#wtonacjirecenzji.„Hollywood w alei serwisowej: Recenzja F1: The Movie oczami fana”

In Kino, Recenzje

Gdy usiadłem do obejrzenia filmu F1: The Movie, serce biło mi szybciej — i to nie tylko dlatego, że przygotowywałem się mentalnie jako fan królowej motorsportu. Reżyser Joseph Kosinski (znany m.in. z Top Gun: Maverick) podjął się niemałego wyzwania: przenieść Formułę 1 na ekran w sposób, który zadowoli zarówno szeroką publiczność, jak i wymagających fanów. Czy się udało? Cóż — to film, który imponuje skalą i technicznym rozmachem, ale momentami traci wierność ducha F1.

Film opowiada historię Sonny’ego Hayesa (Brad Pitt), legendy F1, która po poważnym wypadku (fikcyjnie powiązanym z realnym wypadkiem Martina Donnelly’ego) zniknęła z torów na trzy dekady. Teraz zostaje namówiony do powrotu, by poprowadzić zespół APXGP i jednocześnie mentorować młodego, ambitnego kierowcę Joshua Pearce’a (Damson Idris). W tle przewija się konflikt z przeszłości, dramat ambicji i walka z czasem.

Od razu zaznaczę: jako fan F1 oglądałem razem z lupą – i spodziewałem się kompromisów. Ale film ten zrobił na mnie wrażenie — wystarczające, by go polecić, choć z kilkoma zastrzeżeniami.

To najmocniejszy filar tej produkcji. Gdy samochody pędzą po torze, kamera niemal „wciska Cię” w fotel. Efekty dźwiękowe — ryk silników, zmiany biegów, pisk opon — są świetnie zrealizowane. W kluczowych momentach czujesz, że oddychasz przez hełm kierowcy. Recenzenci zgodnie podkreślają, że to jedno z najlepszych sportowych doświadczeń kinowych ostatnich lat.

Ponadto film był częściowo kręcony podczas prawdziwych Grand Prix — np. w Abu Dhabi — co dodaje mu realizmu i prawdziwości (choć o tym później).

Gwiazdorskie role i chemia między postaciami

Brad Pitt jako Sonny Hayes to dobry wybór — ma charyzmę, doświadczenie, potrafi być zarówno twardy, jak i łagodny. W relacji Hayes–Pearce widać napięcie, momenty zaufania czy konfliktu — choć scenariusz nie zawsze dotyka głębi postaci. Wspierające role Javier Bardema, Kerry Condon i Damsona Idrisa dodają filmowi solidnego zaplecza.

Dla mnie, jako fana, szczególnie trafiają motywy drugiej szansy, relacji z młodszym pokoleniem, walka z demonami przeszłości. To klasyczny schemat „stary wilk wraca”, ale w kontekście sportu, gdzie każdy błąd kosztuje życie, nabiera innego ciężaru. Pod względem narracyjnym film idzie bezpieczną ścieżką, ale potrafi wzruszyć i pobudzić. Film choć nie rewolucjonizuje gatunku, spełnia oczekiwania – szczególnie wizualnie.

Dbałość o szczegóły (czasem)

W produkcji brał udział Lewis Hamilton jako jeden z producentów, co pomagało w autentyczności świata F1. Niektóre elementy realnego świata sportu przenikają do filmu (np. inspiracje wypadkami z przeszłości). Nie zabrakło cameo prawdziwych osobistości świata F1 oraz wątków technicznych w tle.

fot. materiały prasowe

Kulisy sportu – dramat większy niż realność

To, co dla wielu widzów będzie epicką ekstazą, dla fanów F1 wywoła grymas. Struktura wyścigów, strategia, zarządzanie oponami — wiele momentów tu uproszczono lub uproszczono do granic fabuły. W filmie pojawiają się akcje, które w realnym życiu byłyby sankcjonowane (czarne flagi, kary), ale tutaj je pominięto.

Niektóre sceny inscenizują kolizje, manewry agresywne czy dramatyczne momenty jak z gier wideo — z większym rozmachem niż realność sportu. Film cierpi na schematyzm: bohater z przeszłości, konflikt z młodym gniewnym, dramat osobisty – czyli dobrze znane tropy kina sportowego. 156 minut (ponad 2,5 godziny) — to dużo dla tego typu filmu, jeśli część wątków zostaje tylko szkicem albo służy poprawianiu napięcia. W kilku momentach narracja zwalnia — relacje postaci, wątki poboczne — bez przekonującego rozwinięcia. Film ma momenty świetne, ale za często traci tempo.

fot. materiały prasowe

Nie da się przejść obojętnie wobec licznych sponsorów, product placementów i glorifikacji otoczki Formuły. Produkcja czasem wygląda jak reklama sportu. Ponadto dialogi bywają banalne – fragmenty motywacyjne, schematyczne teksty, przewidywalne zwroty. Dla fanów to element irytujący – jeśli tworzysz film o F1, nie unikniesz porównań do rzeczywistości.

Moja ocena jako fana F1

Jako ktoś, kto śledzi F1 od lat, bywałem przy torze, znam zasady, znam dramaty wyścigów — i mogę powiedzieć: F1: The Movie to film dla tych, którzy chcą poczuć emocje, a nie studiować każdą linijkę regulaminu. F1: The Movie to imponujący spacer po linie między kinem rozrywkowym a hołdem dla motorsportu. W wielu momentach film trafia w sedno: pęd, adrenalina, walka — to wszystko czuć. Ale niestety, żeby to osiągnąć, twórcy musieli pominąć część duszy F1, uciąć realizm na rzecz spektaklu.

Dla mnie film zadziałał jako coś, co mogę nazwać „kochanką F1 w wersji Hollywood” — piękną, pełną blasku, czasem płytką, ale momentami zapierającą dech.

Ocena ogólna : 7,5/10

Join Our Newsletter!

Love Daynight? We love to tell you about our new stuff. Subscribe to newsletter!

You may also read!

TWÓJ BILET TO 500 MIL NADZIEI! Best Film i Fundacja Słonie na Balkonie łączą siły na rzecz zdrowia psychicznego dzieci i młodzieży

Już w niedzielę, 6 września, odbędzie się wyjątkowa, ogólnopolska akcja charytatywna organizowana przez Best Film we współpracy z Fundacją

Read More...

Troll z Bornholmu rusza na wielką przygodę. „Kręciołek” od 21 sierpnia w kinach

Co może się wydarzyć, gdy ciekawski troll po raz pierwszy opuści bezpieczny podziemny świat? „Kręciołek” to pełna humoru, magii

Read More...

Leave a reply:

Your email address will not be published.

Mobile Sliding Menu