#wtonacjirecenzji: „Narodziny floty”, czyli dlaczego warto poznawać awangardowe dzieła

In Literatura, Recenzje

Słysząc o tym, że zostaje wydana nowa powieść związana z serią „Zaginiona flota”, nie można przejść obojętnie wobec tej nowiny. I choć rzadko zaglądam do świata fantastyki, tak dzięki amerykańskiemu autorowi ani razu nie żałowałem poznania się z dziełami tego gatunku, które były opatrzone jego nazwiskiem. Kto jak kto, ale Hemry piszący tę powieść pod nazwiskiem Campbell, „umi w literaturę fantasy”.

fot. Fabryka Słów

Warto zaglądać do świata awangardy?

Oczywiste jest, że tak. Od czasu do czasu dobrze jest zanurzyć się w świecie nieoczywistym, którego akcja dzieje się w nierealistycznym miejscu. Powody tego typu zanurzania się w głąb tych klimatów, można się jedynie domyślać. I nie na nich skupię się w tej recenzji. Tenże tekst powstaje z racji tego, że Jack Campbell wrócił do świata „Zaginionej floty” z nową, pełną akcji serią, w której przedstawia początki Sojuszu.

Czym wyróżnia się warsztat tego autora na tle pozostałych?

Już sam opis tego tytułu mówi nam o tym, że sięgając po nią, spotkamy się z czymś, czego wyobrażenie przychodzi nam z trudem. Prawdą jest, że niejednokrotnie pisarze i autorzy innych publikacji, niż powieści podejmowali się tematu, jakoby Ziemia przestała być centrum wszechświata. Jednak mało kto czynił to w tak umiejętny sposób, jak John Hemry, piszący pod pseudonimem Jack Campbell. Amerykański pisarz doskonale wie, jak opowiedzieć tego typu historię, nie tylko tworząc pełną napięcia fabułę, ale również naukowo opowiedzieć o zależnościach, jakie wpływają na tworzenie tego typu świata. Tego typu łączenie wartkiej akcji z naukową wiedzą, wyróżnia znacząco jego utworu od pozostałych publikacji. A to zaledwie jedna z cech jego warsztatu, która jest godna docenienia.

Jednak, czy rzeczywiście warto?

Jak pisałem wyżej, dlatego właśnie warto zaglądać do tajemniczego świata awangardy, nawet jeżeli z pozoru nieoczywisty świat wydaje się nam całkowicie obcy. Podejrzewałem, że mnie jako fanowi innych gatunków literackich, z trudem przyjdzie w gryzienie się w zrozumieniu sensu fabuły. Jednak John Hemry zadbał o to, by moje wątpliwości okazały się daremne.

fot. Fabryka Słów

Zatracę się w historii?

Kolejną kwestią, którą odbiorca może poruszyć, a którą omówię w tym tekście, jest relacja między fabułą a tym, czy jest to pozycja, którą można nazwać sformułowaniem: „wciągająca”. Jeżeli ktoś z czytających chce zapoznać się z samym opisem, wystarczy kliknąć tenże link: https://wtonacjikultury.pl/2021/09/16/wtonacjipromocji-narodziny-floty-awangarda-tom-i-czyli-czas-poczatku-sojuszu/.

Od razu „wgryzę się” w fabułę?

Tak postawić pytanie może każdy odbiorca, który zastanawia się, czy nabyć „Narodziny floty Awangarda tom I”. Jaka jest odpowiedź? Twierdząca, a zarazem rozwiewająca wszelkie wątpliwości. Począwszy od zdania: „Niesamowicie było oddychać powietrzem nowego świata ze świadomością, że tutejszy tlen nie podtrzymywał jeszcze ludzkiego życia”, przenosimy się do krainy, którą z czasem odkrywamy. John Hemry piszący pod pseudonimem Jack Campbell zadbał w najmniejszych szczegółach o to, by w subtelny sposób nawiązywać do jednej z wizji początków świata. I dokonał tego na tyle umiejętnie, że z początku z trudem przychodzi uwierzenie, że opowiada o alternatywnej rzeczywistości.

Dlaczego?

Na tę kwestię nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Z jednej strony dlatego, że przedstawiony świat jest właśnie zarówno surrealistyczny, jak i dający złudzenie na temat jego prawdziwości. Z drugiej dlatego, że sąsiednie światy wydają się zarówno nam odległe, jak i bliskie. Patrząc z jeszcze innej perspektywy, odkryjemy następne sposoby patrzenia na krainy, które opisał autor w „Narodzinach floty Awangarda tom I”. Tak czy owak, ten tytuł zasługuje na nazwanie go mianem nieszablonowego. I niestety nie ma jednej definicji na temat tego, dlaczego tak jest… Najprościej można, by rzecz, że dlatego, iż każdy znajdzie w niej coś dla siebie. Jednak to sformułowanie wygląda na zbyt banalne względem publikacji, jaka wyszła spod ręki wspominanego amerykańskiego pisarza.

fot. Fabryka Słów

Podsumowanie, czyli dlaczego powinienem przeczytać tę książkę?

Uważam, że jest ona ważna zauważenia przez każdego miłośnika literatury, ponieważ pierwszy tom związany z „Narodzinami floty” odpowiada na znacznie więcej pytań, niż tylko na te związane z podróżami międzyplanetarnymi. Utrudniające odczyt przekazu jest to, że poza Ziemią nie żyje się w symbiozie z otoczeniem i innymi postaciami, tylko jak na naszej planecie, są stale prowadzone wojny… Co jednak w za dużym stopniu, moim zdaniem, wpływa na myślenie, że wystarczy udać się poza Ziemię i, by móc cieszyć się innym życiem, niż na tej planecie. A czyż nie tego poszukują ci, którzy pragną lub lecą w kosmos?

Tak więc o czym „opowie” mi ten tytuł?

Kiedyś sądziłem, że to właśnie tego typu kwestiom najwięcej uwagi poświęca się dzieło z zakresu fantastyki i fantasy. Jednak dzięki publikacjom takich autorów, jak np. John Hemry przekonuję się, że coraz częściej opowiadają one o naszym życiu. Oraz, że są przestrogą, do czego lada moment może dojść… I nie, nie piszę tu o nawiązywaniu do kolejnych pandemii, przez które ludzkość zostaje zmuszona opuścić planetę o nazwie Ziemia. Chociaż…

Z jakimi wizjami autora się spotkam, sięgając po tę książkę?

Tak czy owak, pierwszy tom „Narodzin floty Awangarda” to utwór, który edukuje oraz dlaczego tak drogocenne jest życie. W czasie odbioru lektury przeszkadzało mi to, że momentami pojawiały się wizje na ten temat podążające w zbyt mrocznym kierunku… Jakim? Wystarczy zapoznać się z tą książką, którą możecie kupić, chociażby na stronie wydawnictwa, którym jest Fabryka Słów.

Jaką wystawisz notę?

Na tak postawione pytanie, odpowiem najkrócej, jak to możliwe: stawiam zdecydowanie notę siedem i pół na dziesięć. Stawiam na taką ocenę, ponieważ z jednej strony otrzymujemy solidną pozycję pod względem warsztatowym, ale jednocześnie, chociaż opowiadającą o fantastycznym świecie, tak „dziwnie” odnoszącą się do tematów, które znamy z codziennego życia. Poza tym, kiedy już się zagłębiamy momentami w mrok tej powieści, tak niemalże z marszu możemy wpaść w tzw. pułapki ciemności. I dlatego, choć warto poznać tę pozycję, tak ostrzegam, że należy być czujnym w czasie jej lektury. Albo wychodzi właśnie moje upodobanie na temat tego, że nie za bardzo lubię być „prowadzonym za rękę” przez autora przez całą powieść.

Join Our Newsletter!

Love Daynight? We love to tell you about our new stuff. Subscribe to newsletter!

You may also read!

#wtonacjipromocji: „Będziesz tego żałować”, czyli czas na nieszablonową serię

Tym razem w serii tekstów promocyjnych przedstawiamy Wam najnowszą powieść Alicji Sinickiej. Autorka udowodniła, że mimo, że od lat

Read More...

#wtonacjipromocji: „Utracony element”, czyli jak czasami przedmiot potrafi łączyć ludzi

Tym razem w serii tekstów promocyjnych przedstawiamy Wam najnowszą powieść Adrianny Rozbickiej. Autorka udowodniła, że potrafi po mistrzowsku prowadzić

Read More...

#wtonacjipromocji: „Niewybaczalne”, czyli Izabela Janiszewska wraca na salony!

Tym razem w serii tekstów promocyjnych przedstawiamy Wam najnowszą powieść Izabeli Janiszewskiej. Autorka po raz kolejny udowodniła, że thriller

Read More...

Leave a reply:

Your email address will not be published.

Mobile Sliding Menu