Pomysł Daniela Radziejewskiego na książkę był tak mocny, że przebrnięcie przez przeszło czterysta stron zajęło mi dużo więcej czasu niż zazwyczaj.
Dlaczego? Zwykle czytam wieczorami, kiedy „dom śpi” i docierając do bardziej przerażających scen musiałam przerywać lekturę, by kontynuować przy dziennym świetle.
Niebezpieczne dzielnice, ponura przeszłość
Sāo Paulo, Brazylia, brudne i ciemne slumsy. Tu może wydarzyć się wszystko. Bieda, narkotyki, szemrane interesy, tajemnicze zaginięcia, wszędzie kręcą się podejrzani ludzie.
Poznajemy Klarę Silvę gdy przemierza miasto wraz z kilkuletnim synem. Pomysł na skonstruowanie głównej bohaterki nieco mnie zdziwił. Nie znam realiów biednych dzielnic Brazylii, ale nawet w najśmielszych snach nie jestem w stanie wyobrazić sobie kobiety z dzieckiem, która trzeźwa i zdrowa nie może znaleźć miejsca do mieszkania na dłużej, choćby w skromnych warunkach. Klara natomiast błąka się codziennie z dzieckiem i walizką, co wieczór szukając nowego noclegu. Trzeba jednak przyznać, że atmosfera absurdu potęguje poczucie niepewności, co w przypadku thrillerów może być ważniejsze niż logika.
Bohaterka nie ma w życiu szczęścia. Kiedy miała kila lat umarła jej matka, a ojciec zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach. Trafia do domu dziecka. Jedyny romans w jej życiu kończy się, gdy zachodzi w ciążę. Traci też pracę. Poznajemy ją w momencie, gdy na nowo, jak co roku w rocznicę zaginięcia ojca próbuje odnaleźć jakiekolwiek informacje o nim.
Przewidywalnie
Mnóstwo zbiegów okoliczności, znów – bardziej lub mniej prawdopodobnych, choć trzymających czytelnika w zaciekawieniu, prowadzi ją do ludzi, którzy mogą pomóc jej wydostać się z ciężkiej sytuacji –wyjaśnić przeszłość, znaleźć pracę, dom. Niektórzy z nich od początku wydają się podejrzani, co jest niewątpliwą wadą książki. Brakowało mi niespodziewanego ujawnienia wrogiej postaci. Ponurego przyjaciela, który wyciąga asa z rękawa. Tu podejrzani są źli, przyjaciele dobrzy. Nie ma wątpliwości. W tej kwestii autor nie zaskakuje. Z perspektywy czytelnika oczywiście.
Plus dla miśka
Nie jestem chyba odosobniona we wrażeniu jakie zrobiła na mnie okładka – pluszowy misiek z oczami różnego koloru i plamą z krwi na pyszczku. Książka (sądzę, że głównie z tego powodu) stała się bestsellerem storytel w kategorii thriller. Nic tak nie przeraża, jak wprowadzenie dzieci i ich zabawek do horroru czy thrillera. Samo spojrzenie choćby na słynną laleczkę Chucky wywołuje poczucie niepokoju. Stare jak świat opowieści o zmarłej babci, która postanowiła odwiedzić wnuka i pobujać w nocy kołyską wywołują lekki dreszcz na plecach nawet wśród największych racjonalistów. Wiem, co mówię – po rozważeniu wszystkich za i przeciw postanowiłam doczytać książkę przy dziennym świetle.
Wciągnął mnie motyw rodzinnej klątwy, nadprzyrodzonych umiejętności i ciekawe wykorzystania go przez autora. Bohaterka od dzieciństwa widzi duchy, a los prowadzi ją w okoliczności, w których będzie miała okazję dowiedzieć się o nich więcej. Zmierzyć się z klątwą,
z własną przeszłością.
Zostawcie zapalone światło
To książka dla ludzi o mocnych nerwach. Autor nie poprzestał na prowadzeniu intrygi, zwodzeniu i straszeniu czytelnika. Zagłębia się również nieco w zagadnienia psychologiczne, takie jak syndrom ofiary, co wypada naprawdę ciekawie. Wśród miejskiej biedoty, między fawelami zawsze znajdą się ludzie, którzy potrzebują pomocy i którymi łatwo jest manipulować. Zręcznie wykorzystuje to Alonso Bastos, właściciel Dziecięcego Kramu – sklepu z używaną odzieżą i zabawkami. To, co piszę nie jest spoilerem. Konstrukcja bohaterów sprawia, że czytelnik od początku nie ma wątpliwości, że to negatywna postać.
Pomimo naciąganych, moim zdaniem zbiegów okoliczności i realiów, przewidywalnej konstrukcji postaci książka jednak zaskakuje, autor nie osłania wszystkich kart na początku. Jeśli sięgnięcie po Dziecięcy Kram wieczorem, zostawcie w nocy zapalone światło…









