#wtonacjirozmowy: Klaudia Muniak: Fabuła „Terapii” jest, jak życie… nieprzewidywalna

In Literatura, Wywiady

– Uważam, że to raczej nasza destabilizacja nas pogrąża, a nie, że ktoś tam u góry się na nas uwziął i rzuca nam kolejne kłody pod nogi. Sztuką jest, aby w trudnych chwilach nie ulegać emocjom – mówi serwisowi wtonacjikultury.pl Klaudia Muniak. Tym razem autorka wkracza do enigmatycznego i fascynującego zarazem świata literatury, niosąc ze sobą następną powieść.

fot. Maggie Malyszko

Kamil Piłaszewicz: „Terapia” jest kolejną powieścią, z którą Klaudia Muniak wkracza do enigmatycznego świata literatury. Patrząc z perspektywy czasu, przyzwyczaiła się pani do emocji związanych z publikacją nowych dzieł?

Klaudia Muniak: Po części tak, ale wciąż mocno przeżywam każdą premierę. Chyba nie da się do tego całkowicie przyzwyczaić. W końcu oddaje się w ręce czytelników kawałek siebie. Zbyt wiele się też wtedy dzieje, aby przejść obok tego obojętnie, dlatego to naprawdę bardzo emocjonujący czas dla autora.

Czym różnią się momenty, kiedy po raz pierwszy trzymała pani w dłoniach fizyczną wersję „Psychopaty”, a „Terapii”?

– Biorąc do ręki „Psychopatę” czułam przede wszystkim satysfakcję, że doprowadziłam podjęte przedsięwzięcie do końca. Wtedy też w pełni zrozumiałam, że to jest moja droga, tzn. że właśnie to chcę robić – pisać. Przy „Terapii” także jest satysfakcja, ale wynika ona z faktu, że dogoniłam marzenia, tzn. stale piszę i regularnie wydaję tworzone przeze siebie historie.

Odnoszę wrażenie, że najwięcej w mediach mówi się o pani utworach z 2020 r., ale nie są one jedynymi. Debiutując w 2018 r., spodziewała się pani, że w 2021 r. jednym z głośniejszych nazwisk na polskim rynku wydawniczym będzie „Muniak”?

– Zupełnie nie. Dlatego, że debiutując nie myślałam o pisaniu jako stałym zajęciu. Moja pierwsza książka powstała jako wewnętrza potrzeba, odpowiedź na to, co działo się w mojej głowie. Dopiero z czasem zrozumiałam, że pisanie sprawia mi frajdę. Fakt, że książka została dobrze przyjęta przez czytelników, nie mogło się to skończyć inaczej, jak napisaniem kolejnej.

fot. Lovissimo

Przyzwyczaiła się już pani do widywania swojego nazwiska na półkach we wszelkich księgarniach w Polsce?

– I znów odpowiem, że nie! (uśmiech) Obecnie mieszkam w Londynie i przez ostatni czas, tj. pandemii, przyjazd do kraju był utrudniony, żeby nie powiedzieć, że niemożliwy. Jak wiadomo, premiera „Psychopaty”, jednego z najbardziej kojarzonych ze mną do tej pory tytułów, przypadła na pierwszy lockdown. Nie miałam więc zbyt wiele okazji spoglądać na swoje książki w księgarniach… Stale posiłkuje się internetowymi „półkami”, ale chyba nie muszę nikogo przekonywać, że to nie to samo. Mam zamiar nadrobić te braki w przyszłym roku! (uśmiech)

Jeśli miałaby pani okazję np. pięć lat temu powiedzieć Klaudii Muniak, że niedługo jej dzieła będą sprzedawały się w tysiącach egzemplarzy, a w Empiku będzie miała swoją półkę, to z jaką reakcją by się pani spotkała?

– Naprawdę? Nie żartujecie sobie ze mnie? Chcę już przeskoczyć o te pięć lat i to zobaczyć! (śmiech) Myślę, że właśnie tak bym zareagowała! (uśmiech)

Oczywiste jest, że wydanie debiutu literackiego wiąże się z bardzo przyjemnymi emocjami. Patrząc z perspektywy czasu, nadal ta „dziecinna” radość z okazji publikacji nowego dzieła, jest najsilniejszą towarzyszącą emocją?

– To oczywiste! To się nie zmienia. Kiedy miesiące żmudnej pracy przyjmują fizyczną postać, nie da się nie radować. Nie sposób nie podskakiwać z radości, że można sobie tę publikację położyć na półce. I że może zrobić to każdy, kto zechce ją przeczytać.

Z pewnością wpływ na to ma fakt, że w pani thrillerach psychologicznych zawierana jest wiedza medyczna w nieporównywalnie większym stopniu, niż u innych polskich twórców. Siadając do spisywania pierwszej historii, właśnie tym chciała się pani wyróżniać na tle pozostałych koleżanek i kolegów po fachu?

– Nie myślałam o tym, aby się wyróżniać, bo tak jak wspomniałam, moja pierwsza książka nie powstała z klarownym zamiarem jej publikacji. Po prostu pisałam, co mi w duszy grało; a że kwestie biomedyczne od zawsze mnie interesowały… to moja historia naturalnie skręciła w tę stronę.

W jaki sposób ukończenie biotechnologii jest pomocne przy tworzeniu tego typu historii?

– Jest bezcenne! Nie wyobrażam sobie tworzyć thrillerów z wątkiem medycznym, nie mając odpowiedniego zaplecza, jak na przykład studia z dziedzin biologicznych. Wiedza, którą na nich wchłonęłam, a także doświadczenie zdobyte później, tj. w czasie pracy w zawodzie nie tylko pobudzają moją wyobraźnię, ale także ułatwiają pracę. Swobodnie poruszam się po obranym na celownik temacie, a jak zabraknie mi wiedzy, szybko potrafię do niej dotrzeć i przyswoić, a potem przenieść do książki.

Jeśli mielibyśmy spróbować uogólnić, czy korzysta pani częściej z nabytej wiedzy na studiach, czy konstrukcji myślowych z wyobraźni, to więcej jest…

– Trudno będzie dokonać takiego podziału. To bardzo plastyczna kwestia. Jedno przenika się z drugim. Wiedza biotechnologiczna wpływa na moje myśli, a one krążą wokół ciekawostki medycznej, którą wykorzystuję w danej publikacji. Na pewno moja wyobraźnia szaleje, kiedy piszę! (śmiech) Na szczęście to, co wyniosłam ze studiów i pracy zawodowej, trzyma ją w jako takich ryzach. O, i mamy kolejne potwierdzenie, że nie da się dokonać w tej kwestii podziału, one, tj. wiedza i wyobraźnia, stale ze sobą współpracują, a właściwie nieustannie się ścierają.

Jak doszło do tego, że absolwentka ścisłego kierunku, podjęła się działania w świecie literatury?

– Wyszło nieco osobliwie i… niezamierzenie. Zawsze miałam mocno rozbudowaną wyobraźnię. Na studiach – myślę, że zbiegło się to z wiedzą, którą zaczęłam wtedy bardzo intensywnie przyswajać – zaczęła wymykać mi się ona spod kontroli. Polegało to na tym, że w głowie cały czas układałam sobie historie, sceny, całe dialogi, kreowałam bohaterów itd. Rozwinęło się do tego stopnia, że zaczęło mi to zwyczajnie przeszkadzać, a nawet męczyć. Pojawiły się problemy ze snem. Cały czas miałam wrażenie, że zaraz eksploduje mi głowa od tego wszystkiego. Właśnie wtedy wpadłam na pomysł, aby je spisywać. W taki oto sposób powstała moja pierwsza książka. (uśmiech) Przyznaję, pomogło –  znalazłam wentyl bezpieczeństwa.

Co zadecydowało o tym, że nie para się pani zawodem stricte związanym z ukończonymi studiami?

– Tutaj też wyszło to bardzo nieoczekiwanie. Po studiach pracowałam w zawodzie. Przez kilka lat zajmowałam się nanotechnologią i całkiem dobrze się w tym odnajdywałam. Paranie się tym zawodem dawało mi dużo satysfakcji. W międzyczasie powstała moja pierwsza lektura, a później na świecie pojawił się mój synek.  Zrobiłam sobie przerwę w pracy, a podczas urlopu macierzyńskiego powstały kolejne powieści i… już nie wróciłam do laboratorium. (uśmiech)

Co sądzi pani o mojej teorii, że studia powinny stanowić zaledwie tło do wykonywanego zawodu, a nie być jego podstawą?

– Pełna zgoda. Przekonałam się o tym podejmując pracę. Bez pobierania nauki na uniwersytecie, nie byłabym w stanie nawet pojawić się w świecie badań naukowych. Jednak tak naprawdę dopiero realnie pracując w zawodzie, poznałam jego istotę.

fot. Maggie Malyszko

Jeżeli miałbym pisać o przeżyciu katharsis przez autorkę, to przeczytałbym od niej, że…

– … Klaudia Muniak doznaje czegoś na kształt oczyszczenia po ukończeniu każdej książki. W moich powieściach śmiało poruszam problemy społeczne. Nie omijam tematów kontrowersyjnych. To mój komentarz do otaczającej nas rzeczywistości.

Odwołuję się do przeżywanych stanów, ponieważ już dla odbiorcy pani książki są trudne w odbiorze. Chyba że może można się przyzwyczaić do tego typu konstruowania bohaterów, fabuły?

– Hmm… Myślę, że czytelnicy lubią takie historie. Takie, czyli te, które mocno zagłębiają się w psychikę bohaterów. Mnie również to pociąga. Najbardziej cenię sobie właśnie ten psychologiczny aspekt, który w moich powieściach jest silnie rozbudowany.

Zostając już do końca rozmowy przy tematach związanych ze wspomnianymi kwestiami, to jak do tego doszło, że spisała pani właśnie taką historię, jak Luizy?

– Zwykle na początku drogi, przed rozpoczęciem pisania nowej książki, jest jakaś ciekawostka medyczna, czy nowinka biotechnologiczna, która mnie zaintryguje. To właśnie wokół niej tworzę fabułę. „Terapia” jest o tyle wyjątkowa, że tutaj inspiracja przyszła z innej strony. Impulsem do stworzenia tej historii stał się przypadkowy pobyt w hotelu, który realnie istnieje w moich rodzinnych stronach. Jego unikatowa, przesiąknięta starością aura, wręcz zawładnęła moimi myślami! Musiałam ją spisać. Po prostu musiałam wysłać tam którąś z moich bohaterek! Padło na Luizę. (uśmiech)

„Terapia” jest kolejnym utworem, który stanowi o tym, jak niebezpieczne mogą okazać się historie z przeszłości. Podobnej tematyki podejmowało się wielu autorów, a jednak nadal jest fascynująca i niemalże nieodkryta, jak kosmos. Dlaczego?

– Dlatego, że taka jest właśnie ludzka psychika, tj. fascynująca i wciąż nieodkryta. Postęp medycyny jest ogromny, bardzo dynamiczny i stale przyspiesza. Jednak ona nadal stanowi wielką tajemnicę. Do tego każde wydarzenie w naszym życiu ma wpływ na nią i ją kształtuje.

W notce prasowej spotykamy się zdaniem: „Tuż po powrocie dociera do niej informacja o znalezieniu zwłok jej przyjaciółki ze szkolnych lat, która na jej liście zemsty była numerem jeden”. Dlaczego tylko teoretycznie jest to powód do szczęścia?

– Czasem to, czego pragniemy, okazuje się tym, co nas pogrąża. Niestety człowiek nie zawsze wie, co jest mu potrzebne. Często zaślepiony emocjami, bo jednak jesteśmy bardzo uczuciowymi istotami, postrzega rzeczywistość nie tak, jak wygląda naprawdę. Przez to dąży do czegoś, co nie może go uszczęśliwić.

Niegdyś w jednym z odcinków „Miodowych lat” Cezary Żak wcielając się w rolę Karola Krawczyka powiedział: „Jak mi spadnie kamień z serca, to prosto na odcisk…”. Jak ta formułka pasuje do losów głównej bohaterki „Terapii”?

– (Śmiech) Idealnie! (śmiech) Kiedy wydaje się, że Luiza wreszcie wyszła na prostą, okazuje się, że jeszcze nigdy nie była tak daleko od prawdy…

Jakby Luizie było mało problemów, to jej drogi życiowe krzyżują się z Szymonem, który po pewnym czasie staje się wobec niej agresywny. Dzięki temu otrzymujemy kolejny dowód na fakt, że nieszczęścia jednak zawsze chodzą parami?

– Wydaje mi się, że działa to nieco inaczej. Kiedy coś nie idzie po naszej myśli, stajemy się podenerwowani, rozstrojeni i często zagubieni. To nie sprzyja koncentracji i racjonalnemu myśleniu, więc łatwo wtedy o kolejne błędy, czy niewłaściwie posunięcia. Uważam, że to raczej nasza destabilizacja nas pogrąża, a nie, że ktoś tam u góry się na nas uwziął i rzuca nam kolejne kłody pod nogi. Sztuką jest, aby w trudnych chwilach nie ulegać emocjom.

fot. Lovissimo

Dość powiedzieć, że kiedy Luiza ucieka przed wspomnianym mężczyzną do domku pod Warszawą, okazuje się, że stanowi on jedynie pozorne schronienie… Dlaczego?

– Fabuła książki jest taka jak życie, czyli… nieprzewidywalna.

Chyba nikt z nas, tj. czytających ten wywiad nie chce wiedzieć, czym główna bohaterka podpadła autorce, że spotkały ją takie zdarzenia… Także, że zapytam tak na przekór, co pani zrobiła Luiza?

– Przeczołgałam ją przez tę powieść, fakt. (uśmiech) Bezlitośnie. Wszystko po to, aby pokazać, jak wielka odpowiedzialność spoczywa na ludziach rozwijających nowe strategie terapeutyczne. Jak mówiłam, lubię w mojej twórczości poruszać ważne kwestie, zaznaczać istnienie w naszej rzeczywistości danego problemu. W „Nie ufam już nikomu” skupiłam się na wciąż bagatelizowanej depresji poporodowej, w „Klinice” koncentruję się na tolerancji, a właściwie jej braku. Natomiast „Terapia” zwraca uwagę na blaski i cienie nowatorskich metod leczenia, jednocześnie poruszając kwestię etyki samych naukowców i ludzi związanych z badaniami naukowymi.

Mam nadzieję, że twórca tych pytań w, choć odrobinę mniejszym stopniu się naraził na podobny los… (śmiech)

– Spokojnie, z natury jestem wyrozumiała! (uśmiech) Nie obiecuję jednak, że dzisiejsza rozmowa nie pobudzi mojej wyobraźni do stworzenia nowej mrocznej historii… (śmiech)

Notka prasowa informuje, że: „Terapia” to historia, w której rzeczywistość i wyobraźnia zaczynają się niebezpiecznie ze sobą splatać. Na koniec rozmowy proszę uspokoić czytelników, że historia tej powieści nie jest inspirowana prawdziwymi wydarzeniami…

– Oczywiście, że nie jest! Jednak proszę pamiętać, że największą inspiracją dla autora zawsze jest prawdziwe życie!

Zapowiedź pochodzi od wydawnictwokobiece.pl:

Premiera “Terapii” odbędzie się 15 września!
Nowy thriller medyczny autorki „Psychopaty”, „Nie ufam już nikomu” i „Kliniki”

Kolejna książka autorki, która łączy wiedzę medyczną z misterną intrygą kryminalną.
„Terapia” to historia, w której rzeczywistość i wyobraźnia zaczynają się niebezpiecznie ze sobą splatać.

Luiza pracuje jako sekretarka w warszawskim biurze. Szef świetnie ją traktuje, znakomicie uzupełniają się w pracy. Jednak demony przeszłości nie pozwalają jej żyć normalnie. Aby się z nimi uporać, postanawia wybrać się w podróż do Dębicy. Zatrzymuje się w hotelu i chce  rozliczyć się z przeszłością. Jej plan jest bezwzględny. Tuż po powrocie dociera do niej informacja o znalezieniu zwłok jej przyjaciółki ze szkolnych lat, która na jej liście zemsty była numerem jeden.

Szymon, z którym Luiza zaczęła się niedawno spotykać, wydawał się tym jedynym. Do czasu, kiedy staje się wobec niej agresywny. Luiza ucieka do domku pod Warszawą, który okazuje się pozornym schronieniem. Kobieta po raz kolejny pada ofiarą przemocy. Gdy granica między rzeczywistością a wytworami wyobraźni coraz bardziej się zaciera, jej szaleństwo osiąga punkt kulminacyjny.

Klaudia Muniak – pochodzi z Dębicy na Podkarpaciu, ukończyła biotechnologię. Mieszka w Londynie, gdzie pracowała jako naukowiec i zajmowała się nanotechnologią. W swoich książkach łączy wiedzę medyczną z tym, co w literaturze lubi najbardziej, czyli tajemnicą wywołującą dreszcze. Nakładem Wydawnictwa Kobiecego ukazały się dotąd: „Psychopata” (2020), „Nie ufam już nikomu” (2020) i „Klinika” (2021).

Join Our Newsletter!

Love Daynight? We love to tell you about our new stuff. Subscribe to newsletter!

You may also read!

Gorący zwiastun filmu MIŁOŚĆ, SEKS & PANDEMIA Patryka Vegi już w sieci! (4 lutego w kinach!)

Namiętność, poszukiwanie miłości i dużo gorących scen .Zobacz zwiastun filmu „Miłość, seks & pandemia”! Nowy film Patryka Vegi w kinach

Read More...

Film „355” z Jessica Chastain już w kinach

Zdobywczynie OSCARÓW Penelope Cruz i Lupita Nyong’o, zachwycające Jessica Chastain i Diane Kruger oraz gwiazdor serii AVENGERS Sebastian

Read More...

„Mój syn” w kinach od 25 lutego! ZWIASTUN

25 lutego do kin trafi film „Mój syn” w reżyserii Christiana Cariona - zrealizowany w nowatorski sposób detektywistyczny thriller

Read More...

Leave a reply:

Your email address will not be published.

Mobile Sliding Menu