#wtonacjirecenzji. O czym za mało się mówi w recenzjach Świątyni kości?

In Kino, Recenzje

Kontynuacja zeszłorocznego 28 lat później Danny’ego Boyle’a zdążyła już zadowolić wielu miłośników swojego poprzednika, jak i przekonać sceptyków, podchodzących do jej seansu bez większych oczekiwań. W ich euforycznych komentarzach pojawia się wiele trafnych obserwacji, akcentujących najistotniejsze walory i wyjątkowość filmu, ale brakuje w nich podkreślenia jednego z aspektów produkcji – pozwalającego jeszcze lepiej dostrzec jej odrębność na tle współczesnego kina komercyjnego.

W poszukiwaniu człowieka w monstrum

Akcja 28 lat później – Część 2: Świątynia kości (reż. Nia DaCosta, 2026) rozpoczyna się zaraz po zakończeniu opowieści z poprzedniej części. Młody Spike (Alfie Williams) dołącza tutaj do grupy Lorda Jimmy’ego (rewelacyjny Jack O’Connell). Poza zaradnością i sprawnością w unieszkodliwianiu grasujących po Wielkiej Brytanii zombie, szybko okazuje się ona bandą sadystów – fanatycznie podporządkowanych woli swojego bezwzględnego lidera, terroryzujących i mordujących napotykanych ocalałych.

O krwawych poczynaniach sekty opowiada pierwsza linia fabularna filmu, druga zaś koncentruje się na znanym z poprzedniej części doktorze Ianie Kelsonie (świetny Ralph Fiennes). Jego wątek dotyczy głównie relacji mężczyzny ze znaną widzom postacią jednego z wyjątkowo silnych, niebezpiecznych mutantów z rodzaju „Alfa”, nazwanym przez Kelsona Samsonem. Doktor zaczyna wchodzić z zakażonym w dziwną, na poły przyjacielską relację, która pozwala mu ukoić samotność oraz stwarza okazję do przekonania się, czy w Samsonie ostały się jeszcze resztki człowieczeństwa i ludzkiego rozumu. Obydwie równolegle prowadzone ścieżki opowieści z czasem zaczynają się zazębiać, zmierzając do spektakularnego finału – słusznie określanego już w tym momencie mianem jednej z najlepszych sekwencji filmowych roku.

O stylu i tematyce Świątyni kości można przeczytać i usłyszeć mnóstwo celnych uwag, nierzadko nakierowanych na porównania filmu z zeszłoroczną, pierwszą częścią trylogii. Utwór wyreżyserowany przez Nię DaCostę faktycznie jest mniej dynamicznie nakręcony niż film Boyle’a – choć tutaj także pojawiają się momenty obfitujące w gwałtowną pracę kamery, nerwowy rytm i frenetyczny montaż. Zamiast zabawy  formą dostajemy bardziej przejrzystą akcję, silniej wyeksponowane kreacje aktorskie, świetnie sfunkcjonalizowane narracyjnie momenty spadku tempa oraz – paradoksalnie – okazję do podziwiania wielu naprawdę porażających estetycznie i emocjonalnie, niewidzianych dotąd w kinie obrazów. Kilkakrotnie DaCosta korzysta tu też z ujęć z punktu widzenia postaci, a korespondujące z ich wzrokiem spojrzenie kamery daje ogląd na rzeczywistość nie tylko poprzez ich zmysły, ale też przefiltrowaną przez aktualne stany mentalne bohaterów. Z kolei napisana ponownie przez Alexa Garlanda opowieść rzeczywiście sprawia tym razem wrażenie bardziej uporządkowanej, przemyślanej dramaturgicznie oraz nakierowanej na konkretny cel, wyrazistą puentę.

fot. materiały prasowe

28 lat później stanowiło wprowadzenie do opowieści o dojrzewaniu młodego Spike’a w postapokaliptycznej rzeczywistości, przedstawionej w kinie po raz pierwszy w 28 dniach później (2002) – także w reżyserii Danny’ego Boyle’a i na podstawie scenariusza Alexa Garlanda. Poza historią o nauce samodzielności, relacjach rodzinnych i wychowywaniu w warunkach ekstremalnych, film bywał odczytywany jako metafora sytuacji Wielkiej Brytanii po Brexicie – choć przyznam, że przykładanie do niego tego klucza interpretacyjnego nigdy nie było dla mnie przekonujące. Odnośnie Świątyni kości także pojawiają się głosy sugerujące lekturę filmu jako wypowiedzi o współczesności, ale bardziej uzasadnione, ciekawsze wydają się uniwersalne problemy, jakie podejmują tu twórcy. Poza dalszym poszukiwaniem dla siebie drogi przez Spike’a, wątek gangu Jimmy’ego ukazuje – często obecne w kinie postapo, lecz rzadko z taką błyskotliwością i brutalnością – cierpienie, fanatyzm i degrengoladę, jakie rodzą się w sytuacji gwałtownego rozpadu dotychczasowego porządku społecznego i systemu prawnego. Równolegle przedstawiane losy doktora Kelsona poruszają inne, wspomniane już tematy poszukiwania człowieka w potworze, tęsknoty za przyjaźnią i bliskością, pragnienia niesienia pomocy komuś w beznadziejnym położeniu. Problematyka obydwu linii fabularnych zgrabnie łączy się ze sobą w finale, gdzie obecny jest także inny istotny, zbyt rzadko komentowany motyw filmu – motyw przemocy.

fot. materiały prasowe

Bez znieczulicy

            W Świątyni kości przemoc nigdy nie jest jedynie atrakcją, efekciarskim elementem spektaklu przemocy w ramach postapokaliptycznego horroru (z wyrazistymi elementami czarnej komedii), jakim gatunkowo pozostaje film DaCosty. Akty przemocy w ogóle rzadko kiedy pojawiają się tu jako część widowiska ku uciesze spragnionej krwawej jatki publiczności, zawsze zaś stanowią istotny punkt fabuły – czynnik napędzający bieg wydarzeń, skutkujący zwrotem akcji i zmianą torów opowieści. Przemoc pomaga tu też scharakteryzować filmowe postaci, dopełnić ich portrety – określić status, ukazać cele i motywacje czy zademonstrować zdolności istotne dla uwiarygodnienia ich późniejszych losów. Nawet te najbardziej brutalne sceny z filmu – choć potrafią wprawić w dyskomfort widzów o naprawdę mocnych nerwach i wysokiej odporności na akcenty gore – nie mają na celu wyłącznie szokować ani epatować okrucieństwem dla wzbudzenia obrzydzenia u odbiorcy. Przemoc jest w nich nie tylko narracyjnie sfunkcjonalizowana, ale też oglądana bez znieczulicy – z potężnym ciężarem emocjonalnym, nie pochodzącym z płytkiego szokowania skalą drastyczności, a autentycznego przejęcia losem często bezbronnych ofiar. Ponadto przemoc dopełnia tutaj pozostałą wspominaną tematykę filmu – zwłaszcza tę dotyczącą wątku bandy Jimmy’ego oraz konfrontacji bohaterów w punkcie kulminacyjnym. Przemoc pomaga tu w końcu uwydatnić kontrast pomiędzy dwiema najważniejszymi postaciami z filmu, Jimmym i doktorem Kelsonem. Pierwszy z nich pragnie cierpienia innych, drugi próbuje ich od cierpienia uchronić. Jimmy pragnie władzy nad ludźmi i manifestuje ją dopuszczając się bestialskich zbrodni, znacznie straszniejszych od krzywd dokonywanych przez filmowe zombie. Kelson zaś szanuje odmienność, niezależność innych oraz ceni wartość ich życia, podejmując się odszukania tego co ludzkie nawet w przerażającym monstrum. Odmienność podejść do życia i rozbieżność systemów wartości dwójki bohaterów wyraża się zatem w ich stosunku do przemocy – zarówno wobec ocalałych, jak i zakażonych. Warto też zaznaczyć, iż choć przemoc stanowiła nieodłączny składnik opowieści we wcześniejszych odsłonach serii, nigdy nie miała w niej tak wielopoziomowego, doniosłego znaczenia, przy jednoczesnym ekstremalnym poziomie brutalności i niemal całkowitym odarciu z funkcji krwawej atrakcji, typowej dla produkcji o zombie.

fot. materiały prasowe

Horror roku?

            Już w tym momencie Świątynia kości jest określana przez wielu mianem najlepszego horroru tego roku. Może się to wydawać przedwczesna prognoza, jednak biorąc pod uwagę nieprzeciętne walory realizacyjne filmu, jego pomysłowość w warstwie audiowizualnej, tematyczną pojemność, otwartość na interpretacje, a także nadchodzące w najbliższym czasie premiery filmów grozy – utwór DaCosty i Garlanda istotnie ma szansę trafić do kinowej topki 2026 roku. To horror przerażający nie samymi jump scare’ami czy segmentami o charakterze gore, ale przede wszystkim grozą ludzkich zachowań – nie epatujący przemocą ani jej nie estetyzujący, a czyniący z niej jeden z najważniejszych tematów filmu, motorów akcji i czynników dookreślających portrety ekranowych bohaterów. Aby jednak czerpać w pełni satysfakcję z jego seansu potrzebna jest – co akcentuje wielu innych recenzentów – znajomość wcześniej części serii, najlepiej poprzedzonej także lekturą inicjującej cykl produkcji z 2002 roku. Dla kogoś może to stanowić słabość Świątyni kości, dla mnie jednak jest kolejnym przejawem pójścia twórców w kontrze do odbiorczego wygodnictwa i przyzwyczajeń współczesnej widowni – w tym przypadku do możliwości oglądania przynależących do danej serii filmów w dowolnej kolejności, bez obawy o chwilowy dyskomfort czy niezrozumienie, z wszystkimi istotnymi informacjami podanymi na tacy. 28 lat później – Część 2: Świątynia kości wymaga wcześniejszego poznania uniwersum Alexa Garlanda i zachowania w pamięci przynajmniej wydarzeń z zeszłorocznego, pierwszego rozdziału historii o Spike’u. Warto poczynić ten „wysiłek”, aby móc jak najlepiej zrozumieć i docenić wartość tego niezwykłego horroru, mającego szansę na zapisanie się na stałe w historii kina grozy.  

Join Our Newsletter!

Love Daynight? We love to tell you about our new stuff. Subscribe to newsletter!

You may also read!

STRASZNY FILM NAJBARDZIEJ BEZCZELNA PARODIA HORRORÓW JUŻ OD 28 WRZEŚNIA NA BLU-RAY™ I 4K UHD™!

Seria, która od ponad dwóch dekad bezlitośnie wyśmiewa największe hity kina grozy, wraca do swoich korzeni. Straszny film ponownie

Read More...

„Podręcznik dla superbohaterów” 

Animowany, film familijny „Podręcznik dla superbohaterów” (tyt. oryginalny: „Handbok för superhjältar”) produkcji szwedzko-norweskiej, to ekranizacja niezwykle popularnej serii komiksów i książek

Read More...

„Rolling Loud. Film”: wielka, odważna i przezabawna komedia koncertowa

„Rolling Loud. Film” (w kinach od 2 października) to komediowa historia inspirowana prawdziwymi przeżyciami scenarzysty i reżysera Jeremy’ego Garelicka,

Read More...

Leave a reply:

Your email address will not be published.

Mobile Sliding Menu