Tytułowa fińska produkcja weszła na polskie ekrany po raz pierwszy w 2023 roku, zapamiętanym przez miłośników kina akcji głównie z powodu dopięcia tetralogii o zmaganiach Johna Wicka (John Wick 4, reż. Chad Stahelski) oraz premiery efektownej kontynuacji przygód agenta Ethana Hunta (Mission: Impossible – Dead Reckoning – Part One, reż. Christopher McQuarrie).
O Sisu ponownie zrobiło się u nas głośno dopiero na początku tego roku, kiedy 31 grudnia pojawił się na platformie Netflix, błyskawicznie zyskując popularność wśród rodzimej widowni. Pomimo tego film Jalmariego Helandera wciąż wydaje się niedostatecznie doceniony, a jego wyjątkowość na tle podobnych gatunkowo produkcji – niezrozumiana. Co więc wyróżnia Sisu spośród pozostałych – zwłaszcza współczesnych i hollywoodzkich – filmów akcji oraz dlaczego zasługuje on na nieco większe uznanie?
Historia Sisu i historia w Sisu
Akcja filmu zostaje osadzona w Finlandii pod koniec II wojny światowej. Centralną postacią jest tutaj były tamtejszy żołnierz, Aatami Korpi (Jorma Tommila), który po porzuceniu walki na froncie samotnie zajmuje się poszukiwaniem złota. Kiedy w końcu udaje mu się zdobyć fortunę, w drodze powrotnej napotyka oddział wycofujących się z kraju nazistów. Wkrótce rozpoczyna się brutalna, pełna punktów zwrotnych walka o złoto pomiędzy uzbrojonymi niemieckimi żołnierzami a osamotnionym bohaterem, do którego odnosi się tytułowe, nieprzetłumaczalne na polski, fińskie określenie „sisu” – wyrażające jego nieustępliwość, odwagę i determinację.
W kinie niekiedy osadza się akcję filmów w odległej historii dla zaproponowania refleksji nad przeszłością, zrewidowania naszego wyobrażenia o minionych czasach, przerzucenia pomostu pomiędzy „kiedyś a teraz”, poruszenia kontrowersyjnych tematów historycznych lub nadania filmowi bardziej uniwersalnego charakteru. Z kolei Sisu używa faktów historycznych w celach stricte rozrywkowych. Tło wojenne jest tu bazą dla stworzenia prostej, ale zabawnej opowieści o samotnym wojowniku, który – tak jak John Rambo – musi walczyć, choć tego nie chce. Niecodzienne dla kina akcji realia historyczne pozwalają także wyróżnić i uatrakcyjnić scenerię wydarzeń, dopełnioną przez opustoszałe, niemal pozbawione roślinności obszary, dobrane przez reżysera na podobieństwo tych ze spaghetti westernów Sergio Leone.

Dla zmęczonych hollywoodzką konfekcją
Najbardziej wyjątkowa w Sisu pozostaje jednak jego antyhollywoodzkość, widoczna zarówno na poziomie formy, jak i treści filmu. Fabuła jest tutaj nieprzekombinowana, a zarazem pełna szalonych pomysłów, absurdalnego komizmu i odpowiednio podprowadzonych zwrotów akcji. Co istotniejsze, w przeciwieństwie do wielu współczesnych produkcji rozrywkowych, film nie jest przegadany. Niekiedy całe sceny toczą się bez żadnych dialogów, a niemy prawie do końca opowieści główny bohater sygnalizuje nam swoje emocje i zamiary wyłącznie za pomocą gestów czy spojrzeń. Oszczędność w słowo i komunikacja obrazowa czynią z seansu Sisu bardziej „filmowe” doświadczenie niż oglądanie wielu innych dzisiejszych, zrobionych ze znacznie większym budżetem i rozmachem akcyjniaków. Ascetyzm w używaniu generowanych komputerowo efektów wizualnych i skromność inscenizacyjna to zresztą kolejne wyróżniki filmu, nie potrzebującego maskować braku kreatywności za pomocą przeszarżowanego CGI. Warto też zwrócić uwagę na nieśpieszne tempo filmu, pomocne w budowaniu napięcia oraz pozwalające nacieszyć oko niekiedy wysmakowanymi zdjęciami. Na koniec warto wspomnieć o doborze aktorów i aparycji ich postaci. W przeciwieństwie do kina komiksowego lub reszty amerykańskiego kina sensacyjnego nie uświadczymy tu wyłącznie muskularnych, przystojnych mężczyzn czy atrakcyjnych, wysportowanych kobiet w bezbłędnych stylizacjach. Postacie z każdej ze stron wyglądają po prostu … normalnie, pozbawione urody popularnych gwiazdorów, a bliższe pospolitym, styranym wojną jednostkom.

Urok, który nie na wszystkich zadziała
Przedstawiona w Sisu autorska, świeża wizja kina akcji – zbudowana na zasadzie antytezy względem podobnych gatunkowo produkcji hollywoodzkich – z pewnością nie wszystkich jednakowo zachwyci. Jej nieustanne oscylowanie na granicy absurdu, komiksowości i naturalizmu (pokryte brudem i piachem sylwetki postaci, otwarcie ukazana przemoc i cielesne okaleczenia) niektórym mogą wydać się próbą pogodzenia ze sobą zbyt odległych skrajności. Bez wątpienia jest to jednak lektura obowiązkowa dla każdego szukającego w kinie rozrywkowym oryginalnych, niebanalnych pomysłów, a także znużonemu większością zachodnich filmów akcji ostatnich lat – z ich przesadą, pudrowaniem przemocy czy nieznośnym nastawieniem na promowanie określonego patrzenia na świat. Sisu to pomysłowa, pozbawiona pretensjonalnych ambicji ideologicznych, bezwstydna rozrywka – tylko rozrywka i aż rozrywka.









