#wtonacjirozmowy: Katarzyna Bonda: „Klatka dla niewinnych” to opowieść o lęku

In Literatura, Wywiady

–  To jest tak naprawdę opowieść o lęku. Nie o naturalnym uczuciu, które pozwala nam rozpoznawać niebezpieczeństwa, bo tego instynktu należy słuchać – mówi serwisowi wtonacjikultury.pl Katarzyna Bonda, która tym razem przedstawiła czytelnikom dalsze losy Huberta Meyera.

fot. Marta Machej

Kamil Piłaszewicz: Hasło BDSM głosi, że mamy tu związywanie, dyscyplinę, dominację i uległość. Nie od dziś wiemy, że ludzi gorszą nie takie rzeczy, więc zastanawiające jest, jakiego odbioru autorka się spodziewa?

Katarzyna Bonda: Liczyłam, że zajrzą do niej wszyscy ci, którzy zwyczajowo nie zaglądaliby w te rejony. Przecież po to są kryminały, aby pokazywać czytelnikom rzeczywistość niebezpieczną w miarę bezpieczny sposób.

Być może, zanim zdecydowała się pani posłać lekturę do wydawnictwa, przeprowadziła badanie np. na grupie fokusowej, by sprawdzić, czy dalsze losy Huberta Meyera powinny tak wyglądać?

– No cóż, mam osobę, która zawsze czyta moje książki jako pierwsza i mówi mi, co czuje, jak to wszystko odbiera. Otrzymałam feedback, że BDSM jest wplecione w zagadkę kryminalną skutecznie i jest to ciekawe. To mi wystarczyło. Pewnie, że liczyłam na szok! Sama byłam w szoku, kiedy wędrowałam od konsultanta do konsultanta w tej materii i każda zdobyta informacja była dla mnie na wagę złota. Uwielbiam takie tematy, które otwierają przede mną nowe drzwi. Mam nadzieję, że czytelnik również poczuje się ubogacony po lekturze, choć nie wiem, czy to nie jest w tym kontekście karkołomne określenie. No cóż, a może będzie to po prostu czysta, emocjonująca rozrywka. To mi w zupełności wystarczy.

Swoją drogą, co sądzi pani o sprawdzaniu swoich treści wśród określonej grupy czytelników?

– Trochę mi się twarz wykręca, bo zalatuje szyciem na wymiar. Książka nie może być tego rodzaju produktem. Piszę, jak czuję, jak mi wychodzi, idę za historią, za bohaterem. Może się to ludziom podobać lub nie, ale uważam, że jeśli pisarz zacznie schlebiać gustom, to czekają go wcześniej, czy później męczarnie niewolnicze.

Od dawna wiemy, że Katarzyna Bonda, zanim usiądzie do pisania, przeprowadza serie rozmów, dokonuje analiz porównawczych itd. Podobnie było i tym razem?

– Zbierałam dane, oczywiście. I było to dobre przypomnienie, bo zrozumiałam, że nasycam się rzeczywistością, że ludzkie opowieści mnie inspirują najbardziej. To też jest dla mnie nieco smutne, bo nadal nie umiem tak po prostu pisać „z głowy”. Potrzebuję jakiejś podkładki, wiedzieć, że nie kręcę się wokół własnej osi… Kiedy mam już tę pewność, że faktycznie są np. kontakty niewolnicze (i ja je miałam w ręku, widziałam tę notarialną pieczęć), że ludzie umawiają się na jakieś układy seksualne, które są im potrzebne do funkcjonowania, chociaż byśmy nawet nie podejrzewali, że osoba publiczna, piastująca zaszczytne stanowisko albo po prostu ktoś, kogo znamy od lat – lubi być wiązana lub wiązać… – wówczas zapis jest łatwiejszy, staje się fundamentem, bazą do tego, by utkać na niej opowieść. Uważam to za swoją największą wadę, ale w sumie nie wiem, czy chcę z tego rezygnować. Coraz częściej jednakowoż udaje mi się nie sprawdzać ulic i nie bywać o różnych porach dnia w konkretnych kamienicach i napisać to posiłkując się wyobraźnią. Zobaczymy, jak to się będzie rozwijało.

fot. Marta Machej

W ostatnim czasie na swoich kontach w mediach społecznościowych wstawiła pani pewne zdjęcie, podpisując je zaproszeniem do zapoznania się z dziełem Cardillaca w Teatrze Wielkim, gdzie występuje wątek Shibari. Oto poznaliśmy odpowiedź, w jaki sposób natchnęła się Katarzyna Bonda, by stworzyć historię właśnie w taki sposób?

– Na operę zostałam zaproszona, kiedy „Klatka dla niewinnych” już była w druku, ale owszem, oglądałam w napięciu. To było urocze, że dyrektor Teatru Wielkiego, zapamiętał moją opowieść i zaprosił mnie na przedstawienie. Poczułam się zaszczycona, gdyż Teatr Wielki i moje książki to dwie różne półki: sztuka wysoka i literatura popularna, co przyznaję z dumą.

Być może nawet miała pani okazję zakładać konta na jakichś stronach o wspomnianej tematyce, by porozmawiać, bądź umówić się na wywiad z osobami dominującymi lub ulegającymi?

– Tak. Przede wszystkim jednak Internet jest jedynie początkiem researchu w moim przypadku. Potem zakładam dobre obuwie i idę w miasto. Taką mam zasadę, że jeśli już coś robić, to porządnie. I powiem szczerze, że to były niezwykle inspirujące spotkania.

Wracając do samej „Klatki dla niewinnych”, to jest ona promowana jako utwór, w którym pojawia się tematyka BDSM. Jeżeli powiem, że obawiam się, iż większość potencjalnych odbiorców uzna, iż to kolejne erotyczne zawirowanie na tym punkcie, jakie mamy w światowej i polskiej kulturze w ostatnich latach, to Katarzyna Bonda odpowie…

– „Klatka dla niewinnych” to kryminał. Wątek dominacji i uległości występuje w niej jedynie w kontekście sprawcy i ofiary, nie zaś jako historia, która ma za zadanie podniecać erotycznie.

Dlaczego „Klatka dla niewinnych” to nie „50 twarzy Greya”, czy „365 dni”? (śmiech)

– Może dlatego, że zamiast romansu mamy zbrodnię? (śmiech) I BDSM pojawia się w „Klatce dla niewinnych” jako katalizator prawdy, nie zaś wątku miłosnego.

Być może Hubert Meyer ma na tyle wypracowaną pozycję, że choćby nie wiadomo z czym się zetknął, to i tak wszystko będzie tłem do niego i jego decyzji, przygód?

– Jestem za.

fot. Marta Machej

Skoro już przy wyróżnianiu się w znaczący sposób, to zarówno wspomniany psycholog śledczy, jak i sama autorka udowodnił, że jak wracać to z przytupem. Tylko skoro wrócił po chwilowej nieobecności, to otrzymaliśmy jednocześnie niewypowiedzianą obietnicę, że pojawi się już niebawem…?

– „Balwierz”, trzynasty października, w księgarni. Jeśli ma pan ochotę przekartkować – będzie mi najmilej.

Porozmawiajmy chwilę o samej lekturze, bo zaczyna się ona historią sześcioletniego chłopca – Jonasza. Od dawna wiemy, że dzieciństwo to okres, który bezpośrednio rzutuje na resztę naszego życia. Tylko, czy w decydującym stopniu?

– To gruby temat i bardzo indywidualny. Równie ważne jest jednak moim zdaniem środowisko, w jakim się dorasta oraz to, jak radzimy sobie z przeciwnościami losu. O tym są jednak de facto wszystkie kryminały, więc uchylam się od wykładu na ten temat.

Tak naprawdę być może na „Klatkę dla niewinnych” powinniśmy patrzeć, jako na utwór uczący tego, że to nie uciechy hedonistyczne, a chęć sprawowania lub oddania opieki jest decydująca, dlaczego tak bliski jest nam, tj. ludziom świat klimatu BDSM?

– Każdy powinien sobie odpowiedzieć na pytanie indywidualnie. Przyzna pan jednak, że nieustannie jesteśmy w pozycji dominującej i uległej? Na przykład dziennikarz zadający pytania dominuje, to on dzierży władzę w tej relacji, w jakiej obecnie się znajdujemy. Patrzyłabym na tę tematykę szerzej niż tylko na powierzchowne elementy teatru BDSM: lateks, pejcze i obroże nabijane ćwiekami… Jesteśmy ludźmi i naturalne jest, że wszyscy posiadamy własne tajemnice.

Skoro oglądamy horrory, thrillery po to, by poczuć stan zagrożenia, strachu, to możemy powiedzieć, że paradoksalnie właśnie w klimacie BDSM możemy przekazać najwięcej opieki, czułości, dbania o drugą stronę?

– Ludzie, którzy praktykują Shibari, są tego właśnie zdania. Polecam warsztaty Gana Raptora i Slaanesh. Z pewnością rozwieją pana wątpliwości. Tak, to postaci rzeczywiste. Występują w książce, ale istnieją naprawdę i prowadzą zajęcia w Instytucie Pozytywnej Seksuologii. Zachęcam do rozmowy z mistrzami Shibari. Niesamowita, fabularna para. Pozdrawiam ich z tego miejsca, przy okazji.

fot. Marta Machej

Jeżeli prawdą jest, że czytamy utwory literackiego, by się czegoś nauczyć, to jaką wiedzę nabędziemy po tym dziele?

– Mam nadzieję, że przede wszystkim jedną: mściciel jest pierwszą ofiarą swojej zemsty.

Był czas, że mówiono nawet w mediach ogólnopolskich, że pani dzieła powinny stać się lekturami szkolnymi. Być może Katarzyna Bonda pisząc „Klatkę dla niewinnych”, chciała pokazać, że jednak powinno się odejść od tej myśli?

– Śmiem zaprotestować i wciąż podtrzymuję moje marzenia. A co do BDSM – to młodzież wie doskonale, o co chodzi i dobrze ogarnia to za pomocą memów i filmików. Ma dystans w przeciwieństwie do pokolenia starszych, którzy boją się zajrzeć za zasłonę… Zresztą pan chyba posiada tik-toka, więc nie muszę niczego tłumaczyć…

Akurat ostatnio odinstalowałem… I tak się zastanawiam, czy może właśnie rozmijamy, bo zmieniło się pani nastawienie, co do odnalezienia swoich dzieł w spisie dzieł czytanych w placówkach oświatowych?

– Jeśli chodzi o nowe placówki poza bibliotekami, jak na razie w więzieniach jestem bardzo chętnie czytaną autorką. W tej chwili wystarcza mi to w zupełności.

Kto jak kto, ale pani od lat przyzwyczaja czytelnika do tego, że utworów Katarzyny Bondy nie wystarczy przeczytać. Je należy odczytać. Tak więc do kogo adresowana jest ta lektura?

– „Klatkę dla niewinnych” wystarczy przeczytać. Nie zawarłam weń żadnych ukrytych przekazów.

Pytam o to, bo od pierwszej strony autorka zapewnia, że Jonasz padł ofiarą tego, co się wydarzyło w dzieciństwie. Jednakże, dlaczego ze wspomnianym bohaterem nie powinniśmy się za szybko utożsamiać?

– Pan mnie przecenia. Ja tylko piszę kryminały.

Być może właśnie powinniśmy dystansować się jako czytelnicy od historii przeżywanych przez bohaterów, siadając do tejże lektury, by nie przeżywać tollercoastera emocjonalnego tak mocno, jak autor tych pytań…?

– Hmm…

fot. Marta Machej

Rzadko to mówię, ale Hubert Meyer tym razem naprawdę wylądował na solidnie rozbujanej huśtawce emocjonalnej i czasami miałem obawy, czy ktoś wcześniej przypiął go do wspomnianej maszyny. Nie wiem, czy po świecie realnym stąpa ktokolwiek, kto byłby w stanie wytrzymać to, co temu psychologowi śledczemu funduje Katarzyna Bonda…

– Uważam, że jestem znacznie łagodniejsza niż Jo Nesbo dla Harrego Hole’a! (śmiech)

Chyba że rozgrzeszymy za chwilę pisarkę, jeśli ta powie, że w podobny sposób musiała mierzyć się z historią Huberta, co sam Meyer?

– Ja się doskonale bawiłam! (śmiech)

Na koniec, by już dłużej nie znęcać się nad autorką, chciałbym, by powiedziała pani coś o tej książce, o czym jeszcze nie miała okazji opowiedzieć w innych mediach.

– To jest tak naprawdę opowieść o lęku. Nie o naturalnym uczuciu, które pozwala nam rozpoznawać niebezpieczeństwa, bo tego instynktu należy słuchać. „Klatka dla niewinnych” jest o paraliżującym, destruktywnym uczuciu lęku, który barwi życie bohaterów, zmusza ich do podejmowania błędnych decyzji i… niszczy życie. To wcale nie jest opowieść o sado-maso.

Dziękuję za emocjonalny rollercoaster i zapewniam, że choć to lektura ogólnie dostępna dla wszystkich w sklepach, czy księgarniach, tak uprzedzam, by sięgały po nią wyłącznie osoby uprzednio umiejące się przygotować na to, że nie jest to kryminał dla każdego.

– Bardzo mnie pan zmartwił, że nie dla każdego. Uważam, że wręcz przeciwnie. Ostatnio podarowałam egzemplarz pani dyrektor szkoły, w której uczy się moje dziecko. To znaczy, że czytanie pokawałkowanych zwłok, ukrywanie ciał, zjadanie ciał i mordowanie dla przyjemności – bo o tym najczęściej ostatnio piszą autorzy – jest dla każdego? A kiedy mamy dominację i uległość oraz podziemny świat ludzkich potrzeb seksualnych, gdzie dochodzi do nadużyć – już nie? Pozwolę się z panem nie zgodzić, lecz szanuję opinię i idę sprawę gruntowniej przemyśleć.

Join Our Newsletter!

Love Daynight? We love to tell you about our new stuff. Subscribe to newsletter!

You may also read!

Autobiografia Willa Smitha – “Will”

Odważna i inspirująca książka, w której Will Smith, jedna z najbardziej wyrazistych i rozpoznawalnych postaci współczesnego przemysłu rozrywkowego, opowiada

Read More...

REMINISCENCJA już na DVD i Blu-ray!

Kinowy debiut Lisy Joy, reżyserki serialu Westworld. Nominowany do Oscara Hugh Jackman oraz gwiazda Diuny Rebecca Ferguson, przeniosą nas do przyszłości, w

Read More...

Pan Lodowego Ogrodu 3

Do księgarń trafił właśnie 3. tom nowego wydania klasycznej powieści Jarosława Grzędowicza. „PAN LODOWEGO OGRODU 3” Jarosława Grzędowicza Pierwszy tom

Read More...

Leave a reply:

Your email address will not be published.

Mobile Sliding Menu