#wtonacjirozmowy: Sara Antczak: Warto walczyć o siebie!

In Literatura, Wywiady

– Moje książki zawsze opowiadają o poważnych społecznych problemach. Dzieciństwo w domu dziecka, przemoc, strata rodziców w młodym wieku, czy uzależnienie to problemy, które dotyczą tysięcy ludzi. Oczywiście mogłabym udawać, że tak nie jest i kolorować rzeczywistość, ale po co? – mówi serwisowi wtonacjikultury.pl Sara Antczak, autorka powieści zatytułowanej „Lina”.

fot. Tomasz Woźny Photography

Kamil Piłaszewicz: Nawiązując do tytułu, to dlaczego czytelnik zostanie związany przez fabułę „Liny”?

Sara Antczak: Dlatego, że „Lina” to historia o każdym z nas. Moi bohaterowie poszukują wolności, spełnienia, poczucia przynależności, a to rzeczy, do których wszyscy w mniejszym lub w większym stopniu dążymy.

Przyznaję, że jestem dziwnie spokojny o to, że wspomniana lina się nie „zerwie”… (śmiech)

– Starałam się napisać powieść, która od pierwszego rozdziału bardzo mocno angażuje czytelnika. Celowo użyłam przeskoków czasowych, abyśmy cały czas byli w centrum wydarzeń. W książce nie ma spokojniejszym momentów, przestojów. Nie zostawiałam czytelnikowi miejsca na oddech.

Sentencja mówiąca, że: „Życia jest jak wspinaczka – jeden błąd i możesz stracić wszystko” jest metaforycznym przesłaniem, mówiącym o tym, by zawsze wykazywać się czujnością?

– Warto doceniać każdą chwilę, bo nie wiadomo kiedy stracimy, to co mamy. Tak się stało w życiu mojego bohatera, Mikołaja Sokołowskiego. Jedna chwila zmieniła wszystko.

Zanim przejdziemy do mówienia o samej fabule i bohaterach, to ile czasu do tej pory na wspinaczce spędziła autorka, że opisuje tę formę spędzania wolnego czasu tak dokładnie, jak w „Linie”?

– Kiedy zaczęłam pisać „Linę”, dołączyłam do Wrocławskiego Klubu Wysokogórskiego i sekcji wspinaczkowej. Przez dwa lata ostro trenowałam na ściance, zrobiłam kurs skałkowy i zimowy, uczestniczyłam prelekcjach naszych wybitnych himalaistów, byłam obecna na festiwalach górskich. Wszystko po to, aby jak najlepiej zrozumieć specyfikę tego sportu i środowiska. Szybko mnie to wciągnęło, zakochałam się we wspinaczce.

W jaki sposób można porównać uczucie wejścia na najbardziej upragniony szczyt z chwilą, kiedy wydana publikacja nabiera rzeczywistych kształtów i znajduje się na półkach księgarni?

– Myślę, że to zbliżone uczucie. Ekstaza z powodu zdobycia szczytu często jest nieco przyćmiona bólem, zmęczeniem i ogromnym poświęceniem. To taki śmiech przez łzy. Ze mną było podobnie. Ogromna radość z premiery była nieco przyćmiona szalejącą pandemią.

Dlaczego Sara Antczak zdecydowała się opublikować wspomniany utwór?

– Dlatego, że uznałam, iż powieść o tematyce wspinaczkowej to coś zupełnie nowego i ciekawego. Poza tym w polskiej literaturze brakowało mi młodych, silnych, zdeterminowanych bohaterów. Postanowiłam sama ich stworzyć.

Zgodzi się pani z moją tezą, że temat wypraw w góry stał się w ostatnim czasie znacznie popularniejszy dla twórców, nie tylko pisarzy?

– Zdecydowanie jest to nowy trend w literaturze. Powstaje wiele kryminałów, których akcja dzieje się w górach, biografie alpinistów cieszą się wielkim zainteresowaniem. Są nawet romanse, których akcja dzieje się na K2, czy Mount Evereście.

fot. Wydawnictwo Kobiece

Z moich obserwacji wynika, że najwięcej w mediach poświęca się uwagi wspinaniu się na najwyższe szczyty świata. Dlaczego tyle samo zainteresowania powinniśmy poświęcać wszystkim górom i każdemu, kto zdobywa szczyty, bez podziału na te „większe” i „mniejsze”?

– Im wyższy szczyt, tym więcej emocji i uwagi świata – to jasne. Jednak wierzę, że wspinaczka jest czymś więcej, niż szukaniem poklasku. Jest wielu wspinaczy, którzy uprawiają ten sport bez kamer i uwagi mediów. Jest wielu zwyczajnych ludzi, którzy codziennie pokonują swoje ograniczenia i lęki, zdobywając Rysy, czy Orlą Perć. Czy są godni uznania? Oczywiście. W mojej książce świadomie nie sięgałam po nazwy Everest czy K2. Oba szczyty są już dość mocno ograne w literaturze i popkulturze.

Przechodząc już do samej „Liny”, to zdanie: „Jedyna droga ucieczki prowadzi w górę”, metaforycznie tłumaczy odbiorcy, że jeśli pragnie posmakować lepszego życia, to nie powinien stać w miejscu, bądź „osuwać się”?

– To cytat z Niny, mojej bohaterki, która w swoim życiu doświadczyła wielu krzywd. Dla niej wysokość kojarzy się z bezpieczeństwem. Góry to miejsce, gdzie nikt nie może jej dosięgnąć. Podobnie jest z Mikołajem. W górach czuje się wolny od pokus i demonów przeszłości, które wciąż go prześladują. Jednak nie próbuję pouczać swoich czytelników. Dla jednych lepsze życie oznacza podróż i zmiany, dla innych – bezpieczeństwo, rutynę i stabilizację. 

Dlaczego ta książka opowiada o czymś więcej niż „tylko” o wspinaniu się?

Dlatego, że książek o wspinaczce mamy całe mnóstwo. Chciałam, żeby wspinanie było tłem dla historii bohaterów, a żeby to pasja odgrywała znaczącą rolę w ich życiu, tzn. była symbolem tego, z czym muszą się zmagać. Jednocześnie chciałam opowiedzieć o życiu bohaterów, ich uczuciach, emocjach, intencjach. Tak, aby czytelnik, który się nie wspina, mógł ich zrozumieć i się z nimi utożsamić.

O ile historia Niny i Mikołaja jest inspirowana wydarzeniami z życia autorki, bądź bliskiej jej osób, a o ile spotykamy się z fikcją literacką?

– Ich losy są w całości fikcją literacką. Jedynym elementem historii opartej na prawdziwych wydarzeniach, to wyprawa na Elbrus. Podobna wyprawa rzeczywiście się wydarzyła.

Kiedy poznawałem się z losami Mikołaja, odniosłem wrażenie, że tłumaczy ona, jak trudno jest żyć, kiedy odchodzi osoba, do której czujemy coś więcej, niż „tylko” miłość. Zastanawiam się, w jakim stopniu strata tzw. punktu odniesienia, determinuje decyzje podejmowane przez głównego bohatera?

– Strata ojca miała ogromny wpływ na Mikołaja i na jego życie. Wywołała efekt domina. W konsekwencji bohater stracił wszystko – szczęśliwą rodzinę, poczucie bezpieczeństwa. Na długi czas porzucił wspinaczkę, sport, który kochał i, który go definiował, a to z kolei doprowadziło go do załamania.

Z treści lektury wynika, że chłopak od zawsze chciał zostać himalaistą i nawet kiedy góry odebrały mu ojca, przywiązanie do tej dyscypliny nie osłabło, a być może nawet paradoksalnie się zwiększyło. Dlaczego?

– Pasja Mikołaja potrafi przezwyciężyć wszystko. Dla niego wspinaczka nie jest zwykłym sportem, tylko stylem życia, ideą, marzeniem. Takiego daru nie można po prostu odrzucić, niezależnie od okoliczności. Mikołaj próbował to zrobić i w efekcie jego życie straciło sens. Kiedy wraca do tej dyscypliny, rozumie, że już nigdy nie może popełnić tego błędu. Chce udowodnić sobie i całemu światu, że jest w stanie dokonać niemożliwego.

fot. Tomasz Woźny Photography

Z podobnie trudnym tematem spotykamy się przy historii Niny, bo wychowywała się w domu dziecka. Bez trudu możemy się domyślić, dlaczego łączy ich pewnego rodzaju więź zaufania, za którym idzie poczucie bezpieczeństwa. Bazując na ich przykładzie, dlaczego możemy powiedzieć, że silne charaktery rodzą się z trudnych, a czasami nawet traumatycznych wydarzeń?

– Nina w pewnej chwili stwierdza, że „cierpienie hartuje, wysiłek uwalnia”. To bardzo gorzkie słowa. W ten sposób próbuje zracjonalizować to, co ją spotkało w przeszłości. Nina i Mikołaj doświadczyli wielu krzywd, a mimo to starają się przekuć słabość w siłę. Nie chcą być ofiarami, nie chcą czuć się bezradni. Wspinaczka kształtuje ich charaktery, wzmacnia ich, ponownie daje im poczucie kontroli nad własnym życiem. Kiedy się spotykają, oboje są pokiereszowani przez los i nie szukają bliskich relacji. Uczucie między nimi pojawia się powoli, stopniowo, kiedy zaczynają rozumieć, jak wiele ich łączy.

Fabuła „Liny” uczy odbiorcy tego, w jaki sposób można może nie tyle wyjść, ile choć na chwilę zapomnieć o złych momentach z życia?

– Nigdy nie staram się pouczać czytelników, ale chcę im pokazać, że niezależnie od tego, co przeszli, zawsze jest nadzieja. Warto szukać rozwiązań, wsparcia, prosić o pomoc, walczyć o siebie. Jeśli „Lina” pomoże choć jednej osobie, która przeżywa trudne chwile, to znaczy, że było warto ją napisać.

Poza tematem wspinaczki, to czego nas ta historia zarazem uczy, jak i przed czym ostrzega?

– Myślę, że ostrzega nas przed ocenianiem innych po pozorach. Na początku książki wszyscy bohaterowie mają wyrobione zdanie o sobie nawzajem. Patrzą na siebie przez pryzmat stereotypów i uprzedzeń, betonują się we własnych przekonaniach i postawach. Dopiero z czasem okazuje się, że każdy z nich ma za sobą trudną, złożoną historię. I nic nie jest takie, jakie wydaje się na pierwszy rzut oka. Wtedy zaczyna się między nimi tworzyć więź. Ta tytułowa „Lina”.

fot. Tomasz Woźny Photography

Bez zdradzania wątków fabularnych, chciałbym, by autorka się wytłumaczyła, dlaczego tak boleśnie doświadczyła losami swoich głównych bohaterów?

– Moje książki zawsze opowiadają o poważnych społecznych problemach. Dzieciństwo w domu dziecka, przemoc, strata rodziców w młodym wieku, czy uzależnienie to problemy, które dotyczą tysięcy ludzi. Oczywiście mogłabym udawać, że tak nie jest i kolorować rzeczywistość, ale po co? Żyjemy w niedoskonałych świecie, wielu z nas cierpi. „Lina” opowiada o tym, jak można się z tym cierpieniem uporać.

Oby tylko po tej rozmowie nie znalazła się w kolejnej powieści Sara Antczak, ofiara, bądź bohatera dotkliwie potraktowany o imieniu Kamil… (śmiech)

– A to ciekawy pomysł, dziękuję za niego! (śmiech)

Skoro moje ego zostało już pochełpione, to jak o nie w pani przypadku „dbają” recenzenci i czytelnicy „Liny”?

– Dostałam bardzo wiele ciekawych recenzji i opinii. Czytelnicy piszą mi, że płakali, podczas lektury, że książka nimi wstrząsnęła, że nie mogli się od niej oderwać. Często są zaskoczeni, bo spodziewali się lekkiej opowieści z górami w tle, a dostali coś zupełnie innego. Znajduję w opiniach bardzo ciekawe interpretacje „Liny”, na które bym nie wpadła. Najbardziej cieszę się z wiadomości od czytelników, którzy piszą, że książka zmieniła coś w ich życiu; że postanowili wrócić do dawnej pasji, odezwać się do przyjaciół, z którymi nie mieli od dawna kontaktu. Reasumując, spróbować czegoś, czego do tej pory się bali. To wspaniałe.

fot. Wydawnictwo Kobiece

Mnie w czasie lektury towarzyszyła pewna myśl. Mianowicie, że jest to fabuła iście filmowa. Patrząc, w jak chętnie w ostatnim czasie producenci telewizyjni sięgają po ekranizacje, to kiedy wspomniana powieść pojawi się na dużym, bądź mniejszym ekranie?

– Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie, bo to zależy od zainteresowania producentów. Mogę tylko powiedzieć, że jestem otwarta na propozycje. Polski serial o wspinaczce mógłby być wyjątkowo wciągający. Mamy wiele doskonałych osiągnięć w tej dyscyplinie.

Dobra literatura ma to do siebie, że nie tylko czytelnicy domagają się jej pojawienia się w formie filmu, tudzież serialu, ale również kontynuacji przez autorkę, więc… Kiedy doczekamy się następnego tomu?

– To pytanie należy skierować do mojego wydawnictwa. Decyzja o kontynuacji powieści należy do nich. Osobiście z przyjemnością wrócę do świata moich bohaterów i stworzę ich dalsze losy.

I tego serdecznie życzę, a tymczasem chętnie dowiem się, czy jest coś, o co nie zapytałem, a co chciałaby przekazać Sara Antczak czytelnikom tej dyskusji?

– Nie, myślę, że wyczerpaliśmy temat. Jeśli ktoś z czytelników chciałby ze mną porozmawiać o „Linie”, zapraszam do kontaktu.

Join Our Newsletter!

Love Daynight? We love to tell you about our new stuff. Subscribe to newsletter!

You may also read!

#wtonacjirozmowy: Anna Krystaszek: Klucz do wydania powieści? Trzeba pisać codziennie

– Oczywiste jest, że nieco się obawiam negatywnych opinii. Jednak jest pewnie powiedzenie, że tylko głupiec się nie boi.

Read More...

#wtonacjipromocji: „Informacja zwrotna”, czyli w zasadzie, jaką się okaże?

Jakub Żulczyk to autor, którego nie trzeba przedstawiać. Świadczy o tym popularność i rozpoznawalność, jaką zyskał dzięki nieszablonowym publikacjom

Read More...

#wtonacjipromocji: „Tokio vice”, czyli czas odkryć brutalną twarz Japonii!

Tym razem w serii #wtonacjipromocji prezentujemy Wam publikację Jake’a Adelsteina. Prawdą jest, że została wydana w 2009 roku, lecz

Read More...

Leave a reply:

Your email address will not be published.

Mobile Sliding Menu