Choć tytułowe zadanie wydaje się cokolwiek karkołomne, krótkometrażowa animacja Jerzego Zitzmana pozwala szybko i przystępnie uświadomić każdemu wyjątkowość języka sztuki filmowej. Adaptacja krótkiego opowiadania Stanisława Lema ze zbioru Bajki robotów stanowi przykład prostego, a zarazem bardzo „filmowego” przełożenia tekstu literackiego na przynależne kinu środki wyrazu. Co jednak najważniejsze, animacja pozostaje przy tym przejrzysta i komunikatywna – nawet dla dziecięcej publiczności.
Nie będę koncentrował się tutaj na porównaniach Maszyny Trurla z pozostałymi licznymi adaptacjami utworów Lema ani na omawianiu jej w kontekście twórczego dorobku samego Jerzego Zitzmana. Zamiast tego chciałbym przyjrzeć się relacji pierwowzór-adaptacja oraz rozwiązaniom, jakich używa autor do snucia filmowej opowieści w sposób niemalże pozbawiony języka werbalnego.
Dwie takie same, ale różne opowieści
Zarówno w utworze Lema, jak również u Zitzmana, dwójka znanych z opowiadań futurologa konstruktorów, Trurl i Klapaucjusz, konfrontuje się ze zbudowaną przez tego pierwszego „najgłupszą maszyną rozumną na całym świecie”. Ogromna machina nie tylko nie jest w stanie obliczyć banalnego równania 2×2, ale też nieustannie upiera się przy swojej błędnej odpowiedzi. Zirytowany stwórca zaczyna kopać i obrażać maszynę, aż w końcu ta rusza, by stratować jego i pomagającego mu towarzysza. Ucieczka bohaterów kończy się w jaskini, gdzie dwójka przyjaciół-konstruktorów chowa się przed mściwym robotem. Jego zemsta kończy się jednak porażką. Trurl i Klapaucjusz uchodzą z życiem, a maszyna kończy przywalona gruzami – do końca upierając się przy tym, że 2×2 to 7.
Wydźwięk opowiadania Lema i filmu Zitzmana zdaje się ze sobą tożsamy. Kara za pychę, nieoczekiwane konsekwencje postępu technologicznego, podniesienie przez maszynę ręki na własnego stwórcę – wszystkie te motywy odnajdziemy zarówno w pierwowzorze, jak i jego animowanej adaptacji. Co prawda fabuła filmu jest nieco okrojona w stosunku do tej z tekstu Lema, ale nie są to zmiany istotnie wpływające na przebieg akcji czy całościowy sens obrazu. Znacznie ciekawiej wygląda kwestia tego, w jaki sposób opowiedziana jest historia w filmowej Maszynie Trurla oraz czego jej seans może nam dostarczyć – nawet jeśli znamy już literacki odpowiednik.
Bajka „zobrazowana”
Animacja rozpoczyna się i kończy wypowiedziami filmowego narratora, nieprzynależącego do świata przedstawionego filmu. Są to jedyne momenty filmu, w których mamy do czynienia z zawartą w warstwie dźwiękowej komunikacją werbalną. Słowa z początku pozwalają lepiej zorientować się w akcji utworu i zdradzają tożsamość bohaterów, zaś te z finału filmu stanowią efektowną puentę, parafrazując zawartą w oryginale opinię Klapaucjusza na temat skonstruowanej przez jego przyjaciela machiny. Poza tym losy bohaterów są tutaj przedstawiane głównie za pomocą ruchomych obrazów, jedynie wspomaganych przez pojawiające się niekiedy odgłosy i ilustrację muzyczną.
Doskonałym przykładem komunikacji niewerbalnej – bazującej na gestach postaci, wymownym użyciu koloru i kreatywnie poprowadzonej interakcji między postaciami – jest scena testowania maszyny, doprowadzącego ją do gniewu i ataku na konstruktorów. Próśba Trurla o rozwiązanie przez robota równania 2×2 zostaje przedstawiona w specjalnie wyodrębnionym polu, w formie przypominającej komiksowe dymki. Zapisane jest w nich jedynie samo nierozwiązane równanie z dodanym znakiem zapytania, sygnalizującym charakter wypowiedzi bohatera. Sama maszyna zaś, zamiast wypowiadać się na głos analogicznie do tej z opowiadania Lema, wyświetla swoje odpowiedzi na przymocowanym do swojej powierzchni ekranie. Jeszcze ciekawiej wygląda moment, w którym Trurl – zirytowany tępotą oraz uporem maszyny – zaczyna ją kopać i obrzucać przypadkowymi przedmiotami. Ta w reakcji nie wypowiada głośno w jego stronę żadnych próśb czy ostrzeżeń, tak jak ma to miejsce w opowiadaniu. Jej komunikaty i stany emocjonalne zostają wyrażone poprzez gesty, np. ten przypominający grożenie komuś palcem wskazującym, lub przez gwałtowne, gniewne poczerwienienie robota.
Komunikację obrazową oczywiście uzupełnia tutaj sfera dźwiękowa. Nie jest ona – jak już zostało zaznaczone – obfita w słowo. Za to obecne w niej odgłosy pomagają lepiej zrozumieć akcję filmu, a co za tym idzie spotęgować emocje i wrażenia z seansu. Taką rolę odgrywa chociażby dziecięcy jęk maszyny podczas kopania jej przez wściekłego konstruktora lub dźwięki rujnowanych przez nią budowli, w których bezskutecznie próbują schronić się bohaterowie. Muzyka ilustracyjna zyskuje zaś na znaczeniu głównie w scenie pościgu, zmieniając wówczas swój charakter i tempo dla podsycenia napięcia widowni.
Maszyna Trurla jako „lekcja filmowego języka”
Animacja Zitzmana, podobnie jak opowiadanie Lema, jest skierowana przede wszystkim do młodszego odbiorcy. Przystępność treści filmu, prostota fabuły, krótki metraż i szeroko pojęta „grzeczność” pod względem obyczajowym mogą istotnie ułatwić dziecięcej widowni jego odbiór. Warto jednak przy omawianiu Maszyny Trurla nie zatrzymywać się na uniwersalnej tematyce utworu, ale potraktować go jako okazję do zademonstrowania młodemu widzowi wyjątkowości kina i jego unikalnego sposobu opowiadania – redukującego znaczenie słowa, a dowartościowującego szeroko pojętą sferę obrazową (w większości przypadków wzbogaconą o nieobecnych u Zitzmana aktorów), odgłosy czy muzykę.
Źródło zdjęć:
https://www.imdb.com/title/tt7095826/mediaindex/?ref_=tt_mv_sm









