Skromny film Kohei Igarashiego Super Happy Forever jest jedną z najbardziej zaskakujących perełek tegorocznego 25. Międzynarodowego Festiwalu Filmowego BNP Paribas Nowe Horyzonty. Wyjątkowo kameralny obraz mało znanego reżysera ujmuje precyzją scenariusza, autentyzmem gry aktorskiej, a także prostotą i powściągliwością w mówieniu o ludzkich stanach emocjonalnych oraz uniwersalnych tematach, przekraczających wszelkie bariery kulturowe, geograficzne czy narodowościowe.
W pierwszych minutach filmu zostaje nam przedstawiona postać Sano (Hiroki Sano) – młodego mężczyzny, który wraz ze swoim przyjacielem Miyatą (Yoshinori Miyata) przebywa w nadmorskim, eleganckim hotelu. Główny bohater wydaje się przygnębiony, apatyczny i w dużej mierze zobojętniały na swoje otoczenie, zaś jego towarzysz nieudolnie próbuje wyrwać go z obecnego stanu. Już na tym etapie autor zawiera w obrębie kadrów oraz w lakonicznych dialogach pewne tropy i zagadki, na których wyjaśnienie przyjdzie nam jeszcze poczekać. Czemu bohaterowie wybrali pokój numer 819? Dlaczego Sano zwraca szczególną uwagę na leżący w pomieszczeniu długopis? Z jakiego powodu poszukuje on czerwonej czapki z daszkiem, którą ponoć zgubił w hotelu podczas wizyty 5 lat temu?
Odpowiedzi na większość z tych tajemnic udzieli dopiero długa retrospekcja następująca mniej więcej w połowie utworu, podczas której cofamy się w czasie o wspomniane 5 lat, aby poznać początek relacji Sano z jego niedawno zmarłą we śnie żoną Nagi (Nairu Yamamoto), poznaną wówczas w tym samym hotelu. W tej części filmu to ona znajduje się w centrum opowieści, a wraz z obserwacją zabawnych, czułych interakcji bohaterów, stopniowo zaczynamy dostrzegać znaczenie pojawiających się wcześniej rekwizytów, miejsc, słów i lejtmotywów – jak odnosząca się do losów postaci piosenka Beyond the Sea Bobby’ego Darina lub przywołana już tandetna czapka z przydrożnego straganu, której czerwień wyraźnie wybija się na tle błękitu morza, mroku nocy czy ciemnych włosów Nagi. Samo przejście do retrospekcji zostaje wprowadzone wyjątkowo subtelnie, niewyraźnie, jakby bez wychodzenia z bieżącej płaszczyzny czasowej. Takie rozwiązanie wprowadza widza w chwilową konfuzję, sugerując zarazem niesłabnącą bliskość przeszłości z teraźniejszością, ciągłą żywotność wspomnień i minionych wydarzeń. Oglądanie pełnej wdzięku, energicznej, zabawnej bohaterki ze świadomością jej nieodległej śmierci oraz de facto nieobecności podbija też ładunek emocjonalny filmu, podkreślając nieustająco powracający w nim motyw nietrwałości ludzi i rzeczy.

Trudno jednoznacznie określić konwencję, w jakiej utrzymany jest film Igarashiego. Początkowo wydaje się ona bliska poetyce slow cinema – z przynależnym mu niespiesznym tempem, długimi ujęciami, oszczędną ekspresją aktorską, niedopowiedzeniami oraz szeroko pojętą ciszą, manifestującą się zarówno w nielicznych dialogach, jak i oszczędnie używanej muzyce ilustracyjnej. Z czasem do opowieści wkrada się coraz więcej subtelnie podanego komizmu, a segment pokazujący narodziny uczucia Sano i Nagi ma momentami charakter komedii romantycznej – ukazywanej niezmiennie minimalistycznie, bez ckliwego tła muzycznego czy nachalnie eksponujących emocje zbliżeń na twarze postaci. Choć wrzucenie Super Happy Forever do kategorii rom-com lub love story nie oddaje w pełni uroku filmu i nieco go deprecjonuje, to pozwala też lepiej dostrzec jego wyjątkowość na tle innych, podobnych gatunkowo i tematycznie produkcji. Autor przedstawia tu bowiem uczucia między bohaterami bez jakichkolwiek scen cielesnego kontaktu Sano i Nagi – obfitych pocałunków czy padania sobie w objęcia. Nie ma tu także dialogów pełnych rzewnych wyznań lub innych wydarzeń, które mogłyby sprawiać wrażenie taniego szantażu emocjonalnego wobec widowni.

Pomimo fabularnej prostoty i zaledwie garstki postaci, które biorą udział w filmowych interakcjach, Super Happy Forever obejmuje tematycznie większość najbardziej ponadczasowych ludzkich problemów i doświadczeń – jak np. ból samotności, ulotność życia, przypadkowość losu człowieka, miłość czy czas, a wraz z nim pamięć, wspomnienia, przemijanie. Udaje się to między innymi dzięki bogactwu detali oraz skupieniu opowieści na zwykłych, błahych czynnościach, poprzez które rozwija się relacja Sano i Nagi. Momenty celebracji prozy życia i prostych, wspólnych aktywności są już od dawna spotykane wśród mistrzów kina japońskiego, jak Yasujirō Ozu czy Hirokazu Koreeda, z których dziełami Super Happy Forever bywa porównywane. U Igarashiego są one o tyle wyjątkowe, iż – tak jak cały film – wydają się być słabiej umocowane w japońskich realiach, co sprzyja uniwersalizacji historii i pomaga zagranicznemu widzowi w utożsamieniu się z bohaterami. Opowieść o dwójce nieznanych sobie osób, między które podczas podróży niespodziewanie wkrada się uczucie, może też budzić skojarzenia z Przed wschodem słońca (1995) Richarda Linklatera. Jednak pod względem języka filmu, a także poziomu autentyzmu i sentymentalizmu, obydwie produkcje zdają się reprezentować zupełnie inne aspiracje.
Hasło tegorocznych Nowych Horyzontów brzmi „Kino, które zmienia”. Oczywiście pozwala się ono interpretować na różne sposoby, a owa zmiana odnosić zarówno do pozafilmowej rzeczywistości, jak również widzów czy samego kina. Super Happy Forever to wybitne kino, które faktycznie dwojako zmienia oglądającego. Po pierwsze, skłania go do powrotu – powrotu pamięcią do przypadkowych, banalnych, pozornie nieistotnych momentów, które ukształtowały nasze przeżywanie rzeczywistości i relacje z innymi. Są to najczęściej chwile ciszy, drobnych gestów, chwile niezbyt efektowne, mało doniosłe, a z perspektywy globalnej tak samo obojętne i niezauważalne, co dla obcego człowieka. Z kolei ci, którzy sami ich doświadczyli, mogą wiązać z nimi obecność bliskich osób lub określone stany emocjonalne, rzutujące na ich późniejsze życie i patrzenie na świat – tak jak dzieje się to u bohaterów Igarashiego. Po drugie, jego film wyostrza naszą uwagę na obecne wokół, ledwo dostrzegalne drobnostki, mogące zadecydować o naszej przyszłości i tytułowym – choć trudno osiągalnym na wieczność – szczęściu.









