#wtonacjirozmowy: Aleksandra Świderska: Moja książka jest inicjacją do rozmowy

In Literatura, Wywiady

– Lawinowe zmiany są powodowane najpierw przez poruszenia małych, niby nieznaczących kamyków. A jak można je poruszyć? Moim zdaniem poprzez dyskusje. Przez niezamiatanie tematu pod dywan – mówi serwisowi wtonacjikultury.pl Aleksandra Świderska autorka powieści „Miasto gasnących świateł. Mgła”.

fot. Wydawnictwo Novae Res

Jest Pani emigrantką z doświadczeniem, która mieszkała już w trzech krajach… Dlaczego akcja powieści “Miasto gasnących świateł. Mgła” dzieje się właśnie we Wrocławiu?

Aleksandra Świderska: Częściowo mogę zrzucić decyzję osadzenia akcji „Mgły” na kark tęsknoty – za Wrocławiem, ale też za Polską ogólnie. Książkę pisałam przez okres dziesięciu lat – jej bardzo pierwotna wersja powstała, kiedy mieszkałam w Londynie, a ostateczna pisała się już po mojej przeprowadzce do Zurychu. We Wrocławiu od kilkunastu lat jestem bardziej turystką niż mieszkanką i chyba to pozwala mi widzieć moje rodzinne miasto inaczej, jeszcze bardziej czuć jego niepowtarzalną atmosferę, zauważać uliczki, zakamarki i budynki, i inspirować się nimi bardziej niż kiedy byłam pochłonięta przez pęd codziennego dnia. I właśnie osadzając akcję niektórych scen w tych uliczkach, zakamarkach i budynkach mogę nadal przebywać we Wrocławiu, jednocześnie będąc oddaloną od niego tysiąc kilometrów. Myślę, że to przynosi trochę ukojenia tej mojej emigranckiej tęsknocie.

Główny bohater, detektyw Aleksandrowicz jest bardzo wyrazistą osobowością. Skąd czerpała Pani inspiracje, by ją stworzyć? Czy może pojawił się ktoś, na kim wzorowała Pani tę postać?

– Ogólnie jestem zdania, że każda postać, żeby była prawdziwa i namacalna musi mieć swoje zaczepienie tak samo w autorze, jak i powinna zawierać skrawki ludzi, którzy stają na jego drodze. Z Adamem tak właśnie jest. Jest w nim dużo ze mnie – na przykład dziele z nim upór, pracoholizm i chęć bycia perfekcyjnym. To samo może odnosić się do niektórych jego rozterek i strachu przed odsłonieniem się przed innymi. Jednocześnie Adam to także składnia kilku osób z mojego otoczenia, od których „pożyczyłam” pewne cechy charakteru czy wyglądu. Dzięki temu mam nadzieje, że stał się bardziej skomplikowany, bardziej złożony, ale też poniekąd uniwersalny, tak żeby czytelnicy mogli widzieć w nim samych siebie, zrozumieć go i kibicować jego poczynaniom, jednocześnie czasami czując się przez nie oburzonymi. Mam wrażenie, że taka mieszanka uczuć względem głównego bohatera, jest bardzo pociągająca. A przynajmniej mam nadzieję, że dla moich czytelników Adam właśnie taki jest.

fot. Yuliya Biandzeha

W jednym z wywiadów wspomniała Pani, że „pisaniem chce obalić patriarchat”. W jaki sposób Pani do tego dąży?

– Nie ukrywam, że pytanie jest niesamowicie trudne, a odpowiedz na nie jest skomplikowana, ale postaram się wyjaśnić moje plany najlepiej jak potrafię.

Ostatnio zauważam, że patriarchat jest tak zakorzeniony w naszej kulturze, a przez to także w naszych umysłach, że często życie w nim wychodzi nam mimochodem. I zdarza się to nawet mi – na przykład, kiedy zapominam się i używam niesfeminizowanych nazw stanowisk.

Mogłoby się zdawać, że takie przejęzyczenia to niewielka i nieistotna sprawa, ale przecież duże, lawinowe zmiany są powodowane najpierw przez poruszenia małych, niby nieznaczących kamyków. A jak można je poruszyć? Moim zdaniem poprzez dyskusje. Przez niezamiatanie tematu pod dywan. Przez ciągłe i otwarte rozmowy. I wierzę w to, że „Mgła” właśnie jest taką inicjacją do rozmowy.

Zwłaszcza, że mojej książce, jest kilka wątków, które bardzo znacząco odbiegają od standardów ustalonych przez popularnych, męskich autorów kryminałów. To oni naumyślnie (albo i nie) wspierają swoją twórczością patriarchalny ustrój, a ja sprzeciwiam się mu właśnie przez wplecenie tych wątków w fabułę „standardowego” kryminału.

Mam wrażenie, że przez to często słyszę jakoby „Mgła” nie była prawdziwym kryminałem, ale staram się nie skupiać na tych głosach. Możliwie, że grono ludzi nie jest przygotowanym na te zmiany. Niektórzy nigdy ich nie zaakceptują. Dlatego, o wiele bardziej interesują mnie opinie czytelników, którzy podkreślają, że „Mgła” jest powiewem świeżości i początkiem nowego nurtu, i że brakowało im takiego utworu na polskim rynku. Szczególnie też zwracają uwagę, jak bardzo inna jest postać Elki.

Moja nieustraszona i harda pani inspektor nigdy nie jest seksualizowana i postrzegana przez pryzmat swojej płci. Elka nie istnieje tylko po to, aby stanowić tło dla rozwoju męskich postaci. Co więcej, niektóre męskie postacie stworzyłam tylko po to, aby stanowiły pole do rozwoju dla niej. Elka jest i zawsze będzie tak samo istotna, jak Adam i Konrad, a co za tym idzie – stoi z nimi na równi. I mam szczerą nadzieję, że zainspiruje innych autorów do dania przestrzeni kobiecym postaciom i ustawienia ich w nadrzędnej pozycji do tych męskich. Mam nadzieję, że będzie jednym z pierwszych kamyków.

fot. Yuliya Biandzeha

Z jakim odbiorem spotyka się Pani w związku z wątkiem romantycznym osób nieheteronormatywnych, który pojawia się w Pani książce?

– O dziwo i ku mojemu ogromnemu miłemu zaskoczeniu – odbiór jest bardzo dobry.

Przed wydaniem robiłam rozeznanie w tym, jak tak szczera i otwarta reprezentacja społeczności LGBT+ na stronach powieści będzie odbierana w Polsce i przyznam, że obraz, który wyłaniał się z tego badania rynku nie wyglądał zbyt kolorowo.

Jednak od lat piszę fanfiction (opowiadania pisane przez fanów) i istnieję w przestrzeni fandomów, które stoją reprezentacją społeczności LGBT+, i do których fani książek, seriali i filmów na całym świecie uciekają, aby czytać i pisać historie miłosne par nieheteronormatywnych. Miałam więc ogromną nadzieję, że nawet w Polsce są czytelnicy, którzy chętnie przeczytają o takim związku w kanonie (czyli w twórczości autorskiej). W końcu to przede wszystkim dla nich napisałam tę historię – po to, aby wreszcie zyskali bohaterów, którzy otwarcie i z dumą mienią się we wszystkich kolorach tęczy. I mam wrażenie, że jak na razie „Mgła” do nich trafia, bo każda opinia jest temu wątkowi bardzo przychylna.

Recenzenci od dawna zadają sobie pytanie: czy kryminał może jeszcze czymś zaskoczyć? Okazało się, że książka „Miasto gasnących świateł. Mgła” już od początku zyskała opinie czegoś „nowego” i „świeżego”. Skąd pojawił się u Pani pomysł na tak nieoczywistą historię?  

– Pojawił się w mojej głowie w dość nieoczywisty sposób i w bardzo dziwnym momencie – w czasie rodzinnego, świątecznego śniadania jeden z moich wujków, policjant opowiadał o nierozwiązanej sprawie morderstwa, w której zwłoki znaleziono schowane w studzience kanalizacyjnej. Wzmianka o lokalizacji wystarczyła, aby moja wyobraźnia zadziałała i stworzyła miejsce zbrodni, które opisuje w pierwszym rozdziale. Postać Elki i Adama były naturalną kontynuacją tego pomysłu, ale dlatego, że bardzo lubię łamać stereotypy i chciałam jeszcze mocniej skomplikować intrygę, postanowiłam postawić na drodze tej dwójki typ antybohatera – Konrada.

Jeśli zaś chodzi o nieoczywistą postać seryjnego mordercy, to także poprzez nią chciałam dać trochę pstryczka w nos standardom gatunku. Przyznaje, że kiedy powstawała pierwsza wersja tej historii, mordercą miał być ktoś inny, ale bardzo cieszę się, że właśnie to moje feministyczne zapędy i nabranie większej odwagi w kreowaniu postaci pozwoliły mi rozwinąć tego bohatera w zupełnie innym kierunku. Nie chcę jednak zdradzać nic więcej, w razie, gdyby czytelnicy tego wywiadu mieli lekturę „Mgły” nadal przed sobą.

fot. Yuliya Biandzeha

Na końcu książki możemy przeczytać zdanie które wiele obiecuje –  „CIĄG DALSZY NASTĄPI…”. Plan na kontynuację powieści jest już gotowy i bohaterowie z „Miasta gasnących świateł” faktycznie powrócą?

– Mam ogromna nadzieję! Jednak dla uspokojenia czytelników, którzy czekają dodam już całkiem serio, że druga część właśnie się pisze. Nie oznacza to jednak, że wyłonię na jej stronach wszystkie tajemnice.

Join Our Newsletter!

Love Daynight? We love to tell you about our new stuff. Subscribe to newsletter!

You may also read!

#wtonacjirecenzji: „ELVIS” film tak samo pulsujący i dynamiczny jak muzyka Presleya. To produkcja, która pokazuje życie chłopaka, o którym bez wahania można powiedzieć, iż wart był milion dolarów.

Reżyser Baz Luhrmann oddaje widzom widowiskową historię króla rock and rolla opowiedzianą przez Toma Parkera „Pułkownika” (Tom Hanks) , człowieka który odkrył Presleya

Read More...

#wtonacjipromocji: „Król ringu”, czyli dlaczego nieważne ile razy upadłeś, jeśli wstałeś o jeden więcej

Przedstawiamy Wam literacki debiut autorki, która sygnuje swoje książki jako Dakota Arizona. Dzięki temu autorowi przekonujemy się ile może znaczyć wdanie

Read More...

#wtonacjipromocji: „Dziewczyna z biblioteki”, czyli jak i dlaczego faceci potrafią tracić głowy na punkcie kobiet

Przedstawiamy Wam następny tytuł Igi Daniszewskiej, który nosi tytuł „Dziewczyna z biblioteki”. Za sprawą tego tytułu autorka prezentuje, że typowe przeciwieństwa

Read More...

Leave a reply:

Your email address will not be published.

Mobile Sliding Menu