Historia głównej bohaterki doktor Ewy Kalinowskiej opowiedziana jest z perspektywy jej męża Adama i zaczyna się w momencie kiedy lekarka wraz z rodziną przeprowadza się z Metropolii do Miasteczka.
Jest ambitnym medykiem z niemałą wiedzą, pełna nadziei na pracę spełniającą jej oczekiwania. Trafia do jedynego w mieście szpitala, na oddział jak ze złej bajki, na którym brakuje podstawowych urządzeń takich jak respirator. Zagłębiając się dalej w meandry miejsca, które ma służyć ludziom i ratować najcenniejszą rzecz jaką jest życie okazuje się, ze poza brakami w sprzęcie nie ma tam też odpowiednich leków a co gorsza te co zalegają na półkach są często po terminie. Szpitalem dowodzi niejaki ordynator Bańka, który nie jest skory do współpracy. To intrygant, któremu Ewa od początku nie przypadła do gustu ale szef to szef. W szpitalu trwa remont po którym wszystko ma się zmienić jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, ale remont trwa wiecznie i końca nie widać.

Przeciwieństwa się przyciągają.
Mąż Ewy nie jest typem uroczego osobnika, który wspiera żonę na każdym kroku. W trakcie czytania powieści nie raz natrafia się na momenty, w których autorka w sposób bardzo dosłowny opisuje kłótnie małżeńskie tych dwojga, zwady którym przypatrują się ich mali synowie. Ewa od początku jawi się jako młoda ambitna kobieta, która zna swoją wartość jako lekarz i jako człowiek. Jej mąż to osobnik, który wzbudza w czytelniku raczej irytację i momentami wręcz odczuwałam do niego niechęć zastanawiając się jak można żyć z kimś , kto w momencie kiedy się jego najbardziej potrzebuje postanawia wyruszyć w długi rejs, gdyż żeglarstwo było jego pasją.
Doktor Ewa oczami jej męża.

Zostawia żonę na długie tygodnie z dwojgiem małych dzieci, zostawia samą w nieprzychylnym dla niej środowisku tylko dlatego, że nie potrafi zrezygnować z potrzeby wolności jaką miał będąc kawalerem. Ponoć męska rzecz być daleko a kobieca wiernie czekać. Niemniej jednak zawsze wracał zastając ją już zmienioną, zgaszoną i mniej ufną. Bał się stracić Ewę, która była dla niego miłością, idealną kochanką i opiekunką ich domu, który zwykli nazywać Wyspą- bezpiecznym portem, który miał chronić od życiowych sztormów i burz.
Opowieść o wewnętrznym kryzysie doktor Ewy, niezwykle intymna książka, którą czyta się jednym tchem.
Powieść Danuty Mikołajewskiej czyta się z ogromną ciekawości niemal jak dobry scenariusz. Została podzielona na 2 części gdzie pierwsza z nich pokazuje życie Ewy jako młodej lekarki, która każdego mierzy się z zawodem który miał być jej misją a poprzez nieprzyjazne dla niej środowisko staje się jej udręką a druga przenosi nas do momentu, kiedy bohaterka przekroczyło już próg 40-stki i pracuje w miejscu gdzie może spełniać się zawodowo. Z uwagi na to, że autorka sama jest lekarką to opisy sytuacji medycznych dalekie są od fikcji. Wspaniale pokazuje zależności jakie rządzą światem medycyny. Ja jako czytelnik odnalazłam w książce odpowiedzi na wiele nurtujących mnie pytań dotyczących relacji między ludzkich. Ponadto „Reanimacja” w sposób bardzo klarowny pokazuje jak hermetyczne jest środowisko lekarzy.

Powieść została napisana bardzo dojrzałym językiem co wskazuje zarówno na wrażliwość autorki jak i na doskonałą znajomość środowiska eskulapów oraz umiejętność przekazania tego klimatu czytelnikowi.
„Reanimacja” to przepiękna opowieść o człowieku, o poszukiwaniu Boga, która w nienachalny sposób zmusza nas do refleksji. To opowieść, która bardzo ciekawie splata w sobie wątki zawodowe i prywatne bohaterki. Kilka punktów zwrotnych sprawia, że bohaterowie powieści ewoluują, zmienia się nasz osąd o nich co myślę jest bardzo ciekawym sposobem na to aby jeszcze bardziej zainteresować czytelnika. Osobiście polecam „Reanimację” osobom, które lubią historie wielowątkowe i zachęcające do refleksji.









