Czy przyszłość realizuje się na naszych oczach już teraz? Czy świat rzeczywiście opiera się na manipulacjach, na które wolimy nie zwracać uwagi? I czy zło może przybierać formy dobra? Na te wszystkie pytania odpowiada debiutancka książka Marka Adama Grabowskiego „Ogrody ciszy”.
O tym, jak rozumieć jej tytuł, o kłamstwie i psychologii, i współczesnym chaosie mówi sam autor.
Tytuł „Ogrody ciszy”, od pierwszego zetknięcia się z nim, przywołuje skojarzenia z czymś błogim, pięknym, spokojnym, wypełnionym harmonią, być może nawet czymś na tyle dobrym, że aż niedoścignionym. Współcześnie trudno o taki stan. Czy jednak to właściwe znaczenie tytułu? Czy nie jest on aby przewrotny? Przecież okładkę zdobi obraz rażący śmiercią…
Pierwsze pytanie jest bardzo ciekawe. Owszem tytuł jest przewrotny i ma celowo kontrastować
z makabryczną okładką. Ogrody kojarzą się z czymś miłym, mnie osobiście z ogrodami Edenu czyli bezpiecznym początkiem. Cisza to spokój. Tytuł ma ukazywać to, iż całe zło jest ukryte. Czasami sami nie zauważamy go dla własnego świętego spokoju. W tym kontekście też można go odczytywać.
Tworzy Pan obraz antyutopii. Cała powieść jest mocno makabryczna. Jednocześnie klasyfikuje ją Pan także jako powieść psychologiczną. To dość złożone połączenie. Skąd ono się wzięło? Co Pana zainspirowało do jej napisania?
Zacznę od pierwszego. „Ogrody ciszy” pozycjonuję jako antyutopię, soft si-fi i powieść psychologiczną. Jest to ciekawe i kompatybilne połączenie. Chodzi o wykorzystanie motywów fantastycznych dla refleksji nad ludzką psychiką.
Drugie pytanie jest ważniejsze, ale i bardziej złożone. Studiowałem m.in. resocjalizację. Na pierwszym roku mieliśmy przedmiot (niby prawniczy, a tak naprawdę kryminologiczny) „Teoria kary”. Tam profesor uczył nas, że kara jest formą przykrości. Na drugim roku pojawił się przedmiot „Psychologia resocjalizacji”, tam uczono nas, że trzeba więźniom tłumaczyć, iż kara jest dla ich dobra. Poczułem
w tym pewną niespójność. Wręcz zachętę do manipulowania więźniami. Przypomniało mi się, jak
w gimnazjum, kiedy chorowałem na depresję, szkolna psycholog mówiła mi, że szkoła jest dla mojego dobra. W końcu trafiłem do prywatnego terapeuty, który po miesiącu oczekiwania i wystawieniu wysokiego rachunku moim rodzicom, powiedział tylko, że szkołę trzeba zmienić. I wtedy, na studiach, pojawiły się myśli czy mam okłamywać moim podopiecznych tak, jak mnie kiedyś szkolna psycholog? Może kiedyś nawet w obozach koncentracyjnych będą tacy kłamiący psycholodzy? Nagle spostrzegłem, że to mogłaby być dobra książka.
Jak Pan sądzi, czy „Ogrody ciszy”, mimo iż są wizją przyszłości, można odnieść do aktualnej rzeczywistości?
Tego pytania chyba nie dało się uniknąć. Wśród znajomych spotkałem się z sugestiami, że to krytyka obecnego lewactwa, rządów PiS-u czy napaści Putina na Ukrainę. A przecież pomysł narodził się już
w 2013 roku! Nie bulwersują mnie jednak takie opinie. Każdy człowiek ma własne obawy i odnajduje je w tej książce. To pokazuje jej uniwersalność. Chociaż w kilku dygresjach odniosłem się do współczesnych sporów, to moja powieść nie jest głosem w żadnej aktualnej sprawie. Jednak dobrze wpisuje się w obecne niepokoje. Covid, wojna rosyjsko-ukraińska, ludobójstwo chrześcijan, jazydów
i Kurdów na Bliskim Wschodzie, globalne ocieplenie, kryzys migracyjny i (z ostatnich dni) czystki etniczne w Górskim Karabachu to tylko niektóre przykłady w jak „ciekawych” czasach żyjemy. Nakłada się to na kryzys demokracji. Zachodnia demokracja kojarzyła się z chrześcijańskimi wartościami, dobrobytem i z poczuciem wspólnoty. Zostało z tego nic! Reasumując – „Ogrody ciszy” nie są próbą włączenia się do aktualnych dyskusji i kłótni, ale oddają silne emocje, które im towarzyszą.
Czy ten początek Pańskiej literackiej przygody będzie miał swoją kontynuację? Czy powstaną kolejne powieści?
Będę tworzył następne książki. Będą inne tematycznie, ale dotykające tych samych problemów. Jednak nie będzie „Ogrodów ciszy 2”. Chociaż mam pomysły, to jednak wolę pozostawić czytelnika
z niedosytem. Niech sam sobie dopowie, co będzie potem…








