Katabaza” to powieść, którą trudno jednoznacznie ocenić, ale łatwo zapamiętać. Rebecca F. Kuang po raz kolejny stawia czytelnika w sytuacji, w której musi zmierzyć się z własnymi oczekiwaniami, cierpliwością i moralnym kompasem.
Tym razem zanurza nas w świat magii analitycznej, akademickiego wyścigu szczurów i dosłownego zejścia do piekła. Brzmi jak literacka petarda, a po części nią jest. Po części jednak to opowieść, która frustruje, ciągnie się i gubi swój potencjał. Jedno pozostaje pewne: nie można wobec niej pozostać obojętnym.
Akademia jako piekło. Dosłownie i metaforycznie
Kuang ma wyjątkowy talent do przekładania struktur społecznych na struktury fantastyczne. W „Katabazie” idzie jeszcze dalej. Piekło, do którego schodzi Alice Law, w niczym nie przypomina klasycznej wizji Dantego, choć autorce zdarza się do niej mrugać. To piekło jest zorganizowane. Posortowane. Podzielone na kategorie, odzwierciedlające wydziały, instytuty, podziały klasowe i mechanizmy znane każdemu, kto choć raz otarł się o środowisko akademickie.
Tu nikt nie biega z widłami. Tu piekło przypomina labirynt pełen kartek, procedur i absurdalnych zasad. Duchy krążą po korytarzach jak wypaleni doktoranci. Demony zachowują się jak wieczni recenzenci, którym nic nigdy nie pasuje. Każdy krąg ma swoją logikę. Swoje prawa. Swoją pułapkę.
Autorka tworzy miejsce, które jest fantasy, groteską i komentarzem społecznym w jednym. Największe wrażenie robi to, jak piekło odbija Cambridge: z jego chłodem, prestiżem, bezdusznością, ciągłym porównywaniem się do innych. To akademia, która pożera swoich najlepszych uczniów, i piekło, które uczy ich, że cena geniuszu jest zawsze wyższa, niż się spodziewali.
Alice Law. Bohaterka, którą trudno polubić, ale łatwo analizować
Alice Law to bohaterka, której nie sposób czytać obojętnie. Kuang nie tworzy z niej postaci po to, by ją lubić. Raczej po to, by ją rozumieć, nawet wtedy, kiedy irytuje. Alice żyje w świecie, w którym wartość człowieka mierzy się osiągnięciami, a każdy dzień jest kolejnym egzaminem do zdania. Ambicja staje się dla niej nie celem, ale tożsamością. Wszystko, co robi, musi być najlepsze, bo inaczej nie widzi sensu w tym, kim jest.
Jej relacja z Jacobem Grimesem tylko to pogłębia. Nie idealizuje go jako człowieka, lecz jako symbol: ktoś taki jak on, jeśli ją zauważy, potwierdzi jej własną wartość. Gdy ginie, Alice czuje, że traci nie mentora, lecz fundament. Schodzi do piekła nie dlatego, że Grimes na to zasługuje, ale dlatego, że cała jej konstrukcja psychiczna opierała się na jego uznaniu. Musi go odzyskać, bo inaczej jak ma udowodnić, że była wystarczająco dobra?
W kontaktach z ludźmi Alice potrafi ranić, choć nie robi tego świadomie. Jest tak skupiona na celu, że gubi empatię. Kuang pokazuje to subtelnie: dziewczyna nie jest zimna, jest tylko tak zmęczona i tak spięta, że nawet nie zauważa, kiedy przestaje widzieć innych.
W piekle jej maska powoli się kruszy. Kolejne kręgi odbierają jej pewność, odsłaniając człowieka, który przez lata zaklejał własne lęki ambicją. Jej przemiana pod koniec może wydawać się szybka, ale wynika ze zwykłego wypalenia. Po raz pierwszy przestaje biec. Po raz pierwszy pyta siebie, czego ona chce, a nie czego oczekuje od niej świat.
Czytelnik momentami ją rozumie, momentami ma ochotę nią potrząsnąć. A potem nagle trafia na momenty, w których jej zachowania odbijają nasze własne doświadczenia: perfekcjonizm, poczucie bycia niewystarczającą, strach przed porażką, uzależnienie od cudzej opinii. Autorka świetnie łapie te emocje, choć czasem przesadza i zniekształca bohaterkę tak bardzo, że jej przemiana w końcówce wypada banalnie.
Peter Murdoch. Rywal, partner i …
Peter miał potencjał, by stać się jednym z najciekawszych bohaterów tej historii. Mamy błyskotliwego rywala, intelektualne iskrzenie, mieszankę podziwu i niechęci. Wszystkie elementy enemies to lovers były na stole. A jednak chemia między nim a Alice jest jak niedoprawiona zupa. Coś tu było, ale czegoś zabrakło.
Jego rola nieustannie waha się między szkolnym kujone, nieporadnym adoratorem i kimś, kto powinien być chłodnym, ostrym przeciwwagą dla Alice. Tymczasem często wypada nijako. Nie budzi emocji. Nie zostaje w głowie. A ich relacja – mimo że celowo toksyczna – chwilami wygląda zbyt YA, zbyt schematycznie, zbyt przewidywalnie.
To jedna z największych strat książki, bo w powieści tak zanurzonej w analizie relacji władzy, prestiżu i intelektu, duet bohaterów powinien górować nad wszystkim. A tu dostajemy coś, co jest bardziej tłem niż motorem historii.

Mocny start, i intensywny finał
Początek „Katabazy” to literacka rakieta. Świetny język, dynamiczna narracja, ciekawy pomysł. Po prostu pełne zanurzenie w historię.
A potem… zaczyna się maraton. Kręgi piekła są opisane efektownie, ale momentami przewidywalnie. Każdy kolejny jest odbiciem poprzedniego. Zmieniają się postaci, zmienia się lokacja, ale schemat pozostaje podobny. I w pewnym momencie napięcie opada.
Widać potencjał na zwięzłą, ostrą, zwartą powieść. Ale Kuang rozciąga historię i emocje rozlewają się tak, że trudno je utrzymać.
Na szczęście finał pokazuje, że autorka nie zapomniała, jak uderzać mocno. Ostatnie rozdziały odzyskują intensywność. Pojawiają się pytania o moralność, o cenę obsesji, o sens ratowania kogoś, kto sam był diabłem.
Warstwa filozoficzna. Największy plus książki
W „Katabazie” warstwa psychologiczna jest mocniejsza niż sama fabuła. Kuang pokazuje, że prawdziwe piekło nie polega na demonach i ogniu, lecz na presji, ambicji i strachu, które bohaterowie noszą w sobie. Środowisko akademickie działa tu jak lampa powiększająca: każdy lęk, każda obsesja i każdy kompleks rośnie, aż staje się potworem.
Najważniejszym elementem tej warstwy jest oczywiście Alice. Jej decyzje wynikają nie z odwagi, lecz z panicznej potrzeby udowodnienia, że jest wystarczająco dobra. Schodzi do piekła, bo całe jej życie zbudowane było na cudzym uznaniu. Kuang świetnie pokazuje, jak ambicja może stać się klatką. Alice nie jest zimna. Jest zmęczona, rozbita i tak pochłonięta osiągnięciami, że przestała widzieć siebie poza rolą „idealnej studentki”.
Podróż przez kolejne kręgi działa jak odsłanianie jej psychiki warstwa po warstwie. Każdy etap pokazuje, jak bardzo jest zagubiona, jak łatwo manipuluje nią autorytet i jak mało zostało w niej z człowieka, który kiedyś marzył, zamiast tylko walczyć.
Kuang świetnie pokazuje, jak człowiek potrafi wytłumaczyć sobie najbardziej absurdalne decyzje, jeśli w grę wchodzi autorytet lub ideał, który wyniósł na piedestał. Pokazuje też, że piekło to nie miejsce. To stan. To system. To hierarchia, którą zaakceptowaliśmy, bo wydawała nam się jedyną drogą.
Podsumowanie. Książka pełna sprzeczności i pełna mocy
„Katabaza” jest więc książką paradoksalną. Potrafi męczyć i potrafi zachwycać. Błyszczy pomysłem, a chwilami tonie w przesadzie. Ma klimat , a jednocześnie zbyt często popada w schemat. Ale nawet wtedy, kiedy coś w niej nie działa, trudno oderwać się od tego niepokojącego świata. Trudno nie analizować Alice. Trudno nie zastanawiać się, ilu studentów, doktorantów czy młodych naukowców nosi w sobie własną wersję piekła.
I dlatego, mimo wad, jest to powieść warta uwagi. Taka, o której myśli się długo po skończeniu. Taka, która prowokuje do rozmów. Taka, w której odbijają się nasze własne lęki i ambicje. A może nawet nasze własne kręgi piekła.









