Road Tomorrow to nie kolejna kapela, która próbuje wskrzesić klimat lat 90. To cztery osoby z Warszawy, które – zamiast próbować przypodobać się komukolwiek – od pierwszego riffu grają to, co naprawdę czują.
Powstali w maju 2025 roku i od tamtej pory nie zwolnili ani na chwilę. Ich muzyka to surowa, ciężka mieszanka nu-metalu, alt-metalu z domieszką trip-hopu i shoegaze’u. Ale żadnych kalk – to nie pastisz, tylko autentyczne granie z trzewi.
Inspirują się Deftones, Kornem, Snotem, Linkin Parkiem, ale ich brzmienie to nie hołd – to rozwinięcie. Brudne, przestrzenne, intensywne, emocjonalne. Ich teksty nie są po to, żeby było „ładnie”. Są o człowieku, o świecie, o tym, co boli, dusi i czasem motywuje. Każdy kawałek ma kilka warstw – i nikt nie mówi wprost, o co chodzi. Masz poczuć, nie rozgryźć.
W rozmowie z Road Tomorrow rozmawiamy o tym, skąd wzięła się ich potrzeba grania, co mają do powiedzenia współczesnej scenie i dlaczego bardziej interesuje ich prawda niż fejm. Są świeżym głosem w polskiej muzyce ciężkiej – takim, który nie musi krzyczeć na siłę, żeby było go słychać.

Wasza historia zaczęła się w maju 2025, w Warszawie – czy pamiętacie ten pierwszy moment, kiedy poczuliście, że to “TO”? Co was wtedy połączyło – brzmienie, wspólny głód grania?
Zjednoczyło nas to że byliśmy wszyscy podjarani tym samym, chodzi nie tylko o wspólny głód grania, ale też o ten fakt że chcieliśmy poszerzać granice warszawskiego undergroundu i wynaleźć swoje unikatowe brzmienie nu-metalowe. Moment, w którym poczuliśmy tą synergię było wtedy jak tworzyliśmy jedną z naszych piosenek o nazwie “Crackhead” – na tym punkcie zaczęła się historia tworzenia tego trip-hopowego vibe’u Road Tomorrow i również zaczęliśmy eksperymentować z własnym brzmieniem i, w sumie, dalej to robimy. Ale akurat wtedy był ten moment, kiedy poczuliśmy, że to właśnie “TO”
Czteroosobowy skład – jak się dobraliście? Czy znaliście się wcześniej, czy to raczej zbieg okoliczności i wspólne muzyczne DNA zadecydowały, że to właśnie wy?
Ten skład to bardziej zbieg okoliczności, ale geneza jego powstania zaczyna się jeszcze w 2022 r. – Aloha (gitarzysta) poznał się z Żenią (wokalistą) na zajęciach muzycznych. Oni nawet zagrali razem parę koncertów, będąc częścią zespołu gitarowego. Dwa lata później zaczęli się wkręcać w środowisko undergroundowe Warszawy i w ten sposób, trochę spontanicznie, poznali się z przyszłą sekcją rytmiczną Road Tomorrow. Aloha poznał Mateusza, przyszłego bębniarza, a w maju 2025 r. zrobiliśmy przesłuchanie basistów, w którym zwyciężył Janek. I od tego momentu jesteśmy zgraną grupą nie tylko muzyków, ale i przyjaciół.
Road Tomorrow. Jak rozumiecie tę nazwę? To raczej ucieczka do przeszłości czy życie w ciągłym napięciu między tym, co było, a tym, co może się nigdy nie wydarzyć?
Wszystko się zaczęło od tego, że Żenia i Aloha wracali tramwajem z koncertu pewnego dnia, i tak sobie myśleli o tym żeby założyć własny zespół, będąc podekscytowany tym gigiem. Narzucali różne pomysły, a potem jakoś padły te dwa słowa – Road Tomorrow i oni zrozumieli że to jest to! Najpierw nie myśleliśmy o tej nazwie, jako o czymś sensownym i filozoficznym, ale później puzzle się złożyły – chodzi o to, że wracali tramwajem, jeżdżąc Drogą w dosyć późnym czasie, i wrócili w dzień następny, czyli Jutrzejszy!

Wasze brzmienie to jak uderzenie w splot słoneczny – głośno, ale nie pusto. Co waszym zdaniem odróżnia Road Tomorrow od dziesiątek innych zespołów, które też „kochają nu-metal”? Gdzie kończy się inspiracja, a zaczyna wasza tożsamość?
Wydaje nam się, że właśnie o to chodzi – staramy się żeby każdy numer miał kilka warstw i nie zawsze oczywiste znaczenie. Nie chcemy się powtarzać w swojej twórczości, lubimy eksperymentować ze swoim brzmieniem. Również wkładamy różne sensy w piosenki – śpiewamy o tym, co się naprawdę liczy – o człowieku, o świecie, o tym co boli i co motywuje.
Wasze korzenie to Deftones, Limp Bizkit, Korn, Linkin Park, SOAD… ale gdzieś tam pod spodem słychać więcej niż tylko lata 2000. Jakie zespoły albo konkretne płyty nieoczywiste miały na was wpływ, chociaż może tego po was nie słychać?
Hm, staramy się inspirować różnymi artystami, np nasz bębniarz się inspiruje Gojirą i Toolem, chociaż może tego i nie słychać po nas haha. Basistę inspirują Alice in Chains oraz Tribe Called Quest. Aloha lubi bardziej wczesne rzeczy, takie jak zespół Kino oraz Depeche Mode. A ja, Żenia, bardzo lubię Babę Jagę, undergroundowy zespół z Warszawy, i RHCP.
Czy jest jakiś artysta lub zespół, którego totalnie szanujecie, ale nigdy nie chcielibyście brzmieć jak on?
Zawsze podziwialiśmy zespół Red Hot Chili Peppers – ich energię, synergię i przede wszystkim poświęcenie się. Mimo tego, że wnieśli ogromny wkład w historię muzyki, szanujemy ich jako ludzi i bardzo nam się podoba to że ziomki już mają po 60 lat, a dalej skaczą po scenie i nie zwalniają tempa. Wynaleźli swoje unikatowe brzmienie, i z tego co wiemy, żaden zespół nie gra tak samo jak oni – RHCP mają powaloną mieszankę Rapu, Funku, Rocku, Punku itp. Nie chcielibyśmy brzmieć jak oni, dlatego że właśnie chcemy wynaleźć swoje brzmienie i być unikatowym zespołem w swoim środowisku.
Wasz miks gatunków – nu-metal, alt-metal, shoegaze, trip-hop – wydaje się bardzo przemyślany, ale czy któryś z tych kierunków pojawił się przypadkiem? Który z nich był waszym „eksperymentem”, który po prostu się przyjął?
Jako że wszyscy jesteśmy super fanami Deftones, chcieliśmy zrobić kawałek shoegaze’owy, który właśnie był takim eksperymentem na siłę. Wyszedł bardzo przyjemny, melodyczny i trochę nostalgiczny. Ale postanowiliśmy że jednak chcemy iść w takie mroczniejsze brzmienia. Co do trip-hopu, to był właśnie taki przypadkowy jam, i zrozumieliśmy że możemy wykminić coś fajnego z takim gatunkiem w rękawie.

Jakie wartości są dla was święte jako zespołu?
Uważamy że dobry zespół powinien być budowany na przyjaźni. My na przykład lubimy się hejtować i wyzywać nawzajem xDD, ale ważne jest to żeby nikogo z nas to nie raziło oczywiście. Co do samej twórczości, ważna jest dla nas bycie sobą i robienie tego, co nas buja. Wiemy, że w obecnych realiach nie da się nie powtórzyć czegoś co już było i dużo rzeczy już zostało wymyślonych. Jednak przede wszystkim uważamy, że jeśli nas to buja, to mamy już wywalone.
Wchodząc do sali prób czy na scenę – kim wtedy jesteście? Zmieniacie się w coś innego, czy właśnie wtedy jesteście najbardziej sobą?
Na ten wątek fajnie się wypowiedział Fred Durst z Limp Bizkit w piosence “Indigo Flow” – “When I walk out on stage, our headaches go away…” . Myślę że to jest bardzo trafna fraza w kontekście naszego zespołu, bo właśnie wtedy jesteśmy najbardziej sobą, zapominamy o naszych problemach, bo wiemy że możemy odwalać cokolwiek co nam się chce.
Makijaż jednego z gitarzystów to mocny symbol. Czy planujecie rozwijać ten element wizualny? Może coś w stylu opowieści, estetyki albumów, symboliki, scenografii? Czy to dopiero początek czegoś większego?
Od początku to byl pomysł trochę dla beki, ale później zobaczyliśmy że ludziom się to zaczęło podobać i przede wszystkim, nam też. Postanowiliśmy to rozwijać i już mieliśmy wywalone, że Limp Bizkit właśnie mają taki myk z Wesem Borlandem, ale, jak mówiłem wcześniej – robimy to, co nas buja, nie tylko w kontekście muzyki, a i w kontekście strojów i stage presence’u. Co do estetyki albumów mamy pewne pomysły, ale na razie nie chcemy się tym jeszcze dzielić;)
Jaką macie filozofię pisania? Czy ważniejsze jest, żeby coś wyrazić, czy żeby coś przekazać?
Obecna sytuacja w warszawskim undergroundzie jest taka, że na takie zespoły jak my, ludzie przychodzą się pobawić i poskakać, więc tu nie ma zbytnio znaczenia to co przekazuję lub śpiewam w różnych numerach. W naszej muzie bardziej chodzi o wyrażenie swoich uczuć i emocji poprzez agresywne brzmienie. Jednak mimo tego że zazwyczaj na koncertach nie słychać tego co śpiewam to zawsze staram się zakładać coś sensownego w nasze nuty – mental health awareness, protesty przeciwko sztucznej inteligencji, czasami nawet polityka itp.
Czy tworzenie w waszym przypadku to chaos, który trzeba poskładać, czy raczej struktura, która zaczyna się od jednego pomysłu i konsekwentnie rośnie? Jak wygląda dzień, w którym powstaje nowy numer?
Nasz pierwszy i raczej najpopularniejszy numer o nazwie “Reborn” powstał w 3 minuty podczas jamu. To bylo tak że ja przed próbą miałem jakiś brudnopis do tekstu piosenki w swoich notatkach, i w tym czasie gdy chłopaki cos grali ja spróbowałem zaśpiewać ten tekst. I w tym momencie poczuliśmy ze to będzie banger. Właśnie tak z jamem zazwyczaj i powstają nasze nuty. Chociaż np. numer o nazwie Crackhead powstał dosyć chaotycznie – na pewnej próbie Janek leżał na podłodze i grał baaardzo wolny bassline, Mati sie dołączył z również wolnym i cichym biciem, a ja zacząłem freestyleowac i śpiewać takim cleanem w stylu Chino Moreno, i tak dosłownie w randomowym momencie. dosyć chaotycznie, powstał nasz jeden z najlepszych numerów.


Czy był koncert, po którym wróciliście do domu i pomyśleliście: „to był nasz punkt zwrotny”? Jeśli tak – co się wtedy wydarzyło?
Totalnie! To byl gig 24.08. w klubie 2KOŁA. Graliśmy wtedy ze Schizą, Loorą oraz Mono (wielki szarałt hahah). Kiedy przyszła pora na nasz występ, zauważyliśmy ze dosłownie CALY ten klub był wypełniony. Wtedy każdy z nas miał poczucie tego, ze jesteśmy naprawdę kimś w tym środowisku. Poczuliśmy ze nas lubią, nas znają, i ze ludzie naprawdę chcą chodzić na nasze koncerty.
Jest jakiś moment w waszym życiu – indywidualnie lub jako zespół – który odcisnął piętno na tym, jak brzmicie dzisiaj? Jakaś sytuacja, która was przełamała lub wyostrzyła?
Dosyć długo rozmawialiśmy na ten temat z chłopakami, i się okazało że Janek ma dosyć ciekawe wspomnienia co do tego wątku. Jak jeszcze byliśmy w poszukiwaniu basisty, zaprosiliśmy Janka na przesłuchanie. Jan uznał ze to była jego szansa na bycie częścią czegoś wielkiego, i 3 dni przed przesłuchaniem nauczył się techniki slapu na basie. To wpłynęło na kilka naszych numerów, na przykład na wyżej wspominamy Reborn – przed breakdownem w tej piosence jest buildup właśnie z takim funkowanym slapem Janka, co dodało pewnego spice’u do naszej muzy.
Jak radzicie sobie z presją świata, który chce wszystko zamknąć w algorytmy, lajki, feedy? Macie plan, jak pozostać sobą w tej maszynie?
No cóż, nie możemy powstrzymać rozwój świata i rozwój technologii oraz algorytmów więc staramy się używać algorytmy jako narzędzie do promocji swojej twórczości. Myślę, że obecnie, akurat liczba lajków i obserwujących na Instagramie bądź Tik Toku decyduje o popularności zespołu. Nie czujemy jakiejś presji świata, tylko korzystamy ze wszystkich możliwości które daje nam ta “maszyna” heh.
Wolicie grać dla ludzi, którzy znają was od pierwszego numeru, czy dla tych, którzy dopiero was odkrywają? Gdzie jesteście bardziej „na krawędzi”?
Na to pytanie odpowiem tak – jako że jeszcze nie mamy nic wydanego, to w większości ludzie nie kojarzą nas z muzy, tylko z energii, którą oddajemy na koncertach. Oczywiście mamy tych kilka OG fanów którzy są z nami od pierwszego gigu XD, ale generalnie, nawet jakbyśmy mieli coś wydanego, to i tak byśmy woleli grać dla każdego, nawet dla tych, co nas nie kojarzą. Lubimy grać, lubimy skakać, lubimy się bawić i chcemy żeby jak najwięcej ludzi się z nami bawiło!
Co was najbardziej motywuje, a co najbardziej przeraża w byciu zespołem w 2025 roku?
Szczerze powiedziawszy, przeraża nas pojawienie się AI w świecie muzycznym. Znaczy, wiadomo że rano czy późno to miało się stać, ale bardziej nas przeraża to że ludzie rzeczywiście słuchają muzyki tworzoną przez SI i mogą nawet o tym nie wiedzieć. Strasznie nam się nie podoba to że taka “twórczość” ma dosyć duże zasięgi, czego być nie powinno naszym zdaniem, bo to zabija sztukę. Ciągle staramy się walczyć ze sztuczną twórczością i zwiększać świadomość co do muzyki, generowanej przez AI. Uważam że mieć swój zespół przy rozwoju SI oraz technologii to jest coś wyjątkowego i rzeczywiście coś dobrego, trochę się czuję jako ratownik sztuki i świata xD. Z rzeczy pozytywnych to w świecie mediów jest również łatwiej bo jest więcej opcji co do promowania zespołu i rozpowszechniania swojej twórczości. Viva la Arte!

Co was wkurza w dzisiejszej muzyce? Czego macie dość, co was zniesmacza, a co inspiruje na przekór trendom?
Hah, dzisiaj chyba dużo będziemy mówić o AI xDD. Ale tak naprawdę to warto zaznaczyć że sztuczna twórczość powinna motywować bandy do działania i do robienia własnej muzy, bo właśnie to jest najważniejsze w sztuce. Ludzie powinni doceniać starania prawdziwych kapel i wiedzieć czego słuchają. Ale oprócz AI to jeszcze wkurzają pozerzy, którzy udają że się znają na jakimś zespole, ale tak naprawdę to kojarzą 1-3 piosenki. Właśnie to inspiruje nas na przekór trendom.
Jaka jest najdziwniejsza rzecz, którą ktoś wam powiedział po koncercie?
Hmm, tutaj akurat nie wiemy. Różne rzeczy były mówione w nasz adres, ale mamy kilka najbardziej wyróżniających się, może nawet trochę oczywistych. Np byl taki moment, kiedy perkusista zespołu Fifth Column (szaralt!) powiedział na mnie Młody Chester Bennington, bo mój wokal jest trochę inspirowany nim rzeczywiście. Wokalista wspomnianego wcześniej zespołu Babajaga kiedyś nam powiedział że nasza muza brzmi tak jakby Drowning Pool i Deftones urodzili dziecko, co jest dosyć dziwne, ale nawet trafne hahah.
Gdybyście mieli zagrać wspólny numer z jednym zespołem z waszej muzycznej przeszłości – kto by to był i jaki kawałek byście razem zrobili?
Myślę że dostanie Pan dosyć nie oczywistą odpowiedź na to ciekawe pytanko – chcielibyśmy zrobić wspólny kawałek z zespołem Snot. Ostatnio się wkręcamy w takie ciężkie funkowe brzmienia, które właśnie ma Snot i dużą inspirację mamy tym bandem generalnie. Tak samo jak i RHCP bardzo szanujemy ich jako muzyków, i uważam że nasze brzmienia fajnie by się zgrały na naszym wspólnym numerze. Spoczywaj w pokoju, Lynn Strait.
Są zespoły, które planują 5 lat do przodu, i takie, które działają z dnia na dzień. Gdzie jesteście wy? Macie w głowie długą drogę, czy raczej skupienie na tym, co tu i teraz?
Hmm, generalnie to nie mamy jakichś aż tak konkretnych planów na kilka lat do przodu, na taki okres czasu po prostu narzucamy baaardzo ogólne pomysły, na przykład żeby w 2026 zagrać gdzieś poza Warszawą albo nawet ruszyć w traskę itp. Na razie, to planujemy na parę miesięcy do przodu. Będzie sporo koncertów w listopadzie, także szykujcie się!

Jak chcecie, żeby brzmiał wasz debiutancki album – jeżeli planujecie? Będzie surowszy, bardziej koncepcyjny, zaskakująco liryczny czy jeszcze bardziej agresywny?
Wypowiem się też trochę bardziej ogólnie, żeby też nie zaspoilerować jakoś za dużo hahah, chcielibyśmy odrodzić pierwotne brzmienie nu-metalu – takie jak pierwsze albumy Korna, Limp Bizkit, Deftones czy Slipknot. Stawiamy na mega surowe brzmienie i autentyczność, no i różnorodność. Również chcemy żeby to był album, który się zapamięta na długo i do którego chciałoby się wracać i słuchać od nowa. Będzie sporo niespodzianek od nas, so stay tuned;)
Jaki byłby wasz dream slot koncertowy – konkretny festiwal, scena, miasto, gdzie i z kim na backstage’u?
Czas na to aby trochę pomarzyć hahah. Bardzo fajną okazją dla nas by byl występ na festiwalu w stylu Live Aid, mieć wypełniony Wembley Stadium w Londynie, żebyśmy grali mniej więcej o 20:00. A na backstage’u byśmy mieli zespoły, na których się wychowaliśmy, czyli Deftones, Korn, Linkin Park, Slipknot, Alice in Chains, Pantera. Wiem, że to są tylko marzenia, ale tak naprawdę nie są. Trzeba pamiętać, że jeśli naprawdę czegoś chcesz i wierzysz w siebie i swój team, to wszystko się uda.
Jaki moment byłby dla was symbolem sukcesu – takim, w którym moglibyście powiedzieć: „OK, to się wydarzyło, nie było na darmo”? Pełna płyta? Tłum na koncercie? Jeden listy od słuchaczy?
Dla nas, jako zespołu z podziemia, symbolem sukcesu byłaby stabilność finansowa. Żebyśmy wiedzieli, że osiągnęliśmy sukces i mamy zaufaną bazę fanów, która będzie ogromnym tłumem przychodzić na nasze koncerty i śpiewać w unison nasze piosenki! Również marzymy o tym, żeby zrobić soundtrack do filmu, to byłoby serio mega. Wiemy, że to są dosyć oczywiste rzeczy, ale jaki zespół by tego nie chciał?
[Nu-Metal Band/Warsaw, PL]
@evzhenya.karpov
@__i_am_aloha__
@shecalledmecheetos
@mati_kierownik
Nadchodzące koncerty
Rozmawiał : K.D
Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i rozprzestrzenianie artykułu bez zgody autora jest zabronione!
Prawo chronione przez ustawę z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych: Dz.U. z 1994 r. Nr 24, poz. 83









