#wtonacjirecenzji. Spoilerowo o drugim sezonie Klangora, który – niestety – się posypał …

In Recenzje, Seriale

Tegoroczna kontynuacja kapitalnego polskiego serialu kryminalnego – powstała niemal pół dekady po premierze pierwszego sezonu – wiązała się ze sporymi oczekiwaniami ze strony fanów, a podczas pierwszych odcinków prezentowała się naprawdę obiecująco. Niestety szybko scenariusz produkcji zaczął zmierzać w dziwne, niezgodne z początkowymi zapowiedziami kierunki, a rozwiązanie intrygi i pozostałych wątków w finałowym epizodzie pozostawia z goryczą rozczarowania oraz nieodpartym wrażeniem zmarnowanego potencjału.

Inna opowieść, jedno uniwersum

            W punkcie wyjścia drugiego sezonu Klangora (twórca: Kacper Wysocki, reżyseria: Łukasz Kośmicki) Helena Zdun (Małgorzata Gorol) wraca z Berlina do Świnoujścia, aby odnowić relację z nieodwiedzaną od lat, dorosłą już córką Wiktorią (Mary Pawłowska). Dawno temu ich relacja legła w ruinie, głównie za sprawą byłego męża bohaterki, szefa strażników więziennych Artura Zawiszy (Mariusz Ostrowski). Niedługo po tym, jak rodzi się nadzieja na odnowienie więzi pomiędzy Heleną a Wiki, Zawisza zostaje znaleziony martwy, a młoda dziewczyna znika. Szuka jej nie tylko matka, ale też policja – w tym mąż Wiki, Kuba Bojko (rewelacyjny Piotr Trojan). Równolegle w serialu prowadzony jest także wątek związanego z Heleną w przeszłości więźnia Olka (Jacek Beler) oraz ten mafijno-więzienny, gdzie motorem napędowym wydarzeń jest przede wszystkim brat małżonka Wiktorii, strażnik Daniel Bojko (także świetny Michał Filipiak).

Twórcy serialu idą w kierunku czegoś w rodzaju antologii, proponując zupełnie nową intrygę kryminalną i głównych bohaterów, ale osadzając wszystko w tym samym świecie przedstawionym. Wracamy do skorumpowanego środowiska więziennego, do domków jednorodzinnych, nadmorskiej scenerii skąpanej w chłodnej, przygaszonej, błękitnej estetyce obrazu. Ponownie słyszymy także muzykę Mikołaja Trzaski, która – szczerze się przyznam – usłyszana w pierwszym odcinku nowego sezonu wywołała u mnie wzruszenie, sentymentalne poczucie powrotu do hipnotycznej, mrocznej rzeczywistości uniwersum Klangora. Częściowo spotykamy także znane już fanom serialu postacie, jak komisarz Danuta Schulze (Magdalena Czerwińska) czy nawet psycholog Rafał Wejman (Arkadiusz Jakubik).

Oczywiście poczynania NIEMAL każdego z bohaterów są ciekawie umotywowane, uwiarygodnione i podprowadzone – choć nie zawsze są one racjonalne, a dokonywane w afekcie czy wskutek desperacji, rozgoryczenia, bezmyślności. Tak jak w poprzednim sezonie, niebagatelny wpływ na ich życie ma także przypadek. To on potrafi zaważyć na losach szeregu osób w ciągu jednego wieczoru, będącego kumulacją drobnych pomyłek, zbiegów okoliczności i katastrofalnych w skutkach decyzji. Zagadka zbrodni i śledztwo też jest tu prowadzone tak jak w poprzednio, bez zawężania zakresu poinformowania do wiedzy posiadanej przez pojedynczą postać, zaś rozwijając równolegle kilka wątków. Twórcy stosują przy tym oczywiście manipulacje porządkiem czasowym wydarzeń, ucinają niekiedy sceny w kluczowych momentach lub obrazują serialowe konfrontacje w sposób pozostawiający liczne niedopowiedzenia. Służy to oczywiście podsyceniu zaintrygowania widowni, zbudowaniu efektu zaskoczenia i podrzuceniu licznych mylnych tropów, abyśmy czerpali jeszcze większą przyjemność ze stopniowego rozwiązywania narracyjno-kryminalnej układanki.

To właśnie tworzona przez wszystkie wspomniane powyżej elementy unikalna, gęsta, tajemnicza atmosfera stanowi jedną z najmocniejszych stron serialu. Dzięki niej ogląda się ten stylowy, wyzuty z efekciarstwa, ładnie nakręcony kryminał z sentymentem, przyjemnością i poczuciem nieustannego powracania do znajomego, wyjątkowego miejsca – nawet wtedy, kiedy scenariuszowo produkcja coraz wyraźniej kuleje.

(UWAGA! DALSZA CZĘŚĆ TEKSTU ZAWIERA SPOILERY Z DRUGIEGO SEZONU SERIALU KLANGOR I JEST SKIEROWANA DO OSÓB, KTÓRE ZDĄŻYŁY OBEJRZEĆ WSZYSTKIE ODCINKI LUB NIE BOJĄ SIĘ UJAWNIENIA ISTOTNYCH ELEMENTÓW FABUŁY!)

O kobietach, których nie ma

            Tematyka drugiego sezonu Klangora dotyczy przede wszystkim przemocy mężczyzn wobec kobiet – przemocy fizycznej i psychicznej, przejawiającej się w manipulacji czy instrumentalnym traktowaniu drugiego człowieka. Oczywiście nie wszyscy mężczyźni z serialu to „bestie w ludzkiej skórze”, a postacie kobiece również bywają wielowymiarowe i niepozbawione rys. Jednak to właśnie problem dawnych i bieżących krzywd, jakich bohaterki doznają ze strony mężów, kochanków lub ojców, stanowi główny przedmiot zainteresowania twórców. Takie przynajmniej wydają się pierwotne założenia utworu, awizowane zwłaszcza w pierwszym epizodzie, świetnie wprowadzającym postacie Heli i Wiki oraz nakreślającym ich burzliwą relację. Ku mojemu zaskoczeniu, serial dosyć szybko spycha jednak bohaterkę graną przez Małgorzatę Gorol oraz prowadzone przez nią prywatne dochodzenie na drugi plan. Przez większość sezonu – co widać zwłaszcza w odcinku piątym – jest ona bardzo mało aktywna, sprawcza i … ciekawa. Oglądając serial można odnieść wrażenie, iż scenarzyści nie mieli pomysłu na zajmujące rozwinięcie postaci Heleny i jej ekranowej drogi w poszukiwaniu córki. Znacznie atrakcyjniej prezentują się wątki Kuby Bojko, także starającego się dociec prawdy o zaginięciu żony i borykającego się z mnóstwem problemów, oraz jego brata Daniela, który po śmierci szefa usiłuje zaprowadzić w więzieniu nowe porządki. To ich linie fabularne wnoszą do akcji najwięcej niespodziewanych punktów zwrotnych, chwil napięcia, potęgujących zaciekawienie niedomówień czy mocnych cliffhangerów. Obydwaj młodzi mężczyźni zdają się też znacznie bardziej dynamicznie ewoluującymi, złożonymi, niejednoznacznymi postaciami niż Hela, noszącymi w sobie wiele słabości i wstydliwych sekretów, które z czasem odkrywamy. Duża w tym zasługa aktorów, bo w tym – rzekomo poświęconym problemom kobiet – serialu to właśnie męskim aktorom udaje się przyćmić swoje ekranowe koleżanki. Opowieść o krzywdzie kobiet i ich skomplikowanych relacjach przechodzi tu w historię o męskiej ambicji, niespełnieniu, zagubieniu czy braterstwie. Szkoda też, że twórcy w finałowym epizodzie sezonu zupełnie zapominają o istotnych dla fabuły i wydźwięku utworu, wcześniej wprowadzonych postaciach Klary (Dominika Bednarczyk-Krzyżowska) i Jagody Zawiszy (Weronika Książkiewicz), których wątki zostają pozostawione całkowicie bez puenty.

fot. materiały prasowe

Klangor czy … Chłopcy ze Świnoujścia?

            Twórcy serialu poświęcają mnóstwo czasu na rozwijanie wspomnianego wątku Daniela Bojko oraz rozgrywek pomiędzy skorumpowanymi strażnikami więziennymi, faktycznie sterującym zakładem karnym gangsterem Szarkiem (Andrzej Szeremeta) oraz pozostałymi bandytami biorącymi udział w przemycaniu osadzonym narkotyków. Wydarzenia przynależące do tej linii akcji wyjątkowo luźno łączą się z warstwą kryminalną dotyczącą zaginięcia Wiktorii, a ich głównym spoiwem jest dom Zawiszy na Opalowej, gdzie ponoć trzymał on nielegalnie zdobyte pieniądze i kwity na wszystkich swoich wspólników. Dlatego nieustannie czekamy, aż wątek Daniela – sam w sobie obfitujący w liczne zwroty akcji, sytuacje pełne grozy i napięcia – zazębi się z losami Heli i reszty osób zaangażowanych w sprawę zniknięcia Wiki. Niestety, cała mafijno-narkotykowa ścieżka fabularna finalnie zdaje się być sztucznie doklejona do przedstawianej opowieści, nie oddziałując istotnie na główną intrygę. Chwilami – ponownie – wydaje się być ona ciekawsza także dla samych scenarzystów, którzy zapewne mogliby dać nam ciekawy spin-off Klangora, poświęcony układom i starciom pomiędzy więźniami, strażnikami, brutalnymi gangsterami a depczącymi im wszystkim po piętach śledczymi. Z kolei kiedy wreszcie doczekujemy się spotkania Heli z Danielem Bojko, trwa ono krótko, będąc zarazem wyprane z emocji, nie łącząc ich późniejszych losów czy zawiązując między nimi jakąś relację. Dziwi też decyzja twórców o gwałtownym urwaniu wątku śledztwa lokalnej policji w sprawie handlu narkotykami na terenie serialowego zakładu karnego, a także poszukiwań osoby odpowiedzialnej za śmierć wspomnianego osadzonego Olka.

fot. materiały prasowe

Śmierć Wiki, czyli jak nie powinno się „podważać oczekiwań” widowni…

            Wiadomość o śmierci Wiki w finale sezonu to z jednej strony odbiorczy szok, z drugiej przekonująca racjonalizacja i wytłumaczenie właściwego sensu wielu wcześniejszych – jeszcze poprzedzających przedostatni, retrospekcyjny odcinek – momentów serialu, w których obserwujemy dziwne zachowania kochanka dziewczyny, Tomka (Marcin Zarzeczny). Warto w tym miejscu pochwalić scenarzystów za to, iż postanowili pójść pod prąd oczekiwań widowni i nie odtwarzać schematu znanego z pierwszego Klangora. Szkoda tylko, że wystarczy chwila zastanowienia na uświadomienie sobie niedorzeczności śmierci Wiki oraz absurdu, bezcelowości całej brutalnej konfrontacji Tomka z Karolem Starzykiem (Mateusz Malecki), obecnej pod koniec przywołanego już, siódmego epizodu. Nie wdając się w szczegóły okoliczności jego dramatycznych wydarzeń – z perspektywy widza zapoznanego z całością fabuły sezonu bójka mężczyzn jest cokolwiek bezsensowna. Przypomnijmy jedynie, że po dostrzeżeniu u zmasakrowanej Wiktorii oznak życia Tomek chce odwieźć ją do szpitala, co rodzi konflikt między nim a Karolem. Ten drugi – aby uniknąć ryzyka aresztowania – próbuje dobić dziewczynę, aby następnie zakopać jej zwłoki na placu budowy. Kiedy Tomek w akcie obrony ukochanej (?) morduje Karola, akcja ucina się, pozostawiając w niedopowiedzeniu dalsze losy Wiki i jej kochanka tej nocy. Wszystko po to, abyśmy w ostatnim odcinku dowiedzieli się, że … Tomek finalnie zabił Wiki, ukrywając ciało jej i Karola na wspomnianej budowie. Po co zatem było mu zamordowanie kolegi? Czemu służyło ich przepełnione napięciem, krwawe starcie? Dlaczego po osiągnięciu celu – uratowaniu Wiki – jednak decyduje się odebrać jej życie, w dodatku obchodząc się z jej ciałem w skrajnie pozbawiony godności sposób? Cała opisana powyżej sytuacja wydaje się wymuszona, napisana tylko po to, aby sztucznie podkręcić poziom napięcia i pozostawić naiwny cliffhanger, przynoszący głównie rozczarowanie czy wręcz wrażenie niedorzeczności.  

Więcej problemów i nadzieja na lepszą przyszłość

         Niestety na tym nie kończą się scenariuszowe słabości najnowszego sezonu Klangora. Nie dostajemy tu chociażby odpowiedzi na kluczowe dla zrozumienia poczynań Wiki pytania – co tak właściwie widziała ona w Tomku, a czego brakowało jej w kochającym mężu? Produkcji brakuje wyrazistej, puentującej opowieść myśli, z jaką moglibyśmy zostać po seansie. Historia nie układa się bowiem ani w moralitet, ani krzepiącą opowieść o możliwości odzyskania własnego szczęścia, ani też w pogłębioną wiwisekcję bilansu korzyści i strat jednostki stopniowo coraz bardziej ulegającej złu. Najsmutniejsze jest jednak poczucie niewykorzystanego potencjału, z jakim kończymy oglądać najnowszy sezon Klangora. Dotyczy to nie tylko omówionych powyżej kwestii postaci i poszczególnych wątków opowieści, ale nawet drobnych rozwiązań fabularnych. Czemu – na przykład – scenarzyści nie pozwolili Helenie zobaczyć ciała Karola po tym, jak zostaje ono znalezione na budowie wraz ze zwłokami jej córki? Wówczas w bohaterce – przypominającej sobie o przypadkowym spotkaniu młodego mężczyzny niedługo przed tragedią – mogłoby zrodzić się irracjonalne, dojmujące poczucie winy. Poczucie spowodowane świadomością samego otarcia się tamtego dnia o przyszłego bandytę i złudnej możliwości wpływu na bieg minionych wydarzeń. Podobnych wyrzutów sumienia doświadczał już przecież w polskim kinie chociażby grany przez Krzysztofa Globisza adwokat z Krótkiego filmu o zabijaniu (1988) Krzysztofa Kieślowskiego.

Nie jest zatem drugi sezon Klangora utworem złym, ale nieco nieprzemyślanym i z pewnością nie zaspokajającym wysokich oczekiwań, jakie znakomity serial z 2021 roku był w stanie rozbudzić wśród swojej widowni. Pozostaje (zgodnie z symboliką tytułowego lejtmotywu) mieć nadzieję na znacznie lepszą jakość następnej części kryminalnej antologii – równie klimatyczną oraz imponującą aktorsko, lecz bardziej dopracowaną, spójną i pomysłową scenariuszowo.  

Join Our Newsletter!

Love Daynight? We love to tell you about our new stuff. Subscribe to newsletter!

You may also read!

STRASZNY FILM NAJBARDZIEJ BEZCZELNA PARODIA HORRORÓW JUŻ OD 28 WRZEŚNIA NA BLU-RAY™ I 4K UHD™!

Seria, która od ponad dwóch dekad bezlitośnie wyśmiewa największe hity kina grozy, wraca do swoich korzeni. Straszny film ponownie

Read More...

„Podręcznik dla superbohaterów” 

Animowany, film familijny „Podręcznik dla superbohaterów” (tyt. oryginalny: „Handbok för superhjältar”) produkcji szwedzko-norweskiej, to ekranizacja niezwykle popularnej serii komiksów i książek

Read More...

„Rolling Loud. Film”: wielka, odważna i przezabawna komedia koncertowa

„Rolling Loud. Film” (w kinach od 2 października) to komediowa historia inspirowana prawdziwymi przeżyciami scenarzysty i reżysera Jeremy’ego Garelicka,

Read More...

Leave a reply:

Your email address will not be published.

Mobile Sliding Menu