#wtonacjirecenzji. Uczłowieczony pomnik, demitologizacja epoki Gierka i uproszczenia, które nie przeszkadzają – czyli Ołowiane dzieci (2026) Macieja Pieprzycy

In Recenzje, Seriale

Najnowszy, bazujący na prawdziwych wydarzeniach serial w reżyserii Macieja Pieprzycy – twórcy m. in. przejmującego Jestem mordercą (2016) i widowiskowego Idź przodem, bracie (2024) – jest pełen paradoksów. Z jednej strony od początku jest wyraźnie osadzony w konkretnych realiach historycznych – w określonym czasie, miejscu, kulturze i okolicznościach społeczno-politycznych. Z drugiej zaś jest w nim pełno scenariuszowych płycizn, jednoznaczności i przejaskrawień. Nie muszą one jednak specjalnie przeszkadzać, jeśli tylko zaakceptujemy jego konwencję „ku pokrzepieniu serc”.

Ubarwiona historia

Akcja Ołowianych dzieci rozgrywa się w połowie lat 70. na Śląsku, kiedy w tamtejszym środowisku rozpoczyna swoją pracę doktor Jolanta Wadowska-Król (Joanna Kulig). Szybko zaczyna ona dostrzegać objawy ołowicy wśród dzieci zamieszkujących okolice Huty Metali Nieżelaznych „Szopienice”. Jej dociekliwość w sprawie źródła zanieczyszczeń środowiskowych, które spowodowały chorobę, oraz odważne plany pomocy mieszkańcom spotykają się jednak z silnym oporem zarówno ze strony lokalnej społeczności, jak i władz PRL, zamierzających wykorzystać lekarkę we własnej grze politycznej.

Twórcy serialu adaptują tu autentyczną historię doktor Jolanty Wadowskiej-Król, której postać dopiero stosunkowo niedawno została szerzej wprowadzona do społecznej świadomości i powszechnie uznana, m. in. za sprawą reportażu Michała Jędryki Ołowiane dzieci. Zapomniana epidemia (2020). Jej losy są tu oczywiście wyraźnie ubarwione i usensacyjnione – skrojone na potrzeby stworzenia emocjonującej, wciągającej opowieści. Perypetiom lekarki zostaje nadana odpowiednia dramaturgia, naprzeciw bohaterki postawiony antagonista (Hubert Niedziela grany przez Michała Żurawskiego), a skala, stawka i ładunek emocjonalny zdarzeń fabularnych stopniowane z odcinka na odcinek. Nie jest to niczym złym, zwłaszcza że na początku każdego epizodu podkreśla się tu kreacyjny, umowny status opowieści jako jedynie „inspirowanej prawdziwymi wydarzeniami”. Dzięki temu udaje się ubrać ten osadzony w czasach PRL-u biopic w efektowne kino gatunkowe – kryminał, thriller czy dramat polityczny, ze zgrabnie wplecionymi w akcję akcentami komediowymi.

fot.materiały prasowe

Obnażenie mitu epoki Gierka

Wyłaniająca się z serialu wizja władz PRL pozornie nie różni się mocno od tego, co pozostaje mocno zakorzenione w społecznych przekonaniach i zbiorowej pamięci na temat „czasów słusznie minionych”. Dla nikogo nie będzie zaskakując, odważne czy odkrywcze sportretowanie partyjnych dygnitarzy jako – poza nielicznymi wyjątkami – wyrachowanych, obłudnych i zdegenerowanych. Nierzadko są także śmieszni, karykaturalni, jak świetnie grany przez Zbigniewa Zamachowskiego towarzysz Zdzisław Grudzień. Krytyczny, ale także parodystyczny, groteskowy obraz ówczesnej władzy państwowej dopełnia tu kontrast pomiędzy wprowadzanymi na początku każdego odcinka, nieprzypadkowo dobranymi tematycznie fragmentami rzeczywistych propagandowych materiałów archiwalnych a późniejszymi zdarzeniami fabularnymi i zachowaniem serialowych aparatczyków. Warto przy tym zwrócić uwagę, że szczególnie wyeksponowany zostaje tu motyw wulgarnej propagandy, pozornego dobrobytu i hipokryzji polityków w momencie rządów Edwarda Gierka jako I sekretarza KC PZPR. Przydaje to ekranowemu portretowi epoki demitologizacyjnego wydźwięku, kompromitując pokutujące jeszcze wśród niektórych uproszczone wyobrażenia na temat władz państwowych i sytuacji społecznej w tamtym okresie.

fot.materiały prasowe

Różne systemy, podobni ludzie

Ciekawe wnioski nasuwają się także w momencie, gdy przyłożymy serialowy konflikt bohaterki z PRL-owskimi władzami do zmagań zachodniej aktywistki Erin Brockovich, do której Wadowska-Król jest często porównywana. Faktycznie istnieje wiele podobieństw pomiędzy zmaganiami i doświadczeniami rodzimej lekarki a wspomnianej Amerykanki, zwłaszcza patrząc na jej interpretację zaproponowaną w 2000 roku przez Stevena Soderbergha w filmie Erin Brockovich. Obydwie kobiety toczą swoją walkę na niejako przegranej pozycji, doznają po drodze licznych rozczarowań i momentów osamotnienia, choć finalnie udaje im się zwyciężyć. Przede wszystkim jednak Brockovich – funkcjonując w zupełnie innych realiach społecznych, politycznych czy ekonomicznych niż Wadowska-Król – także walczy z potężnym, wpływowym, prowadzącym nieekologiczną działalność przeciwnikiem, lekceważącym ludzkie zdrowie na rzecz własnych interesów. Różnica polega na charakterze wroga – w pierwszym przypadku jest nim opisywana już władza państwowa, w drugim wielka korporacja. Poza tym obie bohaterki muszą mierzyć się z bezwzględnymi (nie)ludzkimi machinami napędzanymi cynizmem, nieszczerością, chciwością, pychą i dążeniem do osiągania swoich celów kosztem życia obywateli. Pozwala to uświadomić widowni, iż tego typu patologie, szkodliwe postawy i destrukcyjne zachowania nie są domeną któregoś konkretnego ustroju, narodu czy kultury, a pozostają stale przynależne każdemu człowiekowi – niezależnie od szerokości geograficznej czy czasów, w jakich przyszło mu funkcjonować. Zawsze jest w nich także miejsce dla cech obserwowanych u wspomnianych bohaterek – odwagi, heroizmu, uporu w dążeniu do wymierzenia sprawiedliwości czy wrażliwości na cudzą krzywdę.

fot.materiały prasowe

Jak uczłowieczyć postać-pomnik i „sprzedać” scenariuszowe uproszczenia?

         Serial bez wątpienia jest nakierowany na złożenie hołdu Jolancie Wadowskiej-Król i jej działalności na rzecz mieszkańców z okolic huty w Szopienicach. Dlatego portret ekranowej protagonistki jest wyraźnie pozytywny, choć niepozbawiony rys i – przy całej swojej pomnikowości – odpowiednio uczłowieczony. Twórcy eksponują głównie determinację, poświęcenie i siłę bohaterki, ale jednocześnie nie jest ona irytująco wyidealizowana. Wadowskiej-Król nie wszystkich udaje się uratować, czasem ulega strachowi i ponosi porażkę w swoich usiłowaniach, a podczas permanentnej pomocy innym często zapomina o sobie oraz o własnej rodzinie. To postać postawiona za wzór do naśladowania (co niekiedy zostaje nieco zbyt nachalnie zaznaczane w serialowych dialogach), ale posiadająca emocje, charakter i odczuwająca przykre skutki uboczne własnego zaangażowania w sprawę szopienickich dzieci. Jej finałowy triumf – choć podszyty goryczą osobistego niespełnienia w karierze naukowej – ma przydawać oglądającemu nadziei, motywacji do działania, wiary w możliwość osiągnięcia zamierzonych celów oraz w ludzką solidarność w momencie konfrontacji ze „złem”.

Postacie pojawiające się wokół Wadowskiej-Król są niestety znacznie bardziej jednowymiarowe. Każda z nich ma swoje powody, dla których podejmuje określone aktywności i przyjmuje daną postawę względem bohaterki, ale wiele z nich jest przy tym nakreślonych grubą kreską i pozbawionych jakichkolwiek złożoności, niuansów. Jeśli ktoś zmienia swoje stanowisko w sprawie działań podejmowanych przez lekarkę, to owa zmiana dokonuje się niezwykle pośpiesznie, nierzadko o 180 stopni. Spośród nich najbardziej niejednoznacznymi postaciami, przeżywającymi ciekawe dylematy oraz prezentującymi alternatywne punkty widzenia, jest profesor Krystyna Berger (Agata Kulesza) oraz mąż bohaterki Zbigniew Król (Sebastian Pawlak). Warto jednak pamiętać, że wspomniane przerysowania czy uproszczenia w rysunkach postaci pojawiają się tu w ramach utworu, który nie próbuje być przesadnie realistyczny. Jest on przede wszystkim nakierowany na prezentowanie mocno „polskiej”, podnoszącej na duchu, a przy tym atrakcyjnej opowieści, przywodzącej na myśl skojarzenia z Bogami (2014) Łukasza Palkowskiego. Opowieści odwołującej się do rodzimej historii, starającej się do pewnego stopnia oddać klimat epoki (piosenki!), a częściowo wykreować autorskie wyobrażenie na jej temat. Widać to chociażby w – ponownie – jawnie przerysowanych, skrajnie brudnych, mrocznych, wyblakłych wizerunkach osiedli familoków niedaleko huty w Szopienicach, dzięki czemu już na samym poziomie estetycznym miejsce to wydaje się nieprzyjazne, pozbawione życia.

Potrzebny, choć niedoskonały

         Twórcy Ołowianych dzieci niestety potykają się w kilku miejscach w sposób, którego nie da się wybaczyć czy wytłumaczyć konwencją. Niektóre sytuacje mające docelowo wywołać napięcie wydają się sztuczne i wymuszone, scenariuszowe zwroty akcji bywają rażąco łatwe do przewidzenia, a karykaturalność postaci – zwłaszcza tych negatywnych – chwilami zaczyna osiągać zbyt dużą skalę. Mimo tego serial broni się zarówno jako zrobiony z rozmachem, solidnie zrealizowany spektakl, jak również przejmująca opowieść, w której dydaktyzm zostaje zgrabnie przemycony za pomocą znanych schematów opowiadania i popularnych gatunków filmowych. Jest to także kolejna efektowna cegiełka w dorobku Macieja Pieprzycy, popis znakomitego aktorstwa (Joanny Kulig, Zbigniewa Zamachowskiego, Agaty Kuleszy…) oraz ciekawy przykład wykorzystania autentycznej historii do stworzenia dobrego serialu fabularnego – łączącego ze wszech miar polskie inspiracje z hollywoodzkim stylem opowiadania i uniwersalną, zrozumiałą nawet dla zagranicznego widza problematyką.   

Join Our Newsletter!

Love Daynight? We love to tell you about our new stuff. Subscribe to newsletter!

You may also read!

Troll z Bornholmu rusza na wielką przygodę. „Kręciołek” od 21 sierpnia w kinach

Co może się wydarzyć, gdy ciekawski troll po raz pierwszy opuści bezpieczny podziemny świat? „Kręciołek” to pełna humoru, magii

Read More...

#wtonacjirecenzji. „Diabeł ubiera się u Prady 2”. Miranda Priestly wraca, ale dziś nawet diabeł musi bać się algorytmów.

Dwadzieścia lat po premierze filmu, który uczynił z Mirandy Priestly jedną z największych ikon współczesnego kina, drzwi redakcji „Runway”

Read More...

Leave a reply:

Your email address will not be published.

Mobile Sliding Menu