#wtonacjirecenzji: Gdy zasłona opada, a światła gasną… zaczyna się prawdziwa magia. „Drakula. Historia wiecznej miłości” Luca Bessona to prawdziwe kinowe uniesienie, które na zawsze pozostanie w mojej pamięci jako jedna z najpiękniejszych wersji tej opowieści.

In Recenzje

Miłość silniejsza niż śmierć, czas i potępienie – Drakula, który nie straszy, lecz łamie serce i zostaje w nim na zawsze

Ten film to nie tylko opowieść o wampirze , to epicka oda do miłości, która przetrwała wieki, tragedii, tęsknocie i odkupieniu. Besson pokazuje  nam Vlada II, księcia Wołoszczyzny, hrabiego Draculę,  nie jako potwora, lecz jako człowieka z rozdartą duszą, ogarniętą żalem i oddaną do ostatnich tchnień temu, co kochał najbardziej swojej jedynej, ukochanej żonie.

Caleb Landry Jones jako Drakula nie gra on po prostu istnieje. Jest w nim coś niepokojąco magnetycznego i pięknego, coś, od czego nie sposób oderwać wzroku. Jego spojrzenie mówi więcej niż całe dialogi. Jest w nim wiekowy smutek, ból po stracie, rozpacz człowieka, który żyje zbyt długo i kocha zbyt mocno. Każdy jego gest, każdy cień emocji na twarzy zdradza istotę skazaną na wieczną samotność, rozdartego między potępieniem a nadzieją, że miłość może jeszcze raz go ocalić. W momentach ciszy jest wręcz hipnotyzujący i sprawia, że zapominasz  o czasie, o świecie, i pozwalasz się prowadzić przez jego cierpienie, tęsknotę i obsesyjne poszukiwanie ukochanej, która stała się sensem jego nieśmiertelnego istnienia. Zoë Bleu jako Elisabeta/Mina jest jego absolutnym przeciwieństwem – światłem przebijającym się przez mrok. Wnosi na ekran delikatność, eteryczność i niewinność, ale jednocześnie emanuje wewnętrzną siłą, która nie potrzebuje krzyku ani dramatycznych gestów. Jej obecność jest jak szept duszy  subtelna, a jednocześnie przejmująca. W jej oczach widać czystość uczuć, odwagę kochania bezwarunkowego i przeznaczenie, którego nie da się oszukać. Każda scena z jej udziałem ma w sobie coś niemal mistycznego  jakby była wspomnieniem, snem i obietnicą jednocześnie. Razem tworzą parę, której nie da się zapomnieć. Ich relacja pulsuje emocją, niewypowiedzianym napięciem i melancholią, która boli, ale jednocześnie zachwyca. To miłość zapisana w spojrzeniach, w milczeniu, w drobnych gestach – miłość, która nie potrzebuje deklaracji, bo jest oczywista, tragiczna i wieczna.

fot. materiały prasowe

Między sacrum a mrokiem, między fascynacją a strachem – postacie drugiego planu odsłaniają prawdziwą wielowarstwowość świata, w którym rozgrywa się wieczna miłość Drakuli.

Ogromną siłą filmu są również bohaterowie drugiego planu, których Luc Besson obsadził z wyjątkową intuicją. Christoph Waltz wnosi do tej historii postać kapłana, strażnika wiary, sumienia i granicy między sacrum a potępieniem. Jego bohater nie jest fanatykiem ani prostym antagonistą  Drakuli. To człowiek rozdarty, niosący w sobie ciężar wiedzy o złu, ale też głęboki lęk przed tym, że miłość może podważyć nawet najtwardsze dogmaty. Waltz gra oszczędnie, chłodno, z charakterystyczną ironią w spojrzeniu  i właśnie ta powściągliwość sprawia, że każda jego scena pulsuje napięciem. Jest jak cień Boga unoszący się nad losem Drakuli. Matilda De Angelis jako Maria pojawia się jako postać zanurzona w świecie ludzi, którzy znaleźli się zbyt blisko mroku. Jej bohaterka jest krucha, ale nie bezbronna; pełna emocji, niepokoju i fascynacji tym, co zakazane. Ewens Abid wciela się w postać Jonathan’a Harkera –bohatera znanego z klasycznej  „Drakuli”, tutaj przedstawionej z nową głębią i emocjonalnym ładunkiem. Nie jest tylko kronikarzem ani biernym obserwatorem wydarzeń. W jego spojrzeniu widać ciekawość, lęk i lojalność wobec wartości, które Drakula podważa swoją wieczną egzystencją. Abid wnosi do roli subtelność i chłodną determinację, która stanowi ważny kontrapunkt wobec burzliwych emocji Drakuli i Miny.

fot. materiały prasowe

Ten film do podróż do świata, który zapiera dech.

„Drakula. Historia wiecznej miłości”  to prawdziwa uczta dla zmysłów, która zaczyna działać natychmiast .Najpierw uderzają emocje bohaterów, potem nagle wciąga widza cała paleta wizualnych cudów, które Besson rozkłada przed widzem niczym mistrzowski fresk. Każda scena jest dopracowana z taką wrażliwością, finezją i precyzją, że można poczuć się tak jakby dotykało się malarskiego płótna. Każdy kadr  zanurzony jest  w barwach, fakturach i subtelnych światłocieniach. Od monumentalnego zamku hrabiego, którego mury zdają się szeptać historie wieków, przez mgiełką spowite lasy, aż po tajemnicze paryskie zaułki, oświetlone lampami gazowymi . Można śmiało powiedzieć, że każdy kadr to osobna opowieść, każdy detal przyciąga wzrok i nie pozwala oderwać się od ekranu. Światła i cienie współgrają z emocjami bohaterów: blask księżyca podkreśla ich samotność, ogniste pochodnie płonące w ciemności przypominają o namiętności i niebezpieczeństwie, a migoczące refleksy deszczu w oknach tworzą atmosferę nostalgii i melancholii.

Muzyka Danny’ego Elfmana dopełnia ten wizualny spektakl – czasem delikatna jak muśnięcie skrzypiec, czasem potężna, wibrująca jak serce bohatera w chwili największego uniesienia. Każdy motyw muzyczny jest idealnie zsynchronizowany z obrazem: wzmacnia napięcie, pogłębia wzruszenie i sprawia, że czujesz każdy oddech postaci, każdą drżącą emocję. Elfman operuje ciszą z taką samą precyzją jak dźwiękiem pozwala, by pojedyncze nuty wybrzmiewały długo, boleśnie, pozostawiając przestrzeń na oddech i refleksję. Smyczki drżą jak serce rozdarte między miłością a potępieniem, a chóralne akcenty nadają historii wymiar niemal sakralny, jakby opowieść o Drakuli była nie tyle legendą, co mroczną modlitwą o odkupienie. W chwilach największej intymności muzyka delikatnie cofa się w cień, by w momentach kulminacyjnych unieść emocje do granic wytrzymałości, prowadząc widza dokładnie tam, gdzie film boli najmocniej.

fot. materiały prasowe

Obcowanie z tym filmem to jak spacer po świecie, który jest jednocześnie realny i nierealny – gotycka elegancja spotyka romantyzm pełen cierpienia, światło miesza się z cieniem, a dźwięki wnikają w duszę. To kinowy spektakl, który na długo pozostaje w pamięci, zapraszając do wielokrotnego powrotu, by odkrywać kolejne detale, kolejne smugi emocji, które Besson tak mistrzowsko wplótł w obraz i dźwięk.

Moim zdaniem najpiękniejsze w tym filmie jest to, iż Besson nie próbuje udzielać prostych odpowiedzi. Nie moralizuje, nie ocenia, nie rozstrzyga jednoznacznie, gdzie kończy się potępienie a zaczyna miłość. Pozwala widzowi błądzić razem z bohaterami, czuć ich wątpliwości, ciężar wyborów i nieustanne rozdarcie między pragnieniem zbawienia a nieuchronnością klątwy. Drakula nie zostaje tu wybawiony w klasycznym sensie – jego odkupienie, jeśli w ogóle istnieje, jest kruche, niepewne i bolesne. I właśnie dlatego tak prawdziwe.

Jest to film, który zostawia po sobie ciszę. Nie tę pustą, ale gęstą od emocji, w której obrazy wracają pod powiekami jeszcze długo po obejrzeniu. To cisza, w której myśli krążą wokół pytań o naturę miłości, o granice poświęcenia i o cenę nieśmiertelności. Czy życie wieczne ma sens, jeśli pozbawione jest obecności ukochanej osoby? Czy miłość może być jednocześnie zbawieniem i przekleństwem? Luc Besson nie odpowiada, on tylko otwiera drzwi i zaprasza, by zajrzeć w mrok.

Najbardziej ludzki Drakula….

„Drakula. Historia wiecznej miłości” to kino, które nie chce podobać się wszystkim. To film dla tych, którzy lubią zanurzać się w emocjach, pozwalać by obraz i dźwięk prowadziły ich bezpiecznie przez ciemność. Dla tych, którzy nie boją się wzruszeń i melancholii oraz opowieści, w których piękno rodzi się z bólu. To historia, która nie kończy się wraz z napisami końcowymi. Ona zostaje w sercu , pulsuje cicho i wraca wtedy, gdy najmniej się tego spodziewamy. Jeśli Drakula miał kiedykolwiek być symbolem wiecznej miłości, to właśnie tutaj znajduje swoje najczulsze, najbardziej ludzkie oblicze.

Join Our Newsletter!

Love Daynight? We love to tell you about our new stuff. Subscribe to newsletter!

You may also read!

TWÓJ BILET TO 500 MIL NADZIEI! Best Film i Fundacja Słonie na Balkonie łączą siły na rzecz zdrowia psychicznego dzieci i młodzieży

Już w niedzielę, 6 września, odbędzie się wyjątkowa, ogólnopolska akcja charytatywna organizowana przez Best Film we współpracy z Fundacją

Read More...

Troll z Bornholmu rusza na wielką przygodę. „Kręciołek” od 21 sierpnia w kinach

Co może się wydarzyć, gdy ciekawski troll po raz pierwszy opuści bezpieczny podziemny świat? „Kręciołek” to pełna humoru, magii

Read More...

Leave a reply:

Your email address will not be published.

Mobile Sliding Menu