Rozbudowująca opowieść pierwszej części, ale niebędąca jej kontynuacją. Stanowiąca uzupełnienie historii bohaterów Furiozy, a znacznie dłuższa od poprzedniczki. Bazująca na wspomnieniach i sentymencie względem filmu z 2021 roku, ale … lepsza bez jego wcześniejszego obejrzenia?
Druga Furioza sprawia nie lada problem przy jednoznacznej ocenie – zwłaszcza z perspektywy piszącego tę recenzję fana poprzedniej części. Prowokuje także szereg pytań, na które warto poszukać odpowiedzi. Czym jest Druga Furioza? Jakie mogły być powody nakręcenia tego filmu oraz jakie przyniosło to efekty? Jak wygląda relacja pomiędzy pierwszą a drugą Furiozą? W końcu – czy jest ona w stanie usatysfakcjonować fanów jedynki?
Szekspir wśród polskich kiboli, policjantów i złodziei
Pierwsza Furioza (powstała również w wersji 4-odcinkowego serialu) opowiadała o grupie kiboli o nazwie Furioza, działającej w dzisiejszym Trójmieście. Jej liderem, a zarazem legendą i autorytetem środowiska, jest Kaszub (Wojciech Zieliński) – kibol o dobrym sercu, z nienaruszalnymi zasadami i chuligańskim honorem. Poza nim wysoką pozycję w grupie zajmuje jego przyjaciel Golden (Mateusz Damięcki) – porywczy, mniej przywiązany do reguł społeczności, ale zdolny do gestów troski czy solidarności wobec kolegów. Jednak to nie oni są głównymi bohaterami filmu, a brat Kaszuba Dawid (Mateusz Banasiuk), który lata temu opuścił grupę, pracujący teraz jako lekarz. Jego była dziewczyna, obecnie policjantka, Dzika (Weronika Książkiewicz) skłania mężczyznę do pomocy w infiltracji Furiozy, mającej doprowadzić do rozbicia lokalnej mafii narkotykowej. Scenariusz stopniowo odsłania przed nami dramatyczną przeszłość bohaterów, ich zawiłe relacje, podskórne napięcia i niegasnące namiętności. Poza wspomnianymi postaciami w historii pojawiają się także inne zapadające w pamięć osobowości, jak wiecznie igrający z policją gangster Mrówka (Szymon Bobrowski), a także nieudolnie próbujący go dopaść komisarz Jacek Bauer (Łukasz Simlat).

Film miał swoją premierę kinową w 2021 roku, ale to pojawienie się go na Netflixie w kwietniu 2022 roku dało mu drugie życie i przyniosło olbrzymią popularność. Furioza podbiła wówczas międzynarodową widownię platformy, zwłaszcza w rankingu produkcji nieanglojęzycznych, oraz pozwoliła rodzimej publiczności lepiej poznać nieprzeciętne rzemiosło filmowe Cypriana T. Olenckiego wraz jego autorską, przemyślaną wizją kina sensacyjnego. Do jego stałych rozwiązań – widocznych zarówno w najnowszym filmie, jak i rewelacyjnym serialu Prosta sprawa (2024) według Wojciecha Chmielarza – należy między innymi użycie spajającej opowieść klamry kompozycyjnej, tworzenie złożonych portretów bohaterów, nielinearna narracja, precyzyjnie używany montaż równoległy oraz unikanie tanich emocjonalnych chwytów – kojarzonych z podobnymi gatunkowo, nastawionymi na szokowanie, tandetnymi potworkami wychodzącymi spod ręki Patryka Vegi.
Furioza łączyła efektownie opowiedzianą historię – zawierającą akcenty komiczne (postać grana przez Sebastiana Stankiewicza jako tutejszy comic relief), świetnie zainscenizowane bijatyki, chwytliwe dialogi – z niejednoznacznymi postaciami i ich przejmującymi perypetiami. Typowym dla gatunku atrakcjom towarzyszyła tu refleksja o honorze, odkupieniu, zemście, przyjaźni i odpowiedzialności za własne decyzje, od której żaden z bohaterów nie był w stanie uciec. Film z jednej strony był osadzony w stricte polskich realiach – kreowanych przez środowisko kiboli, inspiracje faktami, trójmiejskie pejzaże czy wyraźne odwołania do rzeczywistych postaci (np. prof. Jana Miodka, żołnierzy wyklętych), wydarzeń (tragedii w Smoleńsku i zabójstwo Marka Papały) czy tekstów kultury (np. Misia Stanisława Barei). Jednocześnie Furioza – ze swoim klimatem miejskiej dżungli, skomplikowanymi relacjami męsko-męskimi, motywem „podwójnego agenta” i drobiazgowym opisem świata przestępczego – przywodziła skojarzenia z głośnymi zagranicznymi akcyjniakami i utworami gangsterskimi autorstwa Martina Scorsese czy Michaela Manna. Wspomniane inspiracje oraz pozostałe składowe świata przedstawionego Furiozy pozwoliły wykreować rzeczywistość pozbawioną oczywistości i czarno-białych podziałów – zaludnioną m. in. przez skorumpowanych polityków, zasadniczych chuliganów i policjantów wierzących, że cel uświęca środki.

fot.materiały prasowe
Aby wywindować rangę filmu oraz uczynić go bardziej uniwersalnym – a wraz z tym czytelniejszym dla zagranicznej publiki – Olencki położył nacisk na wymienione powyżej ponadczasowe tematy, a także wzbogacił film o wzorce i nawiązania zrozumiałe dla każdego widza, niezależnie od miejsca jego pochodzenia. Jednym z takich zabiegów jest uczynienie z Dawida i Dzikiej postaci, ex definitione, tragicznych – pełnych wewnętrznych konfliktów, skazanych na niepowodzenie i rozerwanych między dwoma wykluczającymi się wzajemnie wartościami. Cała historia przyjmuje z czasem kształt moralitetu o naturze zemsty, nieuchronności konsekwencji swoich czynów oraz rezultatach zdrady przyjaciół i samych siebie. Jej wydźwięk zostaje umocniony i zuniwersalizowany także poprzez zgrabne włączenie w fabułę motywów zaczerpniętych z przywoływanego wprost przez bohaterów Juliusza Cezara Williama Szekspira, którego twórczego przetworzenia także można dopatrzeć się w Furiozie.
Wszystko to złożyło się na oryginalne, autorskie, kompletne dzieło – zwieńczone wyrazistą, pozbawioną happy endu puentą. Jest to film bardzo „polski”, a zarazem bez problemu zrozumiały dla międzynarodowej widowni. To dzieło odarte z efekciarstwa, ale pozwalające na niesztampową, inteligentną, do pewnego stopnia wymagającą i nastrajającą do myślenia rozrywkę. Dlaczego więc uznano tę skończoną, spójną historię za potrzebującą uzupełnienia?
(UWAGA! TA CZĘŚĆ ARTYKUŁU ZAWIERA SPOILERY Z PIERWSZEJ CZĘŚCI FURIOZY!)
O co chodzi w Drugiej Furiozie?
Najnowsza produkcja Olenckiego nie jest sequelem ani prequelem filmu z 2021 roku, a czymś przywodzącym na myśl … serial Gwiezdne Wojny: Wojny Klonów (2008-2020). Akcja rozgrywa się tutaj pomiędzy wydarzeniami z poprzedniczki. Koncentruje się ona na losach najbardziej rozpoznawalnej, pamiętnej postaci z Furiozy, czyli Goldena – nadal w brawurowej, wymagającej, poprzedzonej fizyczną transformacją roli życia Mateusza Damięckiego. Obserwujemy jego zmagania, doświadczenia, triumf oraz upadek po tym, jak brutalnie pozbył się swojego przyjaciela i zarazem rywala, Kaszuba. Krótka sekwencja z pierwszej części, pośpiesznie przedstawiająca jego „karierę” w świecie przestępczym, została tutaj rozbudowana na potrzeby osobnego filmu, który jedynie dopełniają – często zmodyfikowane – sceny obecne już w poprzedniczce. Na ekranie więcej uwagi zostaje też poświęcone postaciom Mrówki i Bauera, zaś Dzika czy Dawid zostają tu zepchnięci na zdecydowanie dalszy plan.
Opowieść z pierwszej Furiozy zostaje tu zatem uzupełniona o nowe tudzież bardziej rozwinięte wątki, „powtykane” pomiędzy wydarzenia znane z jedynki. Dostajemy więcej konfliktu Goldena z Mrówką, a także konfrontacji z jego własną ekipą kiboli, bliskimi oraz własnym sumieniem. Ciekawie wypada zwłaszcza wątek romantyczny, dotyczący relacji bohatera z wprowadzoną tutaj postacią Eli (Pola Gonciarz) – rzucający nowe światło na Goldena, niuansujący jego osobę, a finalnie wręcz sugerujący, iż temu rządnemu władzy oraz pieniędzy kibolowi tak naprawdę brakowało prawdziwej miłości i bliskości.

Film częściowo z pewnością został nakręcony po to, aby komercyjnie zdyskontować sukces pierwszej Furiozy. Nie przypadkiem narracja skupia się tu przecież na najatrakcyjniejszych, najbardziej wyrazistych i charyzmatycznych bohaterach tamtego filmu – Goldenie, Mrówce i Jacku Bauerze (grający którego Łukasz Simlat nie przepuszcza żadnej okazji dla pokazania swojego aktorskiego kunsztu). Produkcja ma pozwalać na sentymentalny powrót do znanego, kibolsko-szekspirowskiego uniwersum, oferującego znacznie więcej niż perfekcyjne inscenizacyjnie sceny pościgów czy mordobicia. Warto podkreślić, że film nie stara się odgrzewać schematu i wydźwięku poprzednika. Tam w centrum mieliśmy bohatera tragicznego – tu zaś targanego wyrzutami sumienia, odpychającego, a zarazem hipnotycznego, miejscami budzącego empatię antybohatera. Problemy chorobliwej ambicji, autodestrukcyjnego egoizmu lub poczucia winy były co prawda obecne już w pierwszej części, tutaj jednak zostają one pogłębione poprzez np. wprowadzenie do opowieści motywów zaczerpniętych z szekspirowskiego Makbeta (zjawa Kaszuba ukazująca się Goldenowi w najbardziej niekomfortowych momentach) oraz bezpośrednie nawiązanie do Narcyza Caravaggia, z którym główny bohater się identyfikuje. Wzorem jedynki te niewymuszone, zgrabnie wkomponowane w fabułę nawiązania mają także dodatkowo uatrakcyjnić, wyróżnić, nobilitować produkcję – bądź co bądź mamy do czynienia z filmem o kibolach przywołującym klasykę literatury i malarstwa.
To właśnie centralna postać Goldena – także dzięki aktorstwu Damięckiego – pozostaje największą atrakcją Drugiej Furiozy. Już w poprzedniczce była ona przekonująco umotywowana i stopniowo, wiarygodnie podprowadzona jako właściwy czarny charakter opowieści – od początku naruszający zasady grupy, nie w pełni szczery wobec przyjaciół, aspirujący do bycia kimś więcej nie tylko w świecie kibolskim, ale też mafijnym. Tutaj Olencki dodatkowo niuansuje portret Goldena, uczłowiecza go uwydatniając jego wrażliwość i namiętności. Wyboistą drogę bohatera wieńczy zaskakujący finał opowieści, częściowo znany już widzom pierwszej Furiozy. Ukazana z innej perspektywy scena w klubie pozwala pozostać ze wspomnieniem Goldena nie jako niepoczytalnego bandyty i podłego zdrajcy, ale jako zagubionego, wycieńczonego emocjonalnie samotnika, któremu dopiero po śmierci udaje się odnaleźć ukojenie.
Opowieść ubogacona czy … wypaczona?
Traktując wydarzenia z Drugiej Furiozy jako nadpisanie bądź uzupełnienie pierwszej części napotykamy niestety na szereg problemów. Nie będą one przeszkadzać komuś, kto z seansem poprzedniczki kojarzy głównie pozytywne wrażenia i ciepłe emocje. Sytuacja będzie wyglądać zupełnie inaczej w przypadku bardziej „pamiętliwych” widzów, którzy bez problemu potrafią odtworzyć jej fabułę, przebieg poszczególnych scen i sekwencji. Ta część widowni bez problemu dostrzeże w Drugiej Furiozie szereg momentów, które w istotny sposób podważają spójność i wiarygodność współtworzonej przez obydwa filmy historii, zaburzając także rozwój niektórych postaci i ich wzajemnych relacji. Przez całą produkcję przewijają się też liczne powtórzenia względem pierwszej części, np. identyczne lub lekko zmienione warianty konkretnych scen, dialogi bohaterów o niezwykle zbliżonym kształcie i wydźwięku. Niekiedy są one potrzebne dla zachowania przejrzystości fabuły, innym razem istotnie modyfikują sens kluczowych momentów opowieści, czasem jednak pozostają zbędnym dodatkiem, stanowiącym gorsze wersje swoich odpowiedników z pierwszej Furiozy. Co więcej, wspomniany pamiętający jedynkę widz może poczuć zmęczenie i zniecierpliwienie śledzeniem dobrze sobie znanych wydarzeń, chcąc jak najszybciej przejść do dalszego odkrywania zmagań Goldena ze światem zewnętrznym oraz z jego duchowymi rozterkami. Dlatego istnieje szansa, iż Druga Furioza bardziej usatysfakcjonuje kogoś, kto dzięki niej dopiero po raz pierwszy wkracza w to uniwersum – poznając jego skąpany w odcieniach szarości świat, wielowymiarowych bohaterów i autorski charakter.

Czy warto?
Pomimo swoich niedoskonałości – widocznych zwłaszcza z perspektywy miłośnika pierwszej części – Druga Furioza jest filmem godnym obejrzenia, chociażby ze względu na ciekawe skomplikowanie portretu głównego bohatera, przejmującą puentę oraz kreacje aktorskie Damięckiego, Bobrowskiego i Simlata. Nie jest to film tak oryginalny lub zaskakujący swoją pomysłowością jak poprzednik, ale pozostaje z nim spójny pod względem estetyki, tonacji, gatunku i podejścia do tematu. Przy ocenie obydwu utworów warto też mieć na uwadze, jaką w polskim kinie mają one konkurencję – głównie ze strony innych produkcji portretujących przestępczo-kibolskie kręgi. Przy Drugiej Furiozie wypada bowiem blado zarówno rozczarowujący na niemal każdym poziomie Bad Boy (2020) Patryka Vegi, jak i całkiem sprawny realizacyjnie, ale osuwający się w łopatologiczny moralitet „ku przestrodze” serial Kibic (2025) Łukasza Palkowskiego. Dlatego właśnie najnowszy film Olenckiego (już w momencie pisania tego tekstu popularny wśród zagranicznej publiczności Netflixa) pozostaje daleką od perfekcji, ale jedną z najbardziej udanych rodzimych produkcji o gangsterskim wzlocie i upadku, stanowiąc przy okazji kipiący od emocji, zrobiony z rozmachem spektakl.









