcy przy ul. Dobrej na Powiślu w przerwie od nagrywania. To był dla mnie dobry i cenny czas.

Jak zatem wyglądała praca nad tą płytą i jak długo ona powstawała?

Plyta powstawała 2 lata, pierwsze dwa utwory, które powstały to „Michelle” i „Foreign stranger” . Michelle to kompozycja Marka Dziedzica, a „Foreign Stranger” Bartka Dziedzica. Produkcją zajął się Łukasz. Praca trwała długo, bo w trakcie kilka razy zmieniła się koncepcja i aranże, w grudniu ubiegłego roku, wracając z trasy koncertowej we Włoszech, zdecydowaliśmy, że trzeba nagrać jednak żywą perkusję, klawisze, smyki i dęciaki. I tak też prace przedłużyły się do maja, ale było warto.

 

 

Masz jakiś swój ulubiony utwór na tym albumie?

Zdecydowanie „Midnight” i chyba jest też to ulubiony utwór większości słuchaczy. Kojarzy mi się z „Gorączką Sobotniej Nocy.”

 

Czy te teksty zawierają bardziej twoje własne doświadczenia czy to efekt obserwacji innych?

Pół na pół. Część utworów jest o mnie. Bashevis Singer mówił, że autor pisze o tym, co zna. To jest święta prawda. Dużo jest tam o mnie, o mojej historii, która przydarzyła mi się prawie 3 lata temu a stanowiła ogromną inspirację w tekstach i liniach wokalu. Zabawne jest to, że przez te dwa lata kiedy powstawała płyta, zmieniały się moje uczucia dlatego te piosenki stanowią swoisty przekrój, bądź też wypadkową całej tej historii. Dodatkowo moje utwory są o silnych kobietach. „Lie” na przykład zawiera frazę „dancing with demons”. To cytat inspirowany Esther Singer Kreitman, żydowskiej pisarki, której książki przekładam na język polski. Jej najbardziej znane dzieło to „The Demon’s Dance” – „Taniec Demonów”. Jej książki mają zabarwienie lekko feministyczne, tak jak i moje utwory. Bardzo inspirowała mnie też Michelle Obama, stąd poniekąd tytuł „Michelle” oraz Sophia Loren. Niesamowite kobiety, które wywalczyły sobie wszystko ciężką pracą.
Co inspiruje Cię w życiu? A co motywuje, aby iść do naprzód?

Te kobiety właśnie. Wszędzie noszę ze sobą specjalne wydanie „Wysokich Obcasów” pt. „Światem Rządzą Kobiety”. Na okładce znajduje się Michelle Obama i Meryl Streep a w środku ich historie, jak również te Indry Nooyi, Sereny Williams, Beyonce, Angeli Merkel, czy Ruth Bader Ginsburg, która zafascynowała mnie tak bardzo, że kupiłam sobie case na telefon z jej podobizną. Jest jedną z dwóch kobiet w historii, które zasiadają w Sądzie Najwyższym USA.

 

Jaka jest Twoja osobista recepta na szczęście?

Znajdź swoją pasję – taką która będzie Tobą targać, napędzać, doprowadzać do łez i da ci spełnienie. Która stanie się Twoim priorytetem nr 1 i która będzie Twoją osobistą misją. W necie krążą memy – „szczęście jest wtedy, kiedy kładziesz się spać i nie musisz nastawiać budzika”. Nieprawda. Szczęście jest wtedy, kiedy nastawiasz ochoczo budzik, bo wiesz, że jutro będziesz dalej podbijać świat. Potkniesz się w między czasie 100 razy i prawdopodobnie wyrąbiesz twarzą o krawężnik ale wstaniesz i będziesz cisnąć dalej. Szczęśliwy.

 

Jak wyobrażasz sobie siebie za 7-10 lat? Kim wtedy będziesz? Co do tego czasu chciałabyś zdobyć, osiągnąć czy też zobaczyć?

Chciałabym dalej zajmować się muzyką na możliwie szeroką skalę, dotrzeć do grupy odbiorców, którym ta muzyka się spodoba i będzie ich napędzała do działania. Moim osobistym celem, bądź też marzeniem jest zobaczyć mój utwór na Liście Przebojów Radiowej Trójki i mam szczerą nadzieję, że przez dekadę uda mi się to osiągnąć. Chciałabym też grać koncerty nie tylko w Polsce ale i za granicą. Do tej pory udało mi się pojechać w trasę z Łukaszem, Mikołajem i Patrykiem do Włoch. Było super i teraz chciałabym pograć w innych krajach. Marzy mi się Anglia, Francja, Chiny. Nad Chinami już pracuję 🙂

No i za 10 lat chciałabym być mamą.

 

Wystąpiłaś na Festiwalu Filmowym Dwa Brzegi 2016 lubisz muzykę filmą i czy masz ulubionego kompozytora ?

Uwielbiam muzykę filmową i operę, ale muszę jej słuchać sama, bo nikt z mojego otoczenia nie znosi opery. Raz włączyłam Łukaszowi arię „Madame Butterfly.” Nie zaszczepiłam w nim pasji do opery… Jeśli chodzi o muzykę filmową to bardzo lubię kompozycje Jana A. P. Kaczmarka. Mam płytę z muzyką, którą skomponował do filmu „Marzyciel” z Kate Winslet i Johnym Deppem, od wielu, wielu lat słucham jej regularnie od pierwszej do ostatniej sekundy i nie mogę się nadziwić geniuszowi tego kompozytora.

 

Zostańmy chwilę przy muzyce filmowej czy kiedy oglądasz filmy albo seriale, to zwracasz bardziej uwagę na akcję filmu czy muzykę? I jaką rolę, wg Ciebie, muzyka powinna zajmować w filmie?

Ciekawe pytanie! Mam wrażenie, że muzyka w filmie jest elementem, który podsyca Twoje emocje a Ty nawet o tym nie wiesz. Nabudowuje napięcie, podkręca ekscytację, albo wyciska z Ciebie łzy (ja bardzo płaczę na filmach). Muzyka jest tłem w filmie, ale według mnie jest niezbędna. Zawsze zwracam uwagę na akcję i łapię się na tym, że tej muzyki, która jest obecna często nie zauważam, bo jest to dla mnie naturalne, że ona w filmie się znajduje. I tutaj przykład, ostatnio poszłam z moją przyjaciółką do kina na niemiecko-austriacko-rumuński film „Toni Erdmann” w reżyserii Maren Ade. Trwał 2 godziny i 40 minut i ani przez sekundę nie było w nim muzyki (oprócz sceny, gdzie główna bohaterka groteskowo śpiewa utwór Whitney Houston oraz tych kręconych w klubie). Jest to jeden z najlepszych filmów, jakie widziałam, ale oglądanie go bez żadnej warstwy muzycznej było po prostu męczące. Zabieg był jednak zamierzony.
Jakiej ty muzyki słuchasz? Masz swoje nieśmiertelne TOP 5?

Słucham bardzo zróżnicowanej muzyki. Kiedyś zamykałam się na bluesa, potem na r’n’b i hiphop, długo słuchałam wyłącznie Christiny Aguilery i Beyonce. Dzisiaj staram się słuchać wszystkiego po trochu. Bartek Dziedzic mówił mi, żebym słuchała dokładnie innej muzyki od tej, którą robię, bo wtedy naturalnie wychodzi coś nietuzinkowego. Sporo nowej muzyki pokazał mi też Łukasz i kazał mi raz na zawsze zapomnieć o Beyonce. Nie zapomniałam, ale „Lemonade” mnie zawiodła, więc na razie odstawiłam na półkę. Bey znajduje się jednak w nieśmiertelnym TOP 5.

A moje nieśmiertelne top 5…

„Big Love” – Fleetwood Mac

„Single Ladies” – Beyonce

„Can’t hold us down” – Christina Aguilera

„She works hard for the money” – Donna Summer

„Love me do” – The Beatles

 

 

Jak według Ciebie wygląda sytuacja muzyki elektronicznej w Polsce – to nisza? Czy może ten gatunek zyskuje popularność?

Jest i tak i tak. Mamy takie zespoły, jak Xxanaxx, czy The Dumplings, które używają elektronicznych brzmień i od tego też wyszły na samym początku. Oni byli jednymi z pierwszych rozpoczynających w Polsce pewien trend i udało im się osiągnąć sukces. Za nimi zaczęły pojawiać się kolejne zespoły idące podobnym nurtem i tak też uważam, że ta muzyka elektroniczna w Polsce znajduje się w takim punkcie przejściowym między niszą a popularnym gatunkiem. Oczywiście elektroniką interesowała się już od dawna na przykład Novika, ale myślę, że to właśnie teraz ten gatunek zyskuje coraz większą popularność. Mnie podoba się najbardziej to, że elektronikę można łączyć z żywymi instrumentami. Łukasz wprowadził do „Songs of myself” takie instrumenty i to był dobry krok, bo jednak jest różnica, między perką z komputera, a taką zagraną w studio, czynnik ludzki (w naszym przypadku czynnik Patryka Walczaka) ma tu znaczenie.

Jestes także tłumaczką ciężko tłumaczy się książki i ile czasu potrzeba na przetłumaczenie danego tytułu ?

Mam za sobą dopiero jeden przekład literacki. „Rodowód” Esther Singer Kreitman został wydany we wrześniu 2016, a obecnie pracuję nad drugą książką tej autorki. Przekład tej pierwszej zajął mi około roku, ale głownie dlatego, że nie robiłam tego systematycznie. Musiałam podzielić czas między muzykę, tłumaczenie, uniwersytet. No i czasem chciałam też mieć troszkę życia prywatnego 🙂 Najciężej jest zawsze zacząć, a ja nie miałam doświadczenia w przekładzie literatury oprócz kilku zajęć na UW, więc rzuciłam się na bardzo głęboką wodę. Było też trudno, ponieważ autorka była Żydówką, książka jest o życiu Żydów w Polsce oraz w Londynie w czasie II wojny światowej. Tekst zawierał wiele wyrażeń w jidysz, wątków kulturowych i historycznych. Musiałam się z tym wszystkim zapoznać, żeby nie utracić wartości artystycznej i historycznej, zachować autentyczność i wierność przekładu. Tutaj nieoceniona okazała się pomoc profesor Moniki Adamczyk – Garbowskiej z lubelskiego UMCS, która pomogła mi zachować i przełożyć elementy zachowane w języku jidysz.

 

Przełożyłaś „Rodowód” Ester Singer Kreitman czy jest coś co Cię urzekło w tej książce ?

Najbardziej biografia autorki. Nigdy wcześniej nie interesowałam się przesadnie literaturą żydowską, zatem to nie ona przyciągnęła mnie do Kreitman. Zainteresowała mnie jej historia i życiorys. Jej książki mają zabarwienie lekko feministyczne, co jest dla mnie interesujące. Ponadto, autorka była za życia bardzo tłamszona i niedoceniona przez rodzinę. Przeszkadzał jej fakt, że była dziewczynką i oczekiwano od niej spełniania się w roli żony i matki, nie pisarki. Została zmuszona do zaaranżowanego małżeństwa, spotykała się z przykrymi komentarzami od rodziny na temat swojej urody, rodzice zabraniali jej czytać książek. Za życia nie odniosła sukcesu, a jako że urodziła się w Biłgoraju, to wspólnie z rodzicami stwierdziłam, że najwyższy czas ją polskiemu czytelnikowi przedstawić. Należy wspomnieć, że jej bracia, Izaak Baszewis Singer (noblista) i Izrael Joszua Singer, byli cenionymi pisarzami w Polsce i za granicą, jednak wielokrotnie odmawiali siostrze pomocy, kiedy o to prosiła, nawet tej finansowej. Ester już tego nie zobaczy, ale warto przybliżyć ludziom jej literaturę.

 

Czym się interesujesz poza muzyką?

Głównie literaturą właśnie. Bardzo lubię czytać, robię to kiedy tylko mam czas. Lubię też pisać, mam na komputerze sporo jakichś szkiców i notatek. Nie wiem, jaka większa całość mogłaby z tego powstać, ale może kiedyś do tego dojdę. No i uwielbiam Włochy. Często tam podróżuję, obejrzałam mnóstwo filmów i przeczytałam wiele książek z Włochami w tle. Chciałabym kiedyś tam zamieszkać.

Chciałbym Cię zapytać, jakie są Twoje plany na przyszłość pod kątem muzyki?

Chciałabym, żeby muzyka była moim zawodem. Włożyłam w nią wiele lat pracy, otaczam się niezwykle utalentowanymi ludźmi i chciałabym, żeby nasze wspólne wysiłki coś przyniosły. Moim marzeniem jest granie koncertów, bo nigdzie nie czuję się tak fajnie, jak na scenie, mimo że zwykle łączy się to u mnie również ze stresem. Jeśli chodzi o bliższe plany – zaczęłam przygotowywać teledysk do trzeciego singla i staram się wynajdywać jak najwięcej miejsc koncertowych, co nie jest łatwe.

Co byś chciała przekazać naszym czytelnikom ?

Jeśli doczytaliście ten wywiad do końca to chciałabym Wam bardzo podziękować za poświęcenie mi uwagi. Chciałabym również zachęcić Was do odsłuchania „Songs of Myself” – cała płyta znajduje się na wszelkich portalach streamingowych. Posłuchajcie i wyrażajcie opinię.

https://www.facebook.com/NataliaMoskalOfficial/

https://umusicpl.lnk.to/SDh_H

 

Rozmawiał: KS

Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i rozprzestrzenianie artykułu bez zgody autora jest zabronione!
Prawo chronione przez ustawę z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych: Dz.U. z 1994 r. Nr 24, poz. 83.

Join Our Newsletter!

Love Daynight? We love to tell you about our new stuff. Subscribe to newsletter!

You may also read!

PITBULL. NIEBEZPIECZNE KOBIETY laureatem Bursztynowych Lwów 42. FPFF w Gdyni.

Pitbull. Niebezpieczne kobiety” laureatem Bursztynowych Lwów na 42. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Wielki hit, wyprodukowany przez Ent

Read More...

„Takich filmów potrzebuje polskie kino!” – oficjalny zwiastun filmu CZŁOWIEK Z MAGICZNYM PUDEŁKIEM.

Mężczyzna z przeszłością. Kobieta z przyszłości. Miłość poza czasem i przestrzenią. Prezentujemy oficjalny zwiastun filmu „Człowiek z magicznym pudełkiem”

Read More...

Zapowiedzi wydawnicze Prószyński i S-ka – październik 2017

Zapowiedzi wydawnicze Prószyński i S-ka – październik 2017 Fantastyka ISBN: 978-83-8123-042-1 Data wydania: 24.10.2017 Format: 142mm x 202mm Liczba

Read More...

Leave a reply:

Your email address will not be published.

Mobile Sliding Menu