#wtonacjirecenzji. „Nie da się” nie istnieje: „Wszystko, co sobie wymyślisz. Peter Jackson i jego Śródziemie” – epicka biografia filmowego szaleńca z misją

In Literatura, Recenzje

Zanim przejdę do samej recenzji, uczciwość wymaga, bym się odsłonił. Nie jestem obiektywny. I nigdy nie zamierzałem być. Jestem fanem. Takim przez wielkie F jak Frodo. Władca Pierścieni to dla mnie coś więcej niż książka czy seria filmów.

To rytuał, język, krajobraz mojego wewnętrznego świata. To coś, do czego wracam co roku jak pielgrzym – zawsze w gronie dwóch przyjaciół, zawsze w wersji rozszerzonej, zawsze w oryginale. I zawsze z takim samym dreszczem przy scenie, gdy Gandalf mówi „YOU SHALL NOT PASS!”. Więc gdy tylko usłyszałem, że Ian Nathan – człowiek z Empire, czyli pisma, które przez lata dostarczało mi filmowych złotych strzałów do żyły – pisze książkę o Peterze Jacksonie i jego Śródziemiu, nie miałem wyboru. Książkę kupiłem w ciemno. Wciągnąłem ją w jeden weekend jak głodny elf lembasy. Ale nie było to doświadczenie jednoznaczne. Ta książka ma dwie twarze. Jak Gollum. I o tym właśnie jest ta recenzja.

mockups-design.com

Część I: Geniusz, który zbudował Śródziemie z plastiku i szaleństwa

Pierwsze rozdziały książki to czyste złoto. Nathan zaczyna opowieść jeszcze przed Śródziemiem, zanim ktokolwiek mógłby przypuszczać, że ten pulchny chłopak z Nowej Zelandii stanie się reżyserem jednej z największych trylogii filmowych w historii. Opowiada o dziecięcych eksperymentach z kamerą 8 mm, o „Bad Taste” i „Martwej Zmorze” – produkcjach tak absurdalnie amatorskich i pełnych pasji, że aż chce się wstać i bić brawo. To nie był chłopak z koneksjami. To był outsider. Freak. Samouk.

Nathan świetnie pokazuje, że Jackson nie był urodzonym fanem Tolkiena. On nie wychowywał się z Silmarillionem pod poduszką. Jego droga do Śródziemia nie była liniowa ani oczywista. Ale kiedy już tam dotarł – rzucił się w to jak berserk. Z pasją, której nie sposób podważyć. To właśnie ta droga, to nagłe, ale pełne zaangażowania wejście w świat Tolkiena, sprawiło, że trylogia LOTR powstała z potrzeby stworzenia czegoś niewyobrażalnego.

Część II: Władca produkcji – czyli jak się robi rzeczy niemożliwe

Książka rozkwita najbardziej w momencie, kiedy zaczyna opowiadać o właściwej produkcji „Władcy Pierścieni”. Nathan nie tylko relacjonuje wydarzenia – on je rekonstruuje, z wyczuciem dramaturgii i kinofilskiego smaku.

Dowiadujemy się o:

  • walce o finansowanie – kiedy przez długi czas nie było wiadomo, czy projekt w ogóle ruszy;
  • szaleńczym planie kręcenia trzech filmów jednocześnie – co do dziś jest uważane za akt szaleństwa i geniuszu;
  • castingach, które dziś są legendą – jak decyzja o zatrudnieniu Viggo Mortensena dosłownie na dzień przed zdjęciami;
  • ręcznej robocie w Weta Workshop, gdzie każda kolczuga, każda klinga była tworzona z niemal religijną dbałością o detale;
  • problemach technicznych, pogodowych, logistycznych – takich, które zabiłyby każdy inny projekt. Ale nie ten.

To część książki, którą czyta się jak thriller. Jak wielką epopeję produkcyjną. I to, co najważniejsze: Nathan nie zatrzymuje się na powierzchni. On wnika w strukturę powstawania tych filmów, pokazując nie tylko fakty, ale i emocje, które im towarzyszyły. Pokazuje jak powstaje magia – nie z CGI, ale z potu, błota i piekielnie zdolnych ludzi, którzy uwierzyli, że „nie da się” nie istnieje.

Część III: Złote statuetki, plastikowe kontynuacje i utracony pazur

Po zakończeniu opowieści o premierze „Drużyny Pierścienia” i sukcesach „Powrotu Króla”, coś się w narracji łamie. Rozdziały o Oscarach, światowych premierach i dalszych projektach Jacksona – w tym trylogii „Hobbita” – tracą intensywność. Nathan przestaje być bezlitosnym kronikarzem, a zaczyna przypominać PR-owca. Obrona „Hobbita” to moment, w którym książka wypada z kursu. Twierdzenie, że trylogia „po latach broni się lepiej” brzmi jak zaklinanie rzeczywistości. Dla fana, który z bólem oglądał komputerową groteskę i brak spójności narracyjnej tej serii – to jak policzek. Tutaj Nathan traci wiarygodność i wchodzi na teren zbyt bezpieczny, zbyt poprawny. A przecież tak nie działa miłość fana – ona bywa brutalna. Szczera. Wymagająca.

Część IV: Struktura i chaos – czyli o narracyjnym Gollumie

Drugi poważny zarzut: chaos strukturalny. Nathan zdecydował się na podział tematyczny, co początkowo działa. Ale im dalej w las – a raczej: w Fangorn – tym bardziej czytelnik czuje się zagubiony. Wątki się przeplatają, czasem wracają, czasem przeskakują. Czasem coś zasygnalizowane jest w jednym rozdziale i dokończone sto stron dalej. To nie zawsze przeszkadza, ale momentami frustruje. Jakby ktoś opowiadał ci niesamowitą historię, ale co chwila przerywał, by wrzucić dygresję o kimś, kto właśnie przeszedł w tle.

Część V: Dlaczego mimo wszystko musisz to przeczytać

I teraz najważniejsze: mimo tych wszystkich zarzutów – to książka obowiązkowa.

  • Dla fanów Tolkiena – bo dowiedzą się, jak z niemożliwego zrobiono możliwe.
  • Dla miłośników kina – bo pokazuje, jak wygląda prawdziwa, krwawa i błotnista produkcja filmowa.
  • Dla marzycieli – bo przypomina, że wizja + upór + szczypta szczęścia = arcydzieło.
  • Dla twórców – bo demitologizuje sukces i pokazuje, że za każdą wielką rzeczą stoi masa potu, błędów i wątpliwości.

Ian Nathan zbudował książkę, która – pomimo swojej nierówności – pulsuje energią twórczą, która pchała Petera Jacksona do stworzenia czegoś, co na zawsze zmieniło popkulturę. To hołd, dokument i kronika w jednym. I choć miejscami zbyt miękki, zbyt grzeczny – to wciąż autentyczny. A dla fana – bezcenny.

Ostatnia myśl: wszechświat chciał tych filmów

Czytając tę książkę, trudno oprzeć się wrażeniu, że wszystko złożyło się zbyt idealnie, by był to przypadek. Jakby wszechświat sam ułożył się tak, by powstały te filmy. Jakby Tolkien z zaświatów machnął ręką i powiedział: „Dobra, dajmy im Jacksona”.

I za to wszystko – za tę magię, za ten trud, za ten sen, który się spełnił – chwała mu po wsze czasy.

Ocena końcowa: 9/10
Dla fanów: 10/10
Dla sceptyków: 7/10 i szansa, że zmienicie zdanie.

Za książkę dziękujemy :

Join Our Newsletter!

Love Daynight? We love to tell you about our new stuff. Subscribe to newsletter!

You may also read!

TWÓJ BILET TO 500 MIL NADZIEI! Best Film i Fundacja Słonie na Balkonie łączą siły na rzecz zdrowia psychicznego dzieci i młodzieży

Już w niedzielę, 6 września, odbędzie się wyjątkowa, ogólnopolska akcja charytatywna organizowana przez Best Film we współpracy z Fundacją

Read More...

Troll z Bornholmu rusza na wielką przygodę. „Kręciołek” od 21 sierpnia w kinach

Co może się wydarzyć, gdy ciekawski troll po raz pierwszy opuści bezpieczny podziemny świat? „Kręciołek” to pełna humoru, magii

Read More...

Leave a reply:

Your email address will not be published.

Mobile Sliding Menu