Drugi dzień Colours of Ostrava w Dolnych Witkowicach przyniósł dokładnie to, czego tygrysy festiwalowe potrzebują najbardziej: bezbłędną, wakacyjną pogodę, zimne napoje i miks gatunkowy, który nie pozwalał na nudę ani przez chwilę. Industrialna przestrzeń dawnej huty utonęła w słońcu, a publiczność od wczesnego popołudnia wypełniła festiwalowe alejki. Oto jak wyglądał ten pełen energii czwartek.
Świeża krew i japoński wulkan energii
Festiwalowy dzień świetnie otworzyły lżejsze, melodyjne brzmienia. Harry Strange zafundował nam dawkę intymnego, alternatywnego popu idealnego na leniwe, słoneczne popołudnie. Z kolei Sofian Medjmedj pokazał, dlaczego czeska scena popowa ma się coraz lepiej – jego energetyczny set porwał do tańca tłumy publiczności, która śpiewała z nim każdy refren.
Prawdziwe szaleństwo zaczęło się jednak, gdy na scenę wpadły dziewczyny z Atarashii Gakko!. Japoński kwartet to absolutny fenomen. Ich występ był kombinacją j-popu, punku, hip-hopu i tak szalonej choreografii, że trudno było uwierzyć w ich nieskończone pokłady energii. W szkolnych mundurkach, z uśmiechami od ucha do ucha, totalnie rozniosły scenę i z miejsca zyskały tysiące nowych fanów w Europie Środkowej.
Brytyjski chłód i ocean emocji
Gdy słońce jeszcze oświetlało mocno główną scenę znad monumentalnych konstrukcji wielkich pieców, przyszedł czas na legendę brytyjskiego indie rocka. The Libertines, z Carlem Barâtem i Pete’em Dohertym na czele, przynieśli do Ostrawy dawkę wyspiarskiego, surowego grania. Choć panowie bywają nieprzewidywalni, tym razem byli w świetnej formie. Usłyszeliśmy klasyki, przy których wychowało się całe pokolenie fanów alternatywy – było szorstko, melodyjnie i z nostalgicznym, rockowym zębem.
Absolutnym emocjonalnym punktem kulminacyjnym dnia był jednak koncert LP. Laura Pergolizzi i jej niesamowity, sięgający nieba głos zawładnęli festiwalem bez reszty. Tłum falował w rytm kolejnych utworów, a mega hit „Lost on You” odśpiewany wspólnie z tysiącami gardeł na tle industrialnego krajobrazu wywołał autentyczne ciarki. LP udowodniła, że jest stworzona do wielkich, festiwalowych scen.
Świeża krew i zderzenie światów
Prawdziwym wydarzeniem tej części dnia był jednak koncert projektu TOMORA – efektu fascynującego zderzenia dwóch zupełnie różnych światów artystycznych. Za stery (oraz DJ-ską konsolę) chwycił tu Tom Rowlands, czyli połowa legendarnego duetu The Chemical Brothers. Na scenie towarzyszyła mu zjawiskowa AURORA. Ich chemia, zapoczątkowana na nagrodzonym Grammy albumie „No Geography” i kontynuowana przy krążku „What Happened To The Heart?”, w Ostrawie wybrzmiała z pełną mocą. Kiedy z głośników popłynął ich wspólny singiel „RING THE ALARM”, industrialna przestrzeń huty zatrzęsła się w posadach. Zmechanizowane, pulsujące chaosem i wolnością brzmienie brzmiało niczym kontakt z obcą cywilizacją. To był genialny mariaż brytyjskiej elektroniki i skandynawskiej magii
Co przyniesie dzisiejsza noc?
Kolejny dzień witamy z równie pięknym słońcem i wielkimi apetytami, bo Colours nie zwalnia tempa. Przed nami trzecia odsłona ostrawskiego szaleństwa. Gwiazdą dzisiejszego wieczoru będzie absolutna ikona muzyki elektronicznej – Moby. Jego ponadczasowe hymny w niesamowitej oprawie wizualnej Dolnych Witkowic to coś, czego po prostu nie można przegapić. Łapcie okulary przeciwsłoneczne, zimne napoje i widzimy się pod sceną!
Zapraszamy na fotorelacje z drugiego dnia festiwalu – fot. Aneta Czarnocka-Kanik
































































