Pociągi pod specjalnym nadzorem – Teatr Dramatyczny

In Teatr

Pociągi pod specjalnym nadzorem

Scena na Woli im. T. Łomnickiego
PREMIERA 22.09.2017 r.

reżyseria: Jakub Krofta
scenografia, kostiumy: Aneta Suskiewicz
muzyka: SzaZa/ Paweł Szamburski i Patryk Zakrocki
reżyseria świateł: Damian Pawella
projekcje: Jakub Lech

 

Otar Saralidze – Milosz Pipka
Henryk Niebudek – Zawiadowca
Małgorzata Niemirska – Żona Zawiadowcy
Robert Majewski – Dyżurny ruchu Całusek
Mariusz Wojciechowski -Maszynista Książę
Marcin Sztabiński – Grzeczny, dyrektor ruchu
Piotr Siwkiewicz – Radca Murarick
Martyna Kowalik- Telegrafistka Święta
Agata Góral – Masza
Agata Wątróbska – Wiktoria Freie

 

Czesi z każdej tragedii potrafią zrobić komedię. Nie inaczej jest z opowieścią o młodym kolejarzu Miloszu, który na prowincjonalnej stacji przeżywa przemianę z chłopca w mężczyznę, z tchórza w bohatera. Akcja rozgrywa się w czasie II wojny światowej, ale bohaterowie Hrabala nie pozwalają jej usunąć ze swojego życia smaku, radości i seksu. Niepowodzenie w czasie pierwszej nocy z ukochaną ważniejsze niż Hitler i okupacja? A dlaczego nie?

 

W DNI OSTATNIE

 

Spóźniony o lat czternaście, wreszcie prawdziwy, a nawet fetowany debiut Bohumila Hrabala nosił tytuł Perełka na dnie (1963). Tylko najbliżsi autora wiedzieli, że ów dziwny tytuł jest niepełny. W całości, dla wtajemniczonych, brzmiał: Perełka na dnie szamba.

Pociągi pod specjalnym nadzorem, które ukazały się w dwa lata później (1965), również od lat dojrzewały jak perła na dnie stalinowskiego szamba. I przechodziły na tym dnie różne metamorfozy. Autor chwycił za pióro tuż po komunistycznym przewrocie, atakując temat z dwóch stron najzupełniej odmiennych. Z jednego podejścia wyrosła nowela Kain; z drugiego – fragment Nuda na stacji. Bardziej ambitny Kain opowiadał o próbie samobójczej bohatera, podjętej pod wpływem pobudek egzystencjalnych; Nuda… stanowiła satyryczny obrazek z życia prowincjonalnej stacyjki. Sam Hrabal komentował to zagadkowo.

Kiedy w 1992 roku wydawnictwo Pražská imaginace zaczęło ogłaszać jego dzieła zebrane, inedita, o których mowa, zaopatrzył w dopisek: „Kain […] został naznaczony na czole już w sytuacji, kiedy niewinnie składał ofiarę. Tę opowieść z punktu widzenia młodego urzędnika kolei napisałem w 1949 roku i włożyłem do szuflady razem z pozostałymi tekstami; po latach tę legendę splotłem z innym tekstem w warkoczyk, który nazwałem Pociągi pod specjalnym nadzorem. Teraz legendę tę podaję do druku z pietyzmem, bez poprawek, żeby czytelnik wiedział, czym zajmowałem się przed laty. Mój Kain dokonuje bratobójstwa sam na sobie przez samobójstwo”.

Tajemnicze, prawda? O co chodzi z tym piętnem na czole, co Hrabal nazywał legendą? Kaina badacze wiążą z próbą zmierzenia się z Dostojewskim: młody dyżurny ruchu chce jak inżynier Kiriłłow z Biesów rzucić swym samobójstwem wyzwanie Bogu. Wtajemniczenie w bezsens życia wiedzie do absurdalnego buntu; kłania się Camus, którego Hrabal czytał właśnie w latach czterdziestych jako literacką nowinkę. Natomiast Nuda na stacji nadać miała banalnej codzienności wymiar surrealizmu, przerzucić most między Jaroslavem Haškiem a snem na jawie. Ale w tym splocie dwóch wątków jest coś, co zwie autor legendą, a co przypomina kanoniczne dla surrealistów spotkanie parasola z maszyną do szycia na stole sekcyjnym. To jest coś przemilczanego.

Podsumujmy: Pociągi… ruszyły, gdy Hrabal spiął dwa wagony doświadczeń osobistych: swą paroletnią służbę na kolei oraz enigmatyczny co do przyczyn, lecz bezsporny zamach na własne życie. Lecz co było lokomotywą, co pociągnęło ów skład w stronę sukcesu? Historia dywersji, w której decydującą rolę odegrał główny bohater. Dzięki niej historia prywatna i powszechna tworzą całość, nie bez ironii naświetlając się wzajem.

Ale wbrew bohaterskiemu brzmieniu słowa „bohater”, czyn praktykanta Miłosza Pipki rozgrywa się w aurze całkiem niebohaterskiej. Ukrywa bowiem jego prawdziwą motywację: rewanż za chwilę grozy, kiedy młodego kolejarza zmuszono do przejazdu jego odcinka na lokomotywie, w roli zakładnika, pod lufami esesmanów, z całkiem zasadną perspektywą zastrzelenia pod koniec przejażdżki jak psa.

Oto twarda pestka ukryta wewnątrz supła motywów, jaki składa się na Pociągi… To się naprawdę Hrabalowi zdarzyło. Nie wysadził transportu amunicji, nie był świadkiem dochodzenia w sprawie naznaczenia służbowymi pieczątkami tyłeczka telegrafistki, nic nie wiadomo o jego erotycznym fiasku przy romansie z konduktorką. Ale na lokomotywie pociągu pod specjalnym nadzorem jechał w rzeczywistości, cudem uchodząc z życiem. I stał się pisarzem dzięki dociekaniom, czemu.

Trzeba tu trochę rozsupłać ten supeł. Praktykant Pipka ma lat dwadzieścia dwa; Hrabal, podejmując swój zamach na życie, liczył ich sobie dwadzieścia osiem. Na dodatek było to w roku 1941. Tymczasem akcja Pociągów pod specjalnym nadzorem rozgrywa się dużo później, obejmując jedną dobę.

I jest to data zaiste fatalna: 13-14 luty 1945 roku, dzień i noc, w której miało miejsce potworne bombardowanie Drezna (dwadzieścia pięć tysięcy ofiar). Pod koniec opowieści przybywa na stację pierwszy transport uciekinierów w piżamach. Tryumfalnej utracie przez Miłosza Pipkę dziewictwa towarzyszą wstrząsy gruntu i grzmot bombardowania. Za oknem wznosi się kolosalna łuna.

Nie wskazuje to bynajmniej na stacyjkę Kostomlaty, trzydzieści kilometrów na zachód od Pragi, gdzie służył przyszły pisarz. To raczej Ústí nad Łabą, tuż za granicą Protektoratu, skąd dałoby się widzieć płonące w dali miasto (w równie bliskim Drezna Dzieczynie widok zasłoniłyby wzgórza Saskiej Szwajcarii). Ma się rozumieć, o żadnej działalności urojonych partyzantów tak blisko rdzennych terenów Rzeszy nie ma co gadać.

Żaden czeski ruch oporu nic tam nie wysadzał. Jest to równie bajkowe, jak wyzwolona obyczajowo emisariuszka podziemia o nieprawdopodobnym nazwisku Viktoria Frei (Zwycięska Wolna). Zwłaszcza, że cały wyczyn skończyłby się tak, jak w nieopowiedzianym już przez Hrabala, ale oczywistym wszak epilogu: znalezienie zwłok czeskiego kolejarza w mundurze obok ciała niemieckiego konwojenta sprawiłoby, że

wszystkie pozostałe postacie opowieści z dodatkiem osób przypadkowych spędzono by  bez ratunku pod stacyjny mur zdobny w hasło Alle Räder müssen rollen für den Sieg! Słowem, na tym polega Hrabalowska legenda.

A co z piętnem Kaina? Zasłużył na nie, w swoim sumieniu, młody kolejarz, pozbawiając życia bliźniego w odmiennym uniformie. Bardzo to w duchu pacyfistycznej literatury z czasów pierwszej wojny. Otrzymał to znamię z wyprzedzeniem, bo był ktoś zdolny je rozpoznać.

Nie naznaczało czoła, lecz nadkrojone brzytwą przeguby. Te właśnie świeże blizny przyciągnęły, jak mówi książka, uwagę srogiego esesmana o zniekształconej twarzy w trakcie omal nie zakończonej fatalnie jazdy na lokomotywie. I te blizny ratują młodemu Pipce życie. Wyjaśnienie tego faktu narasta z wolna przy wszystkich opisach transportów: nieżywych, umierających i rannych Niemców wiezionych ze wschodu na zachód, i zdychającego, okaleczonego bydła wiezionego z zachodu na wschód.

Ostatnich czołgów, mających załatać dziury w pękającym froncie, i rozbitych ostrzałem wagonów, których nie warto już wlec do Reichu. Załamuje się rozkład jazdy, pociągi pod specjalnym nadzorem wypierają kursowe, ginie gdzieś olimpijski spokój najlepszych żołnierzy świata. A potem nad zachodnim horyzontem wstaje blask zagłady wielkiego miasta. Trwają bowiem dni ostatnie, apokalipsę widać już, słychać i czuć pod stopami. Dlatego oficer SS, widząc blizny na przegubach niedorostka, myśli sobie zapewne: „A więc i on nie chce przeżyć Trzeciej Rzeszy!”. I mówi doń głośno: „Kamerad!”. A naznaczywszy go tym piętnem, darowuje mu życie.

A czy Miłosz Pipka zasługiwał na życie? Codziennie sprzeniewierzał się przecież dziedzictwu dziadka, który na swój absurdalny sposób, bo hipnozą, próbował zawrócić armię niemiecką, idącą na Pragę. I przypłacił to życiem. Autor Pociągów pod specjalnym nadzorem nie spodziewał się pewnie, że w trzy lata po wydaniu książki znów dojdzie do daremnych prób zatrzymania hipnozą prących na Pragę obcych czołgów.

Obok pary i dymu lokomotyw, trawy morskiej z rozdartej kanapy zawiadowcy, pobrzękiwania telefonów pod prądem, pieczątek na dziewczęcych pośladkach, czapek z czerwonym otokiem i gołębiego łajna jest w tej historii wszystko, z czego rodzą się mity: zmaza i odkupienie, miłosna inicjacja, wina tragiczna, przekroczenie i kara. „Jedną z najbardziej mitycznych książek literatury środkowoeuropejskiej” nazwał Pociągi… Jerzy Pilch. W istocie mitologiczna być musi historia, którą opowiada ktoś, kto w jej zakończeniu zginął: skąd przemawia – z zaświatów? Spoza czasu?

I także z tej przyczyny ów splot mitu, groteski, anegdoty i zgrozy, sentymentu i niedopowiedzeń, ta mała stacyjka w śniegu jest szklaną kulą, w której trwa czysta środkowoeuropejskość.

(Jan Gondowicz)

ROZDROŻE

Jest rok 1941, trzeci rok okupacji. Wszelkie przejawy buntu karane są więzieniem, torturami, nierzadko śmiercią. Czy nic z atmosfery tamtego czasu nie odciska się na młodym Hrabalu? Bynajmniej. […] W sierpniu 1941 roku Hrabal odszedł ze spółdzielni kolejowej w Nymburku. Nie wiadomo, czym się zajmował przez następne pół roku, ani jakie formy przybrał ów kryzys duchowy. Musiał on jednak być istotnie poważny, może było to wręcz załamanie nerwowe, skoro Hrabal przez te pół roku nie pracował (w okupowanych Czechach, będących przecież zapleczem zbrojeniowym machiny wojennej III Rzeszy, pędzącej od kilku miesięcy  na pełnych obrotach przez rosyjskie stepy!). Najpewniej to wtedy Hrabal próbował popełnić samobójstwo. Po latach zwierzył się z tego Václavowi Kadlecowi, odsłaniając ledwie widoczne blizny na przegubach dłoni.

Według relacji Kadleca przyczyna samobójstwa była prozaiczna: „problem Miłosza Pipki z Pociągów pod specjalnym nadzorem” był jego [Hrabala – A. K.] problemem”. Jak pisze Radko Pytlík, po nieudanej próbie samobójczej Hrabal, „ponieważ ma skłonność do mityzowania swoich subiektywnych doznań, utożsamia się z postacią Kaina, człowieka przeklętego, którego ofiarę Bóg odrzucił i odwrócił od niego swe oblicze”. Z postacią Kaina Hrabal utożsami się znów kilka lat po wojnie, w jednym ze swych pierwszych tekstów prozatorskich. Przedstawi w swym, wspomnianym już opowiadaniu próbę samobójczą tytułowego bohatera w konwencji zapożyczonej od Camusa, którego Obcy w czeskim przekładzie wpadł mu wówczas w ręce […]. Dopiero w późniejszych o kilkanaście lat Pociągach… motywem próby samobójczej głównego bohatera stanie się niepowodzenie miłosne; dodajmy, całkowicie przekonującym, ponieważ Miłosz Pipka, bohater opowiadania, jest nastolatkiem. Jednakże Hrabal w czasie swej próby samobójczej miał niemal trzydzieści lat! W tym wieku mało który mężczyzna odebrałby sobie życie li tylko z powodu kłopotów z wytryskiem. […]

Tymczasem jednak, tuż przed końcem wojny, „po tym, jak dwadzieścia wagonów wyleciało w powietrze niedaleko Stratova, tylko dzięki ogólnemu zamętowi uniknął sądu doraźnego i niemal pewnej śmierci” – pisze Ján Řehounek. Sam pisarz nieco inaczej wspominał pod koniec życia te wydarzenia, które po latach wykorzystał w najsłynniejszych scenach Pociągów pod specjalnym nadzorem”: „Wiedziałem, że partyzanci wysadzą w powietrze pociąg z amunicja parę kilometrów za moją stacja, byłem przesłuchiwany, ale dopiero wtedy naprawdę dowiedziałem się, czym był dramat wojny, gdy przez moją stacyjkę przejeżdżały ostatnie pociągi z SS, partyzanci rozkręcili szyny przed semaforem i żołnierze, kiedy już naprawili tor, wjechali na stację i wsadzili mnie na lokomotywę, czułem na plecach lufy ich parabelek, stałem przed dowódcą, pociąg odjeżdżał ze mną, a ja, zmartwiały ze zgrozy, wiedziałem, że wystarczy jeden ruch i użyją parabelek, a potem zepchną mnie z lokomotywy jednym kopniakiem i już z mnie nie będzie”. W rozmowie z László Szigetim Hrabal dodawał: „Wiem, co to jest mieć kilka sekund życia przed sobą […], jak dyżurny ruchu, któremu groziła śmierć z ręki esesmana na tym pociągu pod specjalnym nadzorem. A ocalił mnie przypadek, drugie miano cudu…”.

(Aleksander Kaczorowski, Gra w życie. Opowieść o Bohumilu Hrabalu, Wołowiec 2004)

 

 

ŻYĆ WŚRÓD DRZAZG

Teraz, kiedy patrzę nie tylko na siebie, ale również na światową politykę, stwierdzam, że i sztuka jest odbiciem wydarzeń politycznych. Myślę, że również ja sam bardziej stanowię odbicie idei i wydarzeń politycznych, niż mógłbym sądzić. Myślę, że kiedy nastała okupacja Czechosłowacji i czas, kiedy koncepcje nazizmu okazały się dla mnie nie do przyjęcia, że również na mnie wpłynęła zasada odbicia: w końcu, jako dyżurny ruchu na stacji, mogłem się przekonać, co to jest nazizm, więc od prościutkich wierszyków przeszedłem do wariacji na temat Céline’a: ten Protektorat miał dla mnie swą negatywną cenę, dzięki własnym doświadczeniom napisałem później Pociągi pod specjalnym nadzorem.

Myślę, że jeśli któryś z krytyków pójdzie tym śladem, to znajdzie ową czerwoną nić, bo – jak powiada Jakob Boehme – człowiek nie może oderwać się od swojej epoki. Ja też się od niej nie oderwałem, w końcu jestem przecież homo politicus z tym pewnym odchyleniem, które stanowi korzenie tego kraju, z tą pewną ironią, która nie przeciw, ale w dialektyce uznaje politykę naszej ograniczonej suwerenności, a przy tym z zachowaniem melancholii podmiotu, który swym cienkim głosikiem próbuje się wtrącić do rozmowy.

Myślę, że mój modus vivendi we współczesnym społeczeństwie nigdy nie jest w zasadzie przeciw, ponieważ wiem, gdzie i z kim żyję; to, o czym chętnie mówię, że każda nowa epoka, kiedy się zaczyna, to ludzie tacy jak ja znajdują się wśród drzazg pnia, połamanego przez historię, która nie pragnie kontynuować, lecz zbudować od początku całkiem inny model życia publicznego i prywatnego, żeby po niemal dwóch tysiącleciach epoki chrześcijańskiej zacząć swoją epokę, opartą na przeciwnych znakach, na odwrotnej skali wartości ekonomii, a więc i kultury. A ja i mnie podobni musimy znaleźć modus vivendi właśnie wśród drzazg tego złamania…

(Bohumil Hrabal, Kim jestem [1985-1989], przeł. Andrzej Sławomir Jagodziński, w: Hrabal, Kundera, Havel… Antologia czeskiego eseju, opracował Jacek Baluch, Kraków 2001)

 

HEJT, CZYLI KRWAWA BALLADA NAPISANA PRZEZ CZYTELNIKÓW

Panie Hrabal, niech pan wierzy, po przeczytaniu pańskich książek straciłem spokój ducha, wciąż mnie męczy i prześladuje to niewysłowione piękno, czułość, humor, ból, mądrość, krucafuks, Panie Święty.

Ten wieprz zawsze wyszpera takie sytuacje, żeby rozpętać swój perwersyjny seks. Odkąd żem to przeczytał, nie mam spokoju, dudni mi w głowie, ile to szkód narobi dorastającej młodzieży.

Brałam pana za jednego z profesorów sąsiedniej budowlanki. Zgadywałam tylko, czego pan uczy. To, co w panu tak miłe i cudne, to badawcze, chabrowe, niespłowiałe z wiekiem oczy. Wie pan, rozmodrzył je taki mały kwiatek, skulony wśród kamyczków, co ma w na płatkach takie białe żyłki.

Ożeż, ty gnoju śmierdzący, ty dziadu strupieszały z ciągotami smarkacza, ty świntuchu obleśny, kryminał cię czeka, weźmie się za ciebie policja obyczajowa, trafisz za kraty albo do czubków.

Leży przede mną wywiad z panem, wszystkie pańskie książki, fotka z gazety z monumentalną siecią zmarszczek na czole: powinny po nich jeździć wszystkie pociągi pod ścisłym nadzorem aż do krainy wujków Pepinów, do krainy pełnego zrozumienia.

Wygląda pan jak ramol, co z nudów dłubie w nosie, na takiego przedstawiciela brneńskich ziomków to ja z siebie wychodzę. Więc piszę ci bez ogródek, prosto z mostu: jakżeż ci nie wstyd, ty wlany moczymordo.

Ależ napoiła się dusza nieskalaną przejrzystą wodą. Weseliłem się przy czytaniu. Dawno nie czułem takiej błogości w sercu. Bo widzi pan, człowiek w istocie jest dobry, a takie dziełko, jak pańskie Pleciugi każe zadrżeć tym czułym strunom, z których utkany jest najidealniejszy instrument muzyczny – ludzka dusza.

A ten ohydny symboliczny obrazek w Pleciugach? Ty byku krasy, co to jest pleciuga? Co ty  myślisz, że nikt nie zgadnie, że ta gitara z gryfem to jak nic męski członek wychodzący z łona kobiety? Trafisz ty jeszcze na spotkanie z uczciwymi młodymi ludźmi, zwłaszcza dziewczętami, to cię z wściekłości rozszarpią za to, jak piszesz o tym najświętszym, co ma każda dziewucha!

Panie Hrabal, piszę pierwszy raz w życiu do autora. Myślałam sobie wczoraj po przeczytaniu książki Cóż za pomysł, tato!, że napiszę do Saroyana, ale kto by go szukał po świecie. Pan jest bliżej…

Wiecie, jak człowiek zostaje pisarzem? Jeśli nie wiecie, poradzi wam pan Hrabal: „pojechałem do Jugosławii, nad morze, ach, tam to była wichura, to szaleństwo przyrody, które niech tylko się wedrze się mężczyźnie w rozporek, to on zostaje pisarzem”. Z taką receptą żadna sztuka.

A co do pańskiej techniki kompozycji, nadziwić się nie mogłem, jak beztrosko tańczy pan na cienkim lodzie. Brawo, czemu nie, brawo bis! No, a już wyraz pańskiej fizjonomii dał z miejsca mi poznać, że ściśle odpowiada pańskiej technice kompozycji.

To twoja robota, że młodzież 13-15 lat kurwi się po mieszkaniach, jak rodzice są w pracy. Jak z tego się wytłumaczysz?

U nas w szkole na czechaku albo na przerwach często dyskutujemy o pana książkach. Ile razy słyszymy słowo albo wyrażenie, które przypomina jakiś kawałek z pana książek, dość powiedzieć: „Hrabal”, a wszyscy ryją ze śmiechu.

Ktoś otoczył go aureolą, i teraz mówi się już tylko, jaki to świetny pisarz itd. A to jest kmiot, kanalia, pewno pedzio impotent. Toż wszystkie te jego tzw. ludowe powiedzonka proszą się o złożenia pozwu, a raczej, po pierwsze, o diagnozę u neurologa, i po drugie, interwencję policji obyczajowej.

Nie, żebym porównywał, ale jest pan naprawdę z rodu Vančurów, z rodu Ladislava Klímy, z rodu Jaroslava Haška, z rodu Kubina. Ma pan wspaniały słownik, pełen poezji, żadna tam słodycz i łzawość, ale krwistość i jurność. I coś jeszcze: był pan podobno komiwojażerem. Ja też jako komiwojażer woziłem kiedyś grzebienie, żyletki, kamienie do zapalniczek, zimne ognie, lep na muchy i inne galanterie.

Ty knurze nieskrobany, którego dziś wszyscy wynoszą pod niebo, kiedy przestaniesz zatruwać ludzkie dusze swoimi sprośnymi perwersjami? Ile żeś wychlał ze swoimi „krytykami” i recenzentami po burdelach, że cię tak wychwalają?

Jak pan z pewnością wie, w dniu 28 marca przypadają co roku poza Dniem Nauczyciela także pańskie urodziny. Byłbym wielce szczęśliwy, gdyby mi pan napisał, czy chciałby w maju przyjechać do nas na spotkanie, jest tu bez liku atrakcyjnych dziewcząt, i wszystkie pana wielbią, i młoda nauczycielka czeskiego.

„Dość już Hrabala!” – to hasło porządnych ludzi. Nie myśl, że twoja sława sięga nieba. Ty gównojadzie, pomiocie świński. A niech cię diabli!

Akurat do szpiku kości przeszył mnie milion szpil. Zaczepiły za szpik i ciągną jak rybak wędkę. To ból śmiertelny. Ale niech, jak pan, ktoś pomacha mi ręką, to nawet w bólach lżej, że mi ktoś współczuje. I za to współczucie dla nieznajomych niech panu wszystko się wiedzie.

Szkoda, że nie mam czasu, żeby wieczorem z rozkoszą napluć ci w podłą mordę, ty gorszycielu młodzieży.

Panie Hrabal, przywrócił mi pan dzisiaj tą swoją książeczką humor, w którego istnienie już dawno przestałem wierzyć, zbudził mnie z mojej tępej rezygnacji, zakroplił jakąś oczyszczającą tynkturą, eliksirem.

Raz i drugi byłem w SPL, czyli w domu wariatów, słowo daję, byłem, ale nie jako pacjent, tylko stomatolog. Kiedyś jeden pacjent zostawił w poczekalni zeszyt z notatkami, a że nie wiedzieliśmy, czyj to, wziąłem go sobie. Teraz, po przeczytaniu Lekcji tańca bardzo żałuję, że tego literackiego tworu nie wręczyłem wydawcy. Cóż za nieodżałowany uszczerbek poniosła czeska, jak nie światowa literatura, że szmyrgnąłem ten zeszyt do kosza…

Jest wiele odmian humoru, broni do przeszywania ludzkich serc. Każda to czyni inaczej. Broń p. Hrabala dźwięczy srebrem, a miejsce ukłucia roni balsam.

Kolejarze powinni cię zaskarżyć albo ukamienować, bo według ciebie, ty chamska gnido, na służbie nie robiło się nic innego, tylko gziło na kanapie pana zawiadowcy.

Ja popieram pańskie poglądy, myśli, głębię i czułość, i dar opowieści, i wszystko inne, dzięki czemu pańskie książki kuszą, jakby ktoś pieścił.

Szlag mnie trafia, kiedy w kawiarni albo na platformie tramwaju słyszę: „Co powiesz o Ferlinghettim? – „No, niezły”. To no, niezły najgorzej mnie wścieka. Piszę do pana, bo pan nie jest ani trochę no, niezły. Pan jest czystą prowokacją. Spać pan nie daje, każe się wciąż czytać, a szkoda na to czasu.

Jak możemy patrzeć na to my, wychowawcy, a przy tym ojcowie dorastających dzieci, akurat w tym najwrażliwszym wieku dojrzewania? Jak mam np. wyjaśnić swojemu 16-letniemu synowi, co to jest „cipka”?

Niech pan zostanie bokserem, białym bombowcem, młotem, niech pan mierzy wprost w mój podbródek, w solar plexus, a ja panu przyrzekam, że będę trenować, żeby przetrwać z panem na ringu aż do końca, proszę nie liczyć na techniczny nokaut, przy dziewięciu zawsze wstanę i będę bić się dalej, mój przeciwniku, mój drogi przeciwniku.

Według pewnych recenzji i krytyk to ścierwo Hrabal jest następcą Nerudy i innych naszych klasyków!!! Zgroza!!! On jest niegodzien nawet stanąć przy Nerudzie. U Haška w całym jego Szwejku na kilkuset stronicach nie ma tylu świństw, co u tego wyuzdanego zboczeńca.

Jeśli my, Czesi, mamy w sobie jakąś szczególnie sympatyczną cechę, dzięki której jesteśmy oryginalni, stuprocentowo i niezrównanie czescy, to, panie Hrabal, właśnie cecha pańskiego „pleciugostwa” i samo „pleciugostwo” jako zdolność do zagadania człowieka na śmierć, wplecenia siebie i innych w wątek przedziwnych i pięknych słów i zdarzeń.

(Bohumil Hrabal, Morytát, který napsali čtenáři [Krwawa ballada napisana przez czytelników], Morytáty a legendy, 1968)

Join Our Newsletter!

Love Daynight? We love to tell you about our new stuff. Subscribe to newsletter!

You may also read!

#wtonacjipromocji: „Będziesz tego żałować”, czyli czas na nieszablonową serię

Tym razem w serii tekstów promocyjnych przedstawiamy Wam najnowszą powieść Alicji Sinickiej. Autorka udowodniła, że mimo, że od lat

Read More...

#wtonacjipromocji: „Utracony element”, czyli jak czasami przedmiot potrafi łączyć ludzi

Tym razem w serii tekstów promocyjnych przedstawiamy Wam najnowszą powieść Adrianny Rozbickiej. Autorka udowodniła, że potrafi po mistrzowsku prowadzić

Read More...

#wtonacjipromocji: „Niewybaczalne”, czyli Izabela Janiszewska wraca na salony!

Tym razem w serii tekstów promocyjnych przedstawiamy Wam najnowszą powieść Izabeli Janiszewskiej. Autorka po raz kolejny udowodniła, że thriller

Read More...

Leave a reply:

Your email address will not be published.

Mobile Sliding Menu