Nick Moran: „Witaj w Strathuir” celowo nawiązuje do „Trainspotting”

In Wywiady

–  Potrzebowałem podobnego stylu opowiadania historii. „Trainspotting” został napisany nie tylko przez tego samego scenarzystę, ale również główną rolę odgrywa ta sama gwiazda.

Tamten film był jednym z najważniejszych filmów lat 90-tych, a ta historia rozgrywa się w czasie rzeczywistym – mówi serwisowi wtonacjikultury.pl Nick Moran, który wraca do świata kina z najnowszą produkcją o tytule „Witaj w Strathuir”.

To Twój kolejny film, do którego jeszcze wrócimy, ale zacznijmy od czegoś innego. Jak wspominasz pracę nad „Witaj w Strathmuir”? Co było dla Ciebie najtrudniejsze?

– Najciężej było zacząć. Trzykrotnie rozpoczynałem, ale za każdym razem musiałem przestać. To bolesne, kiedy masz zamiar zacząć, a potem słyszysz, że „nie ma pieniędzy, a Ty tkwisz w czymś, co potocznie nazywa się „zawróć”. Wtedy poprosiłem o pomoc Danny’ego Boyle’a. Kiedy Danny został producentem wykonawczym, wszystko stało się stabilniejsze. Dlatego zdecydowaliśmy się dokończyć ten film.

„Witaj w Strathmuir” jest komedią. Twoje poprzednie filmy należą do gatunku o nazwie biografie. Czego używasz jako wskazówek przy wyborze opowiadanej historii?

– Mój pierwszy film, tj. „Telstar” był adaptacją sztuki, którą napisałem. Był hitem na londyńskim West Endzie. To była niesamowita, prawdziwa historia, którą trzeba było opowiedzieć.

Od tego czasu producenci „Telstara” ciągle prosili mnie o wyreżyserowanie biografii. Jednak inne filmy, które albo napisałem, albo jestem ich producentem, nimi nie są. One są tylko oparte na faktach. Jeden to komedia o napadzie, drugi to film akcji. Mam nadzieję, że jeden z nich będzie można zobaczyć w przyszłym roku.

W tej chwili na ekranach kin możemy oglądać „Creation Stories”. Co urzekło Cię w tym tytule i jej głównym bohaterze, Alanie McGee?

– Bardzo się cieszę, że „Creation Stories” znajduje się w polskich kinach. Ciężko pracowaliśmy nad tym, aby ten tytuł dobrze wyglądał na dużym ekranie. Jednak Covid-19 sprawił, że Polska była pierwszym krajem, w którym się pojawił. Alan McGee to niesamowita postać z fascynującą historią.

Jego historia opowiada o rock&rollu, pasji, anarchii i łamaniu zasad. Pojawia się również bunt przeciwko systemowi i oddawaniu muzyki ludziom. Opowiadamy o latach 90-tych dwudziestego wieku w Wielkiej Brytanii. Poza tym mówimy również o miłości i człowieczeństwu. To historia, która zasługiwała, by ją opowiedzieć na dużym ekranie.

Miałeś okazję porozmawiać z Alanem McGee? Jak zareagował na pomysł zrobienia filmu o swojej wytwórni i jego życiu?

– Przez okres przygotowywania tej produkcji spędziłem z Alanem mnóstwo czasu. Wiele historii, które mi opowiedział, znalazło się w ostatnich wersjach scenariusza.

Na szczęście bardzo dobrze zareagował na pokaz. Nie wszystko, co znajduje się w filmie, jest dokładnym odzwierciedleniem. Jednak wszystko, co się w nim wydarzyło, przytrafiło się Alanowi. Musiał mu się podobać, bo potem kupił mi obiad! (śmiech)

W filmie usłyszymy także muzykę m.in. Sex Pistols, Jesusa i Mary Chain. Jesteś fanem takich dźwięków?

– Jestem wielbicielem wszelkiej muzyki w filmie. Dlatego, że jestem reżyserem, wybieram utwory do moich utworów. Niektóre z nich zostały zasugerowane już w scenariuszu, o inne musiałem walczyć. Jestem bardzo zadowolony ze ścieżki dźwiękowej.

Myślałeś o staniu się muzykiem? Masz ulubiony zespół? W otoczeniu jakiej muzyki dorastałeś?

– Jestem muzykiem. Gram lub komponuję utwory do każdego filmu, jaki do tej pory realizowałem. Większość ścieżki dźwiękowej skomponowałem wspólnie z Chadem Hobsonem, który jest moim przyjacielem i naszym kompozytorem. Prawie wszystkie gitary i basy w muzyce tego filmu są zagrane przeze mnie.

Z powodu pandemii Covid-19 nie mogliśmy ściągnąć muzyków do studia, więc Chad i ja graliśmy wszystko w jego malutkim studio, które znajduje się w jego domu. W czasie tworzenia mieliśmy na sobie maski i daszki PPE! Dzięki temu mamy wiele zabawnych zdjęć!

Rolę Alana McGee odgrywa Ewen Bremner. Powiedz, co Tobą kierowało, kiedy dobierałeś obsadę?

– Widziałem gwiazdę już wtedy, kiedy Ewen grał Rentona, czyli głównego bohatera w „Trainspotting”, jeszcze, kiedy była to sztuka sceniczna. To był jeden z najlepszych występów, jaki kiedykolwiek widziałem.

W filmie o tym samym tytule miał mniejszą rolę, tj. odegranie postaci Daniela „Spuda” Murphy’ego, ale nigdy nie zapomniałem, jak niesamowity był na scenie.

Jest głównym bohaterem, który był zbyt często obsadzany w rolach drugoplanowych. Wiedziałem, że będzie genialny. Po tym, jak nasz niesamowity zespół makijażystów skończył jego charakteryzację, wyglądał łudząco podobnie do Alana. Dosłownie, jakby był jego bliźniakiem!

Scenariusz do filmu napisali Dean Cavanagh i Irvine Welsh. Jak doszło do ich spotkania?

– Dean i Irvine często pracowali razem nad scenariuszami. To dzięki rekomendacji Irvine’a i Dean otrzymał propozycję wyreżyserowania filmu.

Poza tym są wielkimi fanami mojego pierwszego filmu, tj. „Telstara”. Na rok przed rozpoczęciem zdjęć, wyreżyserowałem sztukę o tytule „Performers”, którą napisali. Zabraliśmy ją na festiwal do Edynburga. To był naprawdę dobry sposób na poznanie i ich obu, i ich pracy.

Nie boicie się, że momentami „Witaj w Strathuir” przypomina „Trainspotting”?

– To celowe porównanie. Od zawsze widziałem ten film jako „Trainspotting”, którego akcja rozgrywa się w Brit-Popie. Podszedłem do Danny’ego Boyle’a i poprosiłem go, aby się zaangażował w ten projekt, bo starałem się uzyskać tę samą inwencję i kreatywność, co przy „Trainspotting”.

Potrzebowałem podobnego stylu opowiadania historii. „Trainspotting” został napisany nie tylko przez tego samego scenarzystę, ale również główną rolę odgrywa ta sama gwiazda. Tamten film był jednym z najważniejszych filmów lat 90-tych, a ta historia rozgrywa się w czasie rzeczywistym. Za każdym razem bardzo się cieszę, kiedy te produkcje są ze sobą porównywane. Obie są świetnymi filmami!

Kto powinien obejrzeć ten film?

– Sądzę, że przemawia do każdego, ale w szczególności do osób, które pamiętają czasy sprzed ery muzyki dostępnej na telefonie. Odnoszę wrażenie, że każdy, kto odkrył świat muzyki, zgodzi się z tezą, że odeszliśmy od jej rozumienia wraz z erą cyfryzacji. To bardzo zabawna, ludzka opowieść o chaosie i pasji.

Nie tylko o muzyce. Bardzo się ucieszyłem, w jaki sposób widzowie z wszystkich grup wiekowych, będący na seansie w Warszawie, pokochali ten film. Śmiali się, płakali, a nawet śpiewali w trakcie trwania piosenek!

Film nakręciłeś w czasie pandemii. Co stanowiło dla Ciebie wyzwanie?

– Nie, kręciliśmy go przed erą Covida. Kiedy nastała pandemia, był już w postprodukcji. Wszystko było wysyłane i pokazywane na ekranach komputerów, a nie w salach projekcyjnych. Nie było spotkań, tylko okropne rozmowy przez Zooma. Oznaczało to, że wszystko było do mnie wysyłane z całego świata.

Miałem notatki z Los Angeles od FX, które normalnie powinny być w Warszawie. Jednak nasz szef polskiego oddziału FX utknął w Atenach. Mikser dźwięków był na Mauritiusie, a mój kompozytor i redaktor w Wielkiej Brytanii. Próbowałem ogarnąć wszystko we wszystkich tych strefach czasowych.

Pracowałem tyle, że spałem po trzy, cztery godziny, a mój komputer ciągle się zawieszał od wielkości otrzymywanych plików.

Bycie aktorem pomaga w reżyserowaniu filmu? Myślisz, że częściej będziemy Cię widywać po drugiej stronie kamery?

– Zagrałem w około pięćdziesięciu filmach. Niektóre z nich były dużymi produkcjami, jak „Harry Potter”, „Lock Stock & Two Smoking Barrels”, która notabene była jedną z największych produkcji Wielkiej Brytanii. To doświadczenie sprawia, że mogę swobodnie komunikować się z aktorami.

Zawsze czujemy się ze sobą bardzo dobrze. W moich filmach zawsze aktorstwo i obsada stoi na bardzo wysokim poziomie. Jestem bardzo dumny z ich występów, zwłaszcza z Ewena. Był niesamowity!

Jest gatunek filmowy, którym chciałbyś się zająć jako reżyser?

– Chcę działać. Chcę, aby produkcja, której się poświęcę, była inteligentna i oparta na postaciach, czego brakuje współczesnym filmom akcji. W dzisiejszych produkcjach zbyt duży nacisk kładzie się na efekty i eksplozje lub niewiarygodne walki. Spójrz na „Enter The Dragon”, zabierając eksplozje i broń. Albo na „Pierwszą krew”, w której była genialna, wiarygodna akcja.

Masz wymarzoną rolę aktora? Może chciałbyś otrzymać rolę we wszechświecie MCU?

– Nie lubię już filmów Marvela i DC. Zaczęli dobrze, ale jednocześnie stali się poważni i śmieszni. To głównie mężczyźni w średnim wieku w rajstopach i pelerynach z super mocami. Bardzo podobało mi się „Guardians Of The Galaxy”, ponieważ to science-fiction było osadzone w innej galaktyce, więc nie ma żadnych zasad, które obowiązują na Ziemi.

I to jest bardzo, bardzo zabawne. Nie traktuję siebie poważnie, chyba że fabuła tego potrzebuje, więc tak, chciałbym zająć się czymś w świecie science-fiction. To jedyna rzecz, której się do tej pory nie podjąłem jako aktor.

Masz rolę, do której czujesz sentyment?

– Zagrałem w produkcji o tytule „Podwójne wejście Christie Malry”. To był mały, niezależny film, który później był nominowany do nagrody BAFTA. Za tamtą produkcję otrzymałem najlepsze recenzje! Bardzo niewiele osób go widziało, ponieważ był zakazany.

Jednak jest genialny i uwielbiam tę produkcję tak jak i moją rolę w nim. W moim sercu zawsze będzie znajdować się również „Lock Stock & Two Barrels”. Kolejny mały film, ale to w nim zagrałem pierwszą główną rolę. Podbiliśmy świat i okazał się ogromnym sukcesem w Wielkiej Brytanii.

Nad czym teraz pracujesz? W jakim przedsięwzięciu możemy Cię zobaczyć w przyszłości?

– Właśnie skończyłem pracę w „Renegades”. To film akcji, ale z humorem, urokiem i obsadą stworzoną ze starszych ludzi. Pracowałem z takimi starszymi gwiazdami kina jak Danny Trjoe, Lee Majors, Michael Pare, Ian Ogilvy. Najbardziej rozpoznawalni są z filmów akcji tworzonych w latach 80-tych.

W „Renegades” mamy również wiele gwiazd filmowych z lat 90-tych. Przy jego tworzeniu było dużo zabawy. Moja postać ma tam walki i akcje, z których nie jestem znany. Dodam, że mam czarny pas karate i nawet startowałem na Mistrzostwach Świata w Tokio.

Tak więc walki były czymś, z czym czułem się bardzo komfortowo. Jednak ludzie nie mogą oczekiwać, że będę ekspertem tej dziedziny. Co ważniejsze, przygotowujemy kolejny film, który reżyseruję. Ponownie będzie polską koprodukcją. Skierowaliśmy oferty do aktorów i wkrótce powinniśmy zacząć pracę. To będzie ekscytujące!

Join Our Newsletter!

Love Daynight? We love to tell you about our new stuff. Subscribe to newsletter!

You may also read!

#wtonacjirecenzji Ktoś rozpoczął polowanie…Recenzja książki “Polowanie na psy” Mieczysława Gorzki.

Komisarz Marcin Zakrzewski, bohater bestsellerowego cyklu kryminalnego „Cienie przeszłości”, powraca! Komisarz Marcin Zakrzewski, bohater bestsellerowego cyklu kryminalnego „Cienie przeszłości”, powraca! Na początku grudnia

Read More...

#wtonacjirozmowy: Sylvia Wilczyńska o „Naznaczonych”-„Lubię łamać schematy i podróżować pomiędzy różnymi gatunkami”

„Naznaczeni” to kontynuacja wielowątkowego kryminału „Topielice” z elementami mitologii słowiańskiej wydanej przez Wydawnictwo Lira. Drugi tom serii z prokurator

Read More...

#wtonacjipromocji: Nadchodzi czas Uwalniania!

Odkryj przejmującą historię o dorastaniu, odkrywaniu prawdy o sobie i niezwykłej odwadze. Już wkrótce premiera bezkompromisowej i szczerej do bólu powieści –

Read More...

Leave a reply:

Your email address will not be published.

Mobile Sliding Menu